Włoskie kino nunsploitation, cz. 1

Dobra, pomysł jest taki. Wziąłem ja się ostatnio i otoczyłem całą masą ciekawych książek, które naprawdę i szczerze ciekawią mnie bardzo-bardzo. Jest tylko jeden problem – nie bardzo mogę się zabrać do ich czytania. To jakiś defekt mój wewnętrzny jest, którego nie może tłumaczyć fakt niezbity, że np. książkę Throwera „Nightmare USA” ciężko jest w ogóle gdzieś wygodnie poczytać z powodu jej dużego formatu. Wymówka, wiem.

No i pomyślałem, że jak za jednym zamachem zrobię parę notek, to będzie jakiś bodziec do rozpoczęcia czytania. Nie chcę ich słowo w słowo tłumaczyć, bo to
a). bez sensu
b). robota za free
c). nie jestem tłumaczem
ale tak co trzecie mogę (i to nawet nie tłumaczyć, a opowiadać po swojemu). Bo to książki filmowe, a Q-Blog jest blogiem filmowym przecież. Więc korzyści będą obopólne – ja w końcu się wezmę za czytanie (choćby po rozdziale, ale zawsze), a Wy też będziecie mieli co poczytać i poszerzyć horyzonty :) Choć formuła tej zabawy jeszcze jest do dopracowania, bo przecież nie mam czasu z gumy, żeby się pierdołami zajmować 😉

I tym sposobem na próbę zaczynamy rozdziałem z książki „Alternative Europe: Eurotrash and Exploitation Cinema Since 1945” napisanym przez Tamao Nakaharę, a dotyczącym wspomnianego w tytule kina nunsploitation. Czyli po prostu kina exploitation z zakonnicami.

Temat seksualnie wyzywających zakonnic pojawiał się w kulturze od czasu do czasu od wieków. Na początku w literaturze („Dekameron” Boccaccia, „Zakonnica” Diderota), a potem także i w filmie. Jego ślady znaleźć można np. w filmie Benjamina Christensena „Czarownice” [„Häxan”] z 1922 roku.

Jest też w „Czarnym narcyzie [„Black Narcissus”] Powella i Pressburgera.

Jednak jego rozkwit przypadł na połowę lat 70. ubiegłego wieku, gdzie szczególnie zadomowił się we Włoszech. Filmy nunsploitation kręcono na całym świecie – Stany, Wielka Brytania, Australia, Filipiny, Japonia – ale to właśnie we Włoszech miały swoje królestwo. Przy czym termin „nunsploitation” pojawił się w krajach anglojęzycznych, a w Italii filmy poświęcone niegrzecznym zakonnicom określane były mianem „convent-sexy”. Jak zwał tak zwał – filmy natomiast skupiały się na eksploracji mrocznych zakątków klasztorów i podglądaniu skandalicznego zachowania zakonnic.

Lata 60. ubiegłego wieku i seksualna rewolucja sprawiły, że na światło dzienne zaczęły wychodzić wstydliwe do tej pory sprawy seksu i seksualnych zachowań niekoniecznie realizowanych przy zgaszonej lampce. Kino było miejscem, w którym można było sobie rzucić okiem na to, o czym wszyscy szeptali po kątach. W Skandynawii wyprodukowano filmy pełne nagości i nasycone seksualną treścią, którymi zaczęli interesować się widzowie na całym świecie i które zmobilizowały cenzorów do wyjęcia z szuflad zardzewiałych nożyczek. „I, A Woman” (1965), „I Am Curious” (1967) to przykłady takich drażniącego cenzorskie oko tytułów.

Na kontrreakcję nie trzeba było długo czekać. W 1968 roku Jack Valenti stworzył ulubiony do dziś przez kinomanów system kategoryzacji filmów (PG-13 i koledzy). W kinach zaczęły pojawiać się nieocenzurowane, ale sklasyfikowane wg nowego kodeksu filmy. Rok później „Nocny kowboj” [„Midnight Cowboy”] Schlesingera jako jedyny w historii film z kategorią X otrzymał Oscara, a w kolejnych latach w kinach pojawiły się takie filmy jak „Ostatnie tango w Paryżu” Bertolucciego oraz osławione po wieczność „Głębokie gardło”. To właśnie one wyznaczały nowe granice tego, co można pokazywać na ekranach ogólnodostępnych kin.

Razem ze zmianami w obyczajowości i rozrywce następowały również zmiany w kościele. Papież Paweł VI na Drugim Soborze Watykańskim zniósł wiele trwających przez wieki zakazów, co skutkowało też rozluźnieniem w kwestii pokazywanych na ekranach rzeczy związanych z wiarą. Niezależnie od tego skandaliczne filmy dalej trafiały pod cenzorskie nożyczki, a ich kopie bywały konfiskowane. Jednak ani cenzorzy, ani księża nie byli w stanie zatrzymać wszystkich filmów podejmujących tematykę religijną takich jak np. „Dekameron” Pasoliniego.

Jednak to nie rozluźnienie stosunków na linii kościół – zwykły obywatel miało decydujący wpływ na rozkwit kina nunsploitation we Włoszech. Wiele większy wpływ miała na to sytuacja ekonomiczna miejscowego przemysłu filmowego. W efekcie – gdy reszta świata zaczęła się dopiero na poważnie interesować możliwościami, jakie dla kina niosła ze sobą rewolucja seksualna – we Włoszech rynek -ploitation był już bardzo rozwinięty. Filmy miały za zadanie (tu niespodzianka :) ) zarabiać, a cóż sprzedaje się lepiej niż nagość i krew? Od połowy lat 60 włoski przemysł filmowy był więc podzielony pomiędzy wysokobudżetowe ambitne kino i niskobudżetowe, dystrybuowane we Włoszech filmy, które miały szybko zarobić i ustąpić miejsca kolejnym podobnym produkcjom (tzw. filone). Jeśli jakiś film zarobił wyjątkowo dużo i zyskał popularność – wtedy starano się na nim zarobić również poprzez dystrybucję zagraniczną. I tak świat zalała fala kultowych do dzisiaj filmów mondo, erotycznych komedii, spaghetti westernów oraz slasherów giallo.

Aż w końcu nadszedł rok 1971 i swoje pięć minut sławy zyskało kino nunsploitation. I to właśnie we Włoszech produkowano najwięcej takich filmów. Powód tego stanu rzeczy był prosty – produkowano nadmiar filmów „gatunkowych”, by jak najszybciej i najpewniej dotrzeć do masowego odbiorcy. Dlatego też przesada charakteryzowała nie tylko ilość wyprodukowanych filmów nunsploitation, ale i wspomnianych wcześniej giallo, spaghetti westernów itp. Producenci, by na swoich filmach zarobić jak najwięcej, potrzebowali tematów, które przyciągną do kin jak największą ilość widzów, ale przy okazji nie będą zbyt drogie w produkcji. Liczyły się trzy rzeczy: śmiech, przestraszenie i podniecenie. Nunsploitationy „korzystały” ze wszystkich trzech i tak w krótkim okresie swojej świetności tego gatunku powstały zarówno erotyczne komedie, jak i soft pornosy, a także horrory.

Nagość i erotyczny kontekst tych filmów przyciągał do kin męską widownię. Kto by się spodziewał :) Innym plusem takiego kina był prosty fakt możliwości wykorzystywania jednej scenografii i zestawu kostiumów w kilku filmach. Szczególnie o habity było o wiele prościej niż np. o kowbojskie wdzianka do spaghetti. No i na wyobraźnię filmowców działał fakt obniżenia kosztów produkcji przez kręcenie we wnętrzach i unikanie plenerów. Klaustrofobiczne wnętrza klasztorów i tajnych ciasnych przejść – więcej do szczęścia nie było potrzebne. Świetnym przykładem takich oszczędności są dwa kręcone równocześnie w tych samych wnętrzach filmy Bruna Mattei oraz Claudia Fragasso – „L’atro inferno” aka „Guardian of Hell” oraz „La vera storia della monaca di Monza” aka „The True Story of the Nun of Monza” (nie daję sobie łepetyny uciąć, że fragment filmu ponizej pochodzi właśnie z tego :) ) z 1980/1981 roku. Podczas gdy Fragasso kręcił jeden film na parterze, to Mattei kręcił drugi na piętrze. A potem na odwrót. Kostiumy były wspólne.

CDN

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.