Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Serialowo, s04e14

Terapia [In Treatment] – tydzień siódmy i troszkę ósmego

Ruszyło z kopyta. Wyszliśmy na dobre ze sztywnego schematu, co wyszło (nomen omen) na dobre serialowi. Wizytę Laury zastąpił epizod z dwójką dzieci Westona, które okazały się jakieś takie nie teges. Dziewczynka za młoda z wyglądu jak na swoje przygody, chłopak zaś za głupi (też z wyglądu :) ) na studia i inteligentnego ojca (Kate się puściła, czy jak? wyjątkowo niesympatyczne te dzieciaki). Potem Alex zapowiedział, że póki co nie przyjdzie na następne spotkanie i już chyba na dobre zmienił się ciężar „fajności” serii. O ile wcześniej bardziej interesowała mnie dalsza transza pacjentów, to teraz ciekawsza jest pierwsza dwójka.

Na plus też więcej żony Westona, do której (a konkretnie aktorki ją grającej) mam sentyment i lubię na nią popatrzeć. No i chyba pierwszy raz tydzień (siódmy konkretnie) zakończył się tak, że nie było wyjścia, żeby nie obejrzeć kolejnego tygodnia. Stąd to „troszkę ósmego”. A w tym „troszkę ósmego” schemat serialu został naruszony jeszcze bardziej i wyszliśmy w plener. Końcówka zapowiada się interesująco, choć jakoś Sophie mnie nie wzrusza i podobnie małżeństwo z kłopotami. Natomiast co do Paula i Kate też trudno mi się ekscytować, bo czytając info dystrybutora o wydaniu trzech sezonów przeczytałem, co ich czeka.

Kaczki wciąż nie ma. Może tym razem nie zapomnę przeczesać Internetu w poszukiwaniu jakichś informacji na jej temat.

***

Survivor, 23×11

To była niemiła niespodzianka. Nie spodziewałem się, że powrócą do bzdetnej tradycji odcinka podsumowującego to, co wydarzyło się do tej pory. W zeszłym sezonie go nie było, więc nic nie wskazywało na to, że teraz będzie. Wstałem rano, szczęśliwy, że obejrzę mój ulubiony show, zapodałem play, a tu zonk. Tak psuje się cały czwartek.

A jako że nieemitowane sceny mnie nie grzeją, to tyle było z mojego seansu.

***

Sons of Anarchy, 4×12

Trzeba przyznać, że było to bardzo dobre wprowadzenie do finału. Szkoda tylko, że o jeden (zeszłotygodniowy) odcinek za długie i niesmak pozostał. Ostatecznie jednak jeden słaby odcinek na sezon to mało, więc nie ma co rozpaczać.

Inna sprawa, że skoro finał podzielony jest na dwa epizody to należy się spodziewać, że jeszcze przynajmniej jeden nie będzie zbytnio ciekawy. Nie wierzę, żeby to był wybuchowy dwuodcinkowy finał. Ale fajnie byłoby, gdybym był w błędzie.

I tylko jedno zastrzeżenie do tego odcinka – dlaczego oni nigdy prosto w łeb nie strzelają? 😛

PS. Zapowiada się iście prawdziworomansowy impas końcowy.

***

Homeland, 1×08

Bez wątpienia najlepszy odcinek serii (no może z wyjątkiem pilota). Pozbawieni ciężaru konieczności wrabiania Brody’ego we współpracę z Alkaidą scenarzyści mogli poświęcić się rozwojowi akcji. I poświęcili się. Akcja przyspieszyła plus dała chyba zawiązkę pod kolejny sezon (aczkolwiek nie wiem, ile ma być odcinków w tym i czy w ogóle ktokolwiek myśli o s2).

A na koniec zaserwowano naprawdę fajny twist i już chyba nie ma większej wątpliwości, że – zgodnie z tym co pisałem po pilocie – właśnie „Homeland” jest najlepszą premierą sezonu.

***

Hell on Wheels„, „Revenge„, „American Horror Story” i „Luther” (i „The Wire” :P) czekają na moją ochotę do tego, żeby je obejrzeć. Jakoś tak mi się nie chce, ale na pewno mi się zachce. Natomiast „Grimm” i „Person of Interest” cancele na dobre po pilotach. PoI rzuciłem okiem na ten pruszkowski epizod, ale tylko na przewijaniu, żeby zobaczyć to kuriozum na własne oczy. A „Terriers” oglądałem przecież i dałem cancel w połowie pilota ;P

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.