Serialowo, s04e15

Dexter, 6×09

No i wyjaśniło się. Ale że standardowo mam wynotowanych kilka myślników, to nie będę zaczynał od końca. Zacznę od początku.

– WOW, Magiczne Kajdany. Dobry początek… Funny fact: chcesz zdjąć kajdanki – przetnij łańcuszek.
– Powróciła Magiczna Plakietka. Tym razem wykorzystana nieśmiechowo.
– Złota myśl Masuki bardzo dobra. Jeśli chodzi o sprawy sercowe zawsze podążaj za swoim fiutem.
– Joey i Batista lepsi niż duet komediowy byliby jako duet trupów.
– Zacięta winda? Kaman, widzowie też mają mózgi, you know?
– Travis szybki jest. Wbiec na górę, zatrzymać windę, zająć się ateistą i uwolnić Dexa. Oczywiście, jeśli on to zrobił :)
– Ciało ateisty całkiem nieźle się trzymało jak na puste w środku. Ale wybaczam ze względu na fajny bloodbath.
– Zakładając, że Travis sam nie wie, że Gellar nie istnieje, to jeśli własnoręcznie napisał wiadomość u siebie w łazience, to powinien rozpoznać swój charakter pisma i się zdziwić :)
– Syndrom Losta – gdyby wszystko co wiedzą powiedzieli sobie na początku to serial trwałby z jeden sezon maks. I tak Debra gdyby wszystko co powinna powiedzieć psycholożce powiedziała od razu, to i szybciej by do jakiejś konkluzji doszły.
– Swoją drogą szybko zaczęli marnować potencjał Nowego Czarnego.
– Zgodnie z przypuszczeniami ręka poicetruckkillerowa powróciła.
– To byłby taki fajny twist. Cztery odcinki temu… Czemu? A to powtórzę za zeszłym odcinkiem: Może być i tak i tak, po równo, więc nic w tym względzie nie uważam (Geller żyje czy niekoniecznie). Choć myślę, że teraz to z punktu widzenia scenariusza więcej sensu by miało, gdyby jednak nie był duchem. A może nie scenariusza tylko widza, który będzie kręcił nosem, że już wie i nic go nie zaskoczyło, jeśli Geller nie żyje. A że Dex idzie często na bakier i nie robi tak jak trzeba, to pewnie się okaże, że jednak jest tym duchem :) Ale wolałbym, żeby nie był. To było fajne na ujawnienie do 5 odcinka max.

***

The Walking Dead, 2×07

Nie spodziewałem się, że to ostatni odcinek przed zimową przerwą. W ogóle nie spodziewałem się zimowej przerwy :) Moja wina, bo niby czemu miałbym się nie spodziewać. W każdym bądź razie teraz troszkę inaczej patrzę na sezon (choć dalej twierdzę, że jest OK), bo skoro po 7 odcinku miała być przerwa, to rzeczywiście więcej powinno się dziać. A tak to w koło macieju to samo.

No ale nie będę narzekał, bo s2 podoba mi się bardziej niż s1. A końcówka 2×07 była naprawdę zacna. Ładnie to rozegrali sprawiając, że nagle to co do tej pory było oczywiste (jest zombie więc go zabijmy i dalej jedzmy kanapkę) nabrało trochę innego wymiaru. Z zabawy zmienili to wszystko w dramatyzm zakończony wisienką na torcie. Aczkolwiek spodziewaną, bo jednak zombiegatunek ma swoje archetypy wśród których śmierć dziecka i dylemat jego rodzica jest na wysokim miejscu. Już w „Nocy żywych trupów” córka zabijała kielnią czy tam jakimś ogrodniczym narządkiem swoją matkę. Dla urozmaicenia tej notki dodam tę scenę, choć każdy ją zna.

Bohaterka TWD miała jednak więcej szczęścia – w stodole nie było kielni najwyraźniej.

Zatem zakończyło się to naprawdę z klasa, choć myślę, że małą powinien jednak zabić Herschell.

***

Castle, 4×09

Tradycji stało się zadość. Odcinek, w którym Beckett walczy z demonami swojej przeszłości okazał się słaby i nudny. Pocieszenie takie, że teraz na trzy, cztery odcinki powinien być spokój święty i powróci dobra zabawa.

Ale warto zwrócić uwagę na to, że 4×09 różnił się sporo od tradycyjnego odcinka „Castle’a”. Głównie dlatego, że stanowi przykład rzadkiego zjawiska w całej serii – odcinka olewającego schemat. Zwykle popełnione zostaje morderstwo, w 7 minucie jest przesłuchanie pierwszego podejrzanego, w 15 drugiego. Za chwilę trzeci świadek już czeka na przesłuchanie, a Ryan i Esposito biegają po mieście, żeby znaleźć jeszcze ze trzy osoby do przesłuchania. Na koniec okazuje się, że zabił pierwszy przesłuchany THE END. A tu wszystko na opak, głównie dlatego, że nie było żadnego śladu ani nikogo do przesłuchania. Miła odmiana więc, choć niestety w konwencji nudnej.

Przyszłotygodniowy odcinek zapowiada się na szczęście na kolejną zabawę z bohaterami, konwencjami i możliwościami wynikającymi z Pomysłu. Prostego: Beckett i Castle budzą się razem w łóżku skuci kajdankami. Nie wiedzą gdzie są i nic nie pamiętają. Wygląda więc na fajny escape the room.

***

A jako że z braku czasu na razie tyle obejrzałem/nadrobiłem to jeszcze na koniec trochę nadchodzących nowości serialowych. Czy będzie wśród nich coś, co nie dostanie cancela do trzeciego odcinka? :)

Alcatraz

The River

Touch
(serio nie lepiej było zrobić dziewiąty sezon „24„? :P)

Bag of Bones

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.