Serialowo, s04e16 vol. 1

Terapia [In Treatment] – tydzień  ósmy i dziewiąty

No i zakończyliśmy oglądanie „Terapii” zaskoczeni tym, że w dziewiątym tygodniu były już tylko trzy odcinki. No ale to nic złego w końcu przynajmniej jeden wątek się… well, wyczerpał :)

Ostatnie tygodnie to już raczej wszystko bez zarzutu i bez powodu do narzekania. Na dobre przepadł schemat, a tam gdzie został (Jake i Amy) było najbardziej nudno. Ostatnia terapia z nimi mnie uśpiła i musiałem się ratować odusypiaczem. Nic nie zmieniło się w kwestii przerzucenia ciężaru fajności z drugiej połowy w pierwszych tygodniach na połowę pierwszą w ostatnich tygodniach.

Co za tym idzie wypada napisać, że bardzo równy to serial w pierwszym sezonie i jak już kogoś przekona do siebie, to do końca raczej nie zrezygnuje z oglądania, bo im dalej tym lepiej, to pewne. Więcej niespodzianek, dodatkowych postaci i zmian lokacji przez co uniknięto zanudzenia.

I tylko drewniana kaczka nie powróciła :(

***

Generalnie to zapóźniłem się z serialami. Syndrom środka sezonu – minęła pierwsza radość z nowych odcinków po wakacyjnej przerwie i już jakoś ciężej mi się zabrać za coś spoza żelaznych pozycji. Dobrze, że zbliża się zimowy zastój, bo będzie można nadrobić zaległości, a na to, co zaległości nie ma nabrać apetytu. Mam nadzieję, że z powrotem seriali po zimowej przerwie powróci też moja chęć do oglądania w ogóle. Dobra, miałem nie marudzić, taki miałem ambitny cel!

***

Sons of Anarchy, 4×13-1

Zgodnie z przypuszczeniami podzielenie finału na dwa odcinki wcale nie zaowocowało podwójną dawką emocji, a raczej rozłożeniem emocji na dwa odcinki. Nie znaczy, że było źle, wcale nie. A i jestem spokojny o finał finał, że już rozciągania nie będzie.

Dobrze tak wiedzieć czego się spodziewać. Człowiek będąc nieuświadomionym i ubezdoświadczeniowym spodziewałby się Bóg wie czego po takim odcinku i mógłby nosem kręcić. A tak to z przyjemnością obejrzałem (jak cały czwarty sezon minus jeden odcinek), bo raz odcinek był zacny tak czy siak, a dwa byłem z siebie zadowolony, że nie dałem się ponieść niepotrzebnym emocjom.

Największy plus odcinka to Jax dowiadujący się prawdy. Niczego nowego się oczywiście nie dowiedział, ale przyjemnie było tego wszystkiego posłuchać w takiej pigułce emocjonalnej i fajnie zagranej.

Minusem zaś „scena akcji” z pościgiem po „autostradzie”. Powinni im zakazać kręcić „sceny akcji”, bo była podobnie absurdalna jak strzelanina z bazookami. Zaczął Tig, który inteligentnie przesiadł się na motocykl, żeby wszyscy wiedzieli, kto strzelał. A potem było coraz gorzej. Jakieś ujęcia z samochodu najnersów (czy jak im tam, na pewno nie będę sprawdzał :) ), w jednej chwili tłok na drodze, pełno samochodów, a za chwilę widać, że zbliżenia pędzących motorów itd. kręcone na jakimś pustym i zapomnianym przez samochody odcinku starej drogi, żeby nie płacić za dużo za zatrzymanie ruchu na uczęszczanej drodze. A na koniec jakiś śmieszny korek. Stoją samochody na środku drogi, nie wiadomo dlaczego, za kierownicami nie ma nikogo… „The Walking Dead”?

***

Survivor, 23×12

Ostatni chyba w końcu z serii „nudnych” odcinków, czyli docinanie do reszty pokonanego trajbu. Jeśli Woody Allen liczył na coś więcej, to się przeliczył. I słusznie, bo wyjątkowo irytującą postacią był przez ostatnie odcinki (przez pierwsze pewnie też, ale jeszcze nie zdążył zirytować). A teraz tylko jęczał, żeby go jeden dzień zostawić, bo zasłużył ble ble ble. Zasłużył na to, co dostał. Zero charakteru. Żeby choć z raz stęknął, że powalczy teraz z Ozzym i wróci, żeby się zemścić. Wiadomo, że nie da rady, ale tak się poddawać bez żadnej walki? Całą energię włożył na jęczenie tak jakby wypad na radzie był końcem świata. A przecież nie jest. Idziesz na redempszyn i walczysz. Nie było nic złego w byciu pipą intelektualistą. Gorzej jednak być pipą intelektualistą bez charakteru.

I tylko Ozzy w raju. Lepiej trafić nie mógł. Wystarczy może jednak i czas go przywrócić do gry. Choć pewnie jeszcze z jeden czelendż go czeka z kimś ze zwycięskiego trajba. Z Brandonem?

***

Danger 5 – The Diamond Girls, część 2

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.