Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Serialowo, s04e17

W kwestii oglądania seriali nic się u mnie nie zmienia – rok w rok to samo. Wyposzczony brakiem seriali w wakacje rzucam się wraz z przełomem września i października na wszystko co się rusza i na drzewo ni ucieka. Oglądam kolejne sezony jednych seriali, oglądam premiery innych, żeby się zorientować co warto oglądać – tyle tego jest, że w ograniczonych siedmioma tagami wpisach „Serialowo” trudno się zmieścić za jednym zamachem. Jest więc tych wpisów dużo, są regularne, no i macie co czytać i z czym się nie zgadzać. Do świąt Bożego Narodzenia szał mija, selekcja jest tak ostra, że przeważnie zostają tylko te same tytuły, co lecą już od kilku sezonów, a gdy przychodzą zimowe przerwy wiem, że po powrocie seriali na antenę kolejne odcinki „Serialowa” pojawiać się będą coraz rzadziej. Trudno bowiem coś pisać, gdy prawie nic z seriali się nie ogląda i wie, że kolejne parcie na seriale przyjdzie dopiero za parę miesięcy.

Teraz jest nie inaczej. Nie piszę jednak, żeby tu skończyć, a jednak trochę o serialach skrobnąć. Niewiele, bo niewiele ich oglądam, ale zawsze. Inna sprawa, że zacząłem chyba bardziej cenić możliwość obejrzenia ciurkiem kilku zaległych odcinków niż oglądania tydzień w tydzień po odcinku.

Revenge, 1×01-15

DADDY!!!

Tak było w tym przypadku. Uzbierało się odcinków piętnaście aż i nadrobienie ich zajęło jakieś trzy dni (oglądamy z Aśkiem, więc dlatego aż tak długo). Bardzo przyjemnie spędzone przed telewizorem.

O „Revenge” już tu bodaj pisałem, bo obejrzałem dawno temu pierwszy odcinek i spodobał mi się. Wyczułem w nim jednak potencjał do oglądania z Aśkiem, więc odpuściłem ciąg dalszy i czekałem. Jak łatwo policzyć – czekałem przynajmniej piętnaście tygodni, ale było warto.

Gdyby ktoś nie wiedział o czymże to jest serial, to już mówię. Jest sobie bogata laska, której ojciec w młodości (jej, a nie jego :P) został wrobiony w krajm, którego on nie komited. Wrobiła go grupka milionerów, którym zaczęła palić się ziemia pod nogami i potrzebowali ofiarnego kozła. Nasza laska dziecięciem będąc przepadła bez śladu, by wrócić nierozpoznana przez prawie nikogo. Wrócić w celu dokonania tytułowej zemsty na każdym jednym członku wesołej kompanii milionerów, którzy przyłożyli łapę do śmierci jej ojca w pierdlu.

Zemsta, jak wiadomo, to jeden z moich ulubionych motywów filmowych. Cóż niefajnego może być w oglądaniu zdesperowanych i wkurzonych ludzi, którzy chcą odpłacić innym osobnikom pięknym za nadobne? Bierzesz młotek, gwoździe, piłę mechaniczną i idziesz z wizytą do wroga – prosty i łatwy przepis na zadowolenie mnie.

W przypadku „Revenge” dokonywana zemsta jest o wiele bardziej subtelna i nikt z młotkiem nie gania po ekranie. No ale to serial dla przeciętnego widza telewizyjnego, a nie ekstremum dla wybranych, więc trudno się spodziewać, żeby było inaczej. Nie znaczy jednak, że jest źle. Przeciwnie, jest bardzo dobrze i choć nikt z więzienia nie ucieka, to „Revenge” swoją budową bardzo przypomina mi „Prison Breaka”. Zawsze jest coś do zrobienia, po drodze coś się pieprzy i problemy się nawarstwiają. Szczególnie w późniejszych odcinkach, bo na początku wydawać by się mogło, że w tempie jedna pomszczona osoba na odcinek, to za kilka odcinków nasza sympatyczna bohaterka będzie się mścić na lodziarzu, który w młodości sprzedał jej niesmaczne lody. Nie. Sytuacje serialowe komplikują się lepiej.

Fajne w „Revenge” jest to, że w zasadzie nie ma w nim zupełnie niczego, czego nie można by oglądać w serialach typu „piękni i bogaci”, a jednak stanowi sympatyczne połączenie między BH90210, a „Miasteczkiem Twin Peaks”. Czyli piękni i bogaci mają w szafach pochowane szkielety (z tym Twin Peaksem to na wyrost, nie lećcie od razu oglądać, bo niby napisałem, że są podobne do siebie!).

Podczas oglądania trzeba się zaopatrzyć w wyrozumiałość, bo na porządku dziennym są tu sytuacje typu: „nie wiem jak to zrobiłam, ale mam jego IP, włam mu się do systemu sterowania kibelkiem i zdezaktywuj spłuczkę”, a i bardzo prosto o zadanie telewizorowi kilku niewygodnych pytań. „Czemu Victoria nie wysłała kogoś, żeby przeszukał dom Emily?” – spytał Asiek gdzieś tak przy trzecim odcinku… Ale ogląda się to bardzo fajnie.

***

The Walking Dead, 2×08-09

Autentycznym zdziwieniem przyjąłem powrót TWD na antenę, bo wydawało mi się, że sezon się już skończył. Co było dziwne, bo przez zimową przerwą wiedziałem, że powróci. No ale czas zatarł tę moją wiedzę i tak patrzę dwa miechy później (pi razy drzwi), widzę nowy odcinek TWD i se myślę: He?

Odnośnie drugiego sezonu łażących trupów widzę przeważnie opinie niepochlebne. No cóż, każdy ma prawo do takich, ale ja ich nie podzielam. Czyli zupełnie na odwrót, bo sporo ludzi wypisywało, że pierwszy sezon jest świetny, a dla mnie był marny. No to teraz mi się podoba.

Nie na tyle, żeby na pniu oglądać kolejne odcinki. Nie. Zaciąłem się przy końcu 2×08 i długo odciąć nie mogłem. Odciąłem się dopiero wczoraj w nocy, obejrzałem 08 i 09 i gdyby przyzwoitość nie kazała mi iść spać, to i 10 bym obejrzał. Bo oglądało mi się bardzo przyjemnie.

Jasne, nic się nie dzieje. Siedzą na farmie i pierdzą w stołek jeżdżąc do miasteczka po każdą pierdołę, której profilaktycznie nie zwieźli jeszcze na farmę, żeby można było po to pojechać i zostać zaatakowanym przez zombie. Zgadzam się, błysku w tym żadnego nie ma. Ale co poradzę, że miło mi się na to patrzy. Nie wiem nawet dlaczego. Może wczułem się w sytuację bohaterów i nie potrzebuję nie wiadomo jakich zwrotów akcji, a jedynie ciekaw jestem jak sobie będą radzić w tym nieprzyjaznym świecie, w którym oczywiście największym wrogiem wcale nie są zombiaki tylko inni ludzie.

Innymi słowy: jestem za.

***

Survivor, 24×02-03

Dupy jak na razie nie urywa, ale też bardzo rzadko „Survivor” dupę urywa przed merdżem. Dlatego cierpliwie czekam i oglądam dochodząc do wniosku, że jednak jakaś znana twarz by się przydała, bo to od razu „podpowiada” w jaki sposób oglądać sezon. A tak to trzeba się do nowych pysków przyzwyczaić (choć zauważyłem, że zawsze są to takie pyski, które wydaje się, że skądś się już zna) no i czekać na rozwój sytuacji.

Poza tym standardowy poziom każdego „Survivora” bez żadnych spektakularnych akcji. W 03 sprawy nieco się wyrównały za sprawą niezawodnych producentów, czy kto tam dba nad atrakcyjnością programu, którzy ułatwili laskom sprawę i podrzucili konkurencje niekoniecznie polegające tylko na sprawności. No i mogły się wykazać. Ale ostatecznie nikomu nie zależy na tym, żeby jedno plemię zdominowało program, bo na to, to i merdż by nie pomógł.

Będzie dobrze, zawsze jest.

***

Castle

Nie chce mi się sprawdzać numerka, ale jestem mniej więcej na bieżąco. Jeden czy dwa odcinki czekają na mnie zaległe – utknąłem na chwilkę w środku tego podwójnego odcinka, w którym nasi bohaterowie rymnęli z samochodem do wody. Rany Boskie, przeżyli?!?! 😉

Napiszę krótko – „Castle” nieustannie trzyma swój wysoki poziom i rzadko schodzi poniżej (przeważnie w odcinkach związanych z przeszłością Kate). Jeśli kiedyś się skiepści i żal będzie na niego patrzeć to dam Wam o tym znać. A do tego momentu to wciąż jeden z najlepszych z obecnie wyświetlanych seriali.

***

Spartacus, s02

Wciąż tkwię zacięty po pierwszym odcinku i czuję, że się nie odetnę dopóki nie uzbiera się odcinków na jedną płytkę 😉

***

„River”, „Alcatraz”, „Awake”… Jest trochę tych nowych seriali. Warto któremuś dać szansę?

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.