Don 2, Przetrwanie [The Grey]

Pierwszy „Don” mi się nie podobał. Prawdopodobnie widziałem go za wcześnie i jeszcze do niego nie dorosłem :) Widziałem go raz i wiele z niego poza piosenkami nie pamiętam. Na tyle, że byłem pewny, że zamiast Priyanki grała tam Bipasha i ją teraz do dwójki podmienili. Nikogo nie podmieniali – zdawało mi się. Piosenki z czasem polubiłem, ale do filmu nie wracałem, bo co innego wrócić do filmu który trwa godzina dwadzieścia, a co innego do filmu, który trwa trzy godziny… Czy to ważne w stosunku do dwójki? Chyba trochę tak, bo nie oglądałem filmu jako kontynuacji jedynki, ale jako osobny film. I jako osobny film mi się podobał. Tak na 7/10, choć mogło być więcej.

Zaczyna się bardzo dobrze. Spocony Szaruk w pojedynkę masakruje szotganem połowę azjatyckiej mafii narkotykowej. Pierwsze sceny filmu to żaden Bollywood tylko dobre azjatyckie kino akcji bez krwi, ale z jajem. Potem w zasadzie jest jeszcze lepiej. Szaruk wymyty, chyba trochę podkarmiony i z betonowym uczesaniem prosto z filmu o robocie dobrowolnie oddaje się w ręce Interpolu, by trafić do malezyjskiego więzienia, gdzie przekonuje swojego zajadłego wroga, żeby razem z nim pojechał do Europy i włamał się  do świetnie strzeżonego banku (czy tam mennicy, mniejsza o to). Wraz ze zmianą lokacji zmienia się też otoczka całego filmu. To dalej nie jest żaden Bollywood tylko bondopodobne kino szpiegowskie bez szpiegów. Wszyscy ci, którzy twierdzą, że nowy Kloss to taki polski Bond powinni zobaczyć „Dona 2” i ujrzeć jak powinno wyglądać bondowskie kino (trochę oczywiście zachowując proporcje, bo jednak „Don 2” pachnie małpowaniem sprawdzonego wzoru, ale za to małpowaniem z klasą, gdzie na ulicach Berlina co i rusz wybuchają samochody).

A potem, gdzieś tak od itermission, jest już niestety gorzej. To nadal niezły film, ale jakoś tak z każdą minutą seansu mój entuzjazm się zmniejszał. No ale nie mogło być inaczej, bo cóż tu lepszego wymyślić od absolutnie świetnego epizodu z Hrithikiem.

Nie ma co nawet dyskutować czy to Bollywood czy nie Bollywood, bo to nie Bollywood. Słyszę pytania o piosenki, więc odpowiadam, że właściwie jest jedna i że w filmach o Bondzie też jest jedna piosenka 😛 Z tą różnicą, że w Bondach na napisach, a w „Donie 2” w środku. Do tego jest jeszcze jedna na napisach końcowych, ale to się już nie liczy. Więcej tzw. Bollywoodu w tym filmie nie znalazłem (no bollywoodzki jest motyw H/Indusów, którzy w każdym miejscu Ziemi są na takich stanowiskach, jakie bohaterom tych filmów odpowiadają :) ). To dobre i bezbolesne kino akcji, w którym oprócz Bonda pobrzmiewa jeszcze „Brutalna śmierć” i trochę innych filmów, ale nie na tyle, żeby mówić o jakichś plagiatach. Szaruk gra tu pierwsze skrzypce i dobrze się przy tym bawi, a że budżet filmu pewnie był całkiem ładny, to i ma wiele sytuacji, żeby pokazać się i w szybkim samochodzie i z pistoletem maszynowym w ręku.

Szkoda trochę, że drugi Don jest chyba taki jakiś łagodniejszy i bardziej ludzki od Dona pierwszego (ze wskazaniem na „chyba”, bo jedynki…? Tak, nie pamiętam). Długimi okresami można się pomylić i zapomnieć, że gra tutaj rolę czarnego charakteru. A może i przez cały film można o tym zapomnieć, bo tak naprawdę to zły jest tylko dla czarnych charakterów. Bardziej diaboliczny byłby ciekawszy i mniej przewidywalny. No ale widać, że co wizerunek aktora to wizerunek aktora. Nie będzie jakiegoś tam badgaja grał. W jedynce miał łatwiej zadbać o swój wizerunek, bo wcielając się w dwie role mógł być i arcyłotrem i ciepłąkluchą.

***

Przetrwanie [The Grey]

Gdyby nadziei szukać tylko w filmach, to w przypadku ocalenia z katastrofy lotniczej na pokrytym śniegiem bezludziu nie dałyby jej one za wiele. Albo zje nas niedźwiedź („Lekcja przetrwania”) albo zjedzą nas współtowarzysze niedoli („Alive, dramat w Andach”), albo zjedzą nas wilki. [WIĘCEJ] (1350)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.