Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Serialowo, s04e03

Charlie’s Angels, 1×01

Równo rok temu (hmm, a może dwa :) nie no, rok raczej na pewno) w telewizji pojawił się remake starego serialu – „Hawaii Five-0„. Jego formuła była prosta – odświeżyć stary format (kiedyś to się nie nazywało format). Formatowi, który nie był specjalnie niepowtarzalny (specjalnie wyselekcjonowana grupa walczy w miłych okolicznościach przyrody z badgajami) popularność miał zapewnić znany tytuł i znany motyw muzyczny (który nawiasem mówiąc (dużo tych nawiasów) każdy znał, a nikt nie pamiętał, skąd to melodia). I zapewnił – niedawno wystartował drugi sezon. Jak mu idzie nie wiem, bo po zachwycie nad pilotem potem po kilku odcinkach dałem mu cancela.

Nauczeni przykładem powyższego telewizyjni producenci postanowili zrobić kolejną powtórkę z rozrywki. O tak powstały „Aniołki Charliego”. Serialowi, którego format nie jest specjalnie niepowtarzalny (specjalnie wyselekcjonowana grupa walczy w glamorous świecie z badgajami) popularność miał zapewnić znany tytuł i legenda tytułowych aniołków unieśmiertelniona śmiercią (sic!) Farrah Fawcett. Jak będzie – zobaczymy. Ja jednak w przeciwieństwie do H 5-0 cancela daję już teraz. Ogląda się to bowiem sympatycznie, ale po co?

Szczególnie, że scenariusz pełen jest niedorzeczności i rzeczy które albo łykamy albo nie, no i mnóstwo w nim drętwych dialogów, których żal słuchać (ach ta rozpacz po wybuchu samochodu).

O wiele ciekawsze w kontekście tego serialu jest spojrzenie na los serialowych aktorów. Co dzieje się z nimi po ich momencie sławy. Nadine Velasquez z „My Name Is Earl” zdąży tylko powiedzieć, że nie idzie na imprezę, a Carlos Bernard (Tony „24” Almeida) handluje dziećmi. Ciekaw jestem, jaki los czeka Minkę Kelly.

Czas honoru, 4×06

Sezon czwarty zaczyna dopadać Syndrom Czasu Honoru zdiagnozowany już w sezonie nr 1. SCH charakteryzuje się tym, że czekamy na coś, co wydaje się, że będzie w następnym odcinku,a tymczasem to wydarzenie jest finałem sezonu. I choć w s4 przez chwilę wydawało się, że zaraz wybuchnie Powstanie, to teraz po zboczeniu historii w stronę V2 wydaje się, że wybuch Powstania będzie zwieńczeniem sezonu. Trochę kiepo.

A jakby było mało miłostek, to teraz jeszcze pannę podsunęli Romkowi. „Warszawa, 1944” się to powinno nazywać.

No ale nadal oglądam z przyjemnością, więc nie wiem po co to moje narzekanie 😉

Breaking Bad, 4×12

Wtręt zdupy: 13-odcinkowe serie wymyślono chyba tylko po to, żeby wkurzać biednych ludzi, którym na płytce mieści się tylko 12 odcinków.

BB dotarło do takiego momentu, w którym każdy odcinek jest już przynajmniej dobry, a częściej świetny. Owszem, warto było czekać, ale zdania nie zmieniam – na mniej przynudzania we wcześniejszych odcinkach chyba nikt by nie narzekał. Jakby nie było – odcinek numer 12 to również świetna przygoda i przyjemność z oglądania na najwyższym poziomie, jaki tylko ulubiony serial jest w stanie dać widzowi.

Wszystko zmierza ku końcowi, wątki się zazębiają, za chwilę wydaje się, że połowa obsady wyginie – nic tylko czekać na kolejny tydzień. I tylko zupełnie nie wiem, w jakim kierunku potoczy się sezon szósty piąty. No ale to chyba dobrze (o ile dalej nie będą się bawić ze sobą w kotka i myszkę). Gdybym pod karą śmierci miał zgadywać, to bym powiedział, że pewnie szósty piąty sezon zacznie się od „kilka lat później”, ale jakoś nie jestem bardzo przekonany do tego strzału.

Hank tak znakomicie wszystko rozgryza, że aż dziw bierze, że nie zaświtało mu w łepetynie proste zdanie: „przecież Walt jest chemikiem”. O wiele prościej przychodzi mu do wydumania, że megahandlarzem drugów może być właściciel knajpki ze smażonymi kurczakami. Z drugiej strony to też sama chemia 😉

Survivor, 23×03

Co by się nie działo – czekam na merge. odcinki przedmerge’owe złe nie są, ale potem i tak wychodzi na to przy reunionie, że mało kogo pamiętam z tych, co odpadli na początku sezonu. Choć zawsze wydaje mi się, że tego czy tamtą na pewno zapamiętam. Nic z tego. Gra zacznie się potem, a póki co odpadają ci, którzy chyba przypadkiem trafili do programu, bo niezmiennie narzekają, że dali z siebie wszystko (choć zawalili co się dało) i nie wierzą, jacy ludzie mogą być podli, że mimo to na nich głosują. Serio, chyba nie oglądali ani jednego odcinka.

Murowanym kandydatem do odpadnięcia jest teraz ten paranoik Kuzyn Russella (nawiasem mówiąc grubymi nićmi szyty koleś :) „wywalmy tę laskę, bo jestem żonaty i jeszcze bym ją przeleciał i to zagroziłoby mojemu małżeństwu; wszystkich okręca wokół palca tylko nie mnie, bo mam żonę! ale wywalmy ją lepiej”. Tyle, że najpierw jego tribe musi przegrać, żeby była szansa na taką wywałkę.

A w kolejnym odcinku Woody Allen przyszykuje pułapkę na Ozzy’ego. Swoją drogą, zapomniałem napisać po poprzednim odcinku, dziwny ten Ozzy – znalazł idola na drzewie i schował go też na drzewie. Skoro on go znalazł bez podpowiedzi, to czemu ktoś inny nie mógłby znaleźć go w tym miejscu, w którym jest teraz? Nic się nie zmieniło – HII był ukryty i dalej jest ukryty :)

Castle, 4×01-02

No, w końcu obejrzałem. Narzekanie się chyba opłaciło i przyniosło efekt!

Co do odcinków to 401 był przeokropną nudą. Dobrze, że „Castle” to serial, w którym jeden odcinek zajmuje jedna sprawa, a główniejszy wątek pojawia się raz na parę odcinków, bo gdyby było na odwrót to chyba nie dałoby się tego oglądać. Zakochany Castle, dysząca chęcią zemsty Beckett i Wielka Tajemnica z Przeszłości. Powinni czym prędzej zakończyć ten wątek.

Natomiast 4×02 to już stary dobry Castle, jakiego znamy i lubimy. Fajnie, że wrócił.

No i ogromniasty plus za pojawienie się nowej pani kapitan w postaci Penny „Save your energy, Sherry” Johnson. Uwielbiałem Sherry Palmer! :)

Sons of Anarchy, 4×04

Po dwóch bardzo fajnych odcinkach serial zwolnił (jak to w serialach), ale nadal oglądam go z niekłamaną przyjemnością i z pewnością lepiej się bawię niż w poprzednim sezonie. Sonsi rozpadają się coraz bardziej, a właściwie to trzeszczą w posadach na całego. Nic dobrego dla klubu to raczej nie przyniesie, ale dla fabuły to dobre, bo ileż można oglądać tulących się starych chłopów w skórach, którzy w imię klubu zrobią wszystko i tylko dla niego żyją. Do tej pory większych tarć w ekipie nie było, a teraz zapowiada się, że już wkrótce ktoś musi podjąć bardziej zdecydowany ruch i zdetronizować Hellboya z bolącymi łapami. Jednym słowem szykuje się całkiem ładna katastrofa, o ile ktoś czegoś nie spieprzy.

Natomiast osobnym zagadnieniem jest ukochana przeze mnie moralność naszych bohaterów, którzy często zachowują się jak najlepsi ludzie na świecie i każdy chciałby mieć takich kumpli jak oni, a za chwilę torturują Bogu ducha winne rybki. Tym napadem na sklep zoologiczny podnieśli granicę swojej hipokryzji na jeszcze wyższy poziom :)

Barwy Szczęścia, 623-626

Serialowy wszechświat „Barw Szczęścia” był w tym tygodniu zagrożony. Na szczęście pojawił się Ten Człowiek i uratował sytuację instalując Izie Skype’a. Gordonowa jeszcze nie wie, czy będzie umiała korzystać z komunikatora, ale Rafał jest pełen wiary w umiejętności żony. Gordon wylatuje (samolotem, a nie swoim wózkiem :P) do Australii i godzi się dać Izie rozwód. Tym samym po raz pierwszy zamyka jej usta inaczej niż przy pomocy pięści i kopniaka. Idzie ku lepszemu. W przeciwieństwie do Rybińskich juniorów (Rybińskiego juniora i Rybińskiej-to-be juniorki), nad którymi wisi biurowy romans Serialowego Ksawerego©. Czego Tymon nie zdołał załatwić capoeirowym kopniakiem i przyduszeniem Ksawerego, stara się załatwić rozmową. Mówi Kasi, że narzeczony zdradza ją z Kingą. Górka nie wierzy, ale profilaktycznie pyta Ksawerego czy czasem jej nie zdradza. Serialowy Ksawery bez zmrużenia oka mówi, że…………. nie! Tymczasem cała sprawa zbliża do siebie Alinę „Zniszczyłam ci wszystkie fajki, a ubrania dałam na biednych” Rybińską i Waldka „Jesteś 50 lat młodsza ode mnie, a mimo to nie brzydzisz się widokiem mnie nagiego” również Rybińskiego.
Gromadka Pyrków ma doła po wizycie uratowanej przez Tego Człowieka… wróć… Superromana kobiety. Nie podoba im się, że tata zmarł, a ona żyje. Sytuacje ratuje Alek, który proponuje wysadzenie w powietrze Pałacu Kultury… wróć… posadzenie na podwórku drzewa przypominającego Romana. W ogrodniczym coś chyba jednak idzie nie tak, bo sadzonka w niczym nie przypomina zmarłego Pyrki – jest chuda i wątła.

Stefan podsłuchuje, że Oksanie marzy się wystawny ślub. Zwierza się koledze, że nieba by jej uchylił, ale niestety nie stać go na wystawny ślub. Kolega ma dla niego idealne rozwiązanie problemu – podpowiada Stefanowi, żeby zorganizował wystawny ślub! Tymczasem Kaja zaczyna martwić się o Panią Nadię – jest przekonana, że staruszka umarła. Na szczęście Pani Nadia tylko się zdrzemnęła.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.