Super, Hop, American Grindhouse, Księżniczka Żaba

O rany, ale mi się nic nie chce… I po tym niewątpliwym zachęceniu do dalszej lektury zapraszam na kolejną porcję skróconych recek filmów, których znów uzbierała się cała kupa. Nie mylić z tą drugą kupą!

Hop

Każdego roku filmy o Bożym Narodzeniu zarabiają od października po wrzesień całą furę pieniędzy. Inaczej jest w przypadku Wielkanocy – można spuchnąć, a i tak nie znajdzie się żadnego filmu wielkanocnego („Rapa Nui” się nie liczy). Dlaczego tak się dzieje? „Hop” daje jasną odpowiedź na to pytanie.

Wielkanoc, przynajmniej na przykładzie tego nieszczęsnego zająca, nie ma takiego potencjału filmowego, nie ma takiego klimatu, nie ma takiej tradycji jak Boże Narodzenie. Zanim zacznie się masowo kręcić filmy o Wielkanocy trzeba zadbać o to, żeby sama Wielkanoc budziła większe emocje niż budzi teraz. Na odwrót nie da rady, czego znów „Hop” świetnym przykładem. Scenarzysta musiał napompować wszystkie wielkanocne zwyczaje i symbole do miary o wiele większej niż to jest w rzeczywistości (na choinkę się czeka, zająca ma się w nosie), co wyszło całkowicie sztucznie (aczkolwiek mówimy o połączeniu filmu aktorskiego i animacji, więc to z założenia przeważnie wychodzi sztucznie) i tylko udowodniło, że w rzeczywistości Wielkanoc jest świętem drugorzędnym marketingowo, klimatycznie i filmowo.

A że to film dla dzieci, to dodatkowa trudność w odbiorze przez starego konia jakim jestem. Ani mnie to nie bawiło, ani nie śmieszyło, ani mnie nic. Może trzeba było w oryginale obejrzeć i posłuchać zapewne świetnego Hanka Azarię, czy doktora House’a… Nie, zaraz, przecież ja to oglądałem w oryginale! Czyli nie, to oceny też nie poprawiło. 4/10

No i brawa dla odpowiedzialnego za casting. Obsadzenie w roli głównej (człowieczej, nie zajęczej) Jamesa Marsdena – kudos!

(Zawsze chciałem użyć słowa „kudos”, a teraz jak już użyłem to nawet nie wiem, czy dobrze…)

***

Księżniczka Żaba [The Princess and the Frog]

Nie lubię animków. Ale ten akurat był niezły :)

Kiedyś film animowany w kinie to było coś (przynajmniej dla kogoś, kto lubi animki). Jeden czy dwa rocznie się pojawiały, więc dla fanów były one wielką gratką. Teraz? Każdy ma w domu komputer, a filmowcy mają po kilka i nie mają dzięki temu większego problemu, żeby zrobić film animowany. Z tego też powodu (i tego, że najłatwiej zarabiać na dzieciach) praktycznie co trochę grają w kinie jakieś animki. I to spowodowało, że stały się one jeszcze bardziej męczące. No bo ileż można śpiewających czajników?

„Księżniczka Żaba” inaczej. Specjalistą nie jestem, ani sprawdzać mi się nie chce, ale na moje proste oko wyglądał mi ten film jak na narysowany dłonią z paznokciami, a nie sztuczną inteligencją. No i już za to plus na starcie.

Sama historia specjalnie odkrywcza nie była (i w ogóle nie zapadała w pamięć – wiem, bo nic z niej nie pamiętam :) ), ale oglądało się to przyjemnie (jak na animki), no i co najważniejsze – było tu od groma i ciut świetnych piosenek. To kolejny plus.

Co za tym idzie, jak osoba, która nie lubi animków, zaprawdę powiadam, że „Księżniczkę…” obejrzeć warto. Choć nie przez cały czas trzymał taki poziom jak na początku stąd tylko 6/10.

***

American Grindhouse

Znakomity dokument opowiadający o historii i rozkwicie kina spod znaku grindhouse. Absolutny must see dla fanów gatunku, a także dla tych, którzy lubią ciekawe historie i migawki z pokręconych filmów (naziści walący Jezusem o maskę samochodu). Skąd się to wszystko wzięło, kto co wymyślił, jaki był cel tych filmów, w co to wszystko ewoluowało… Przekrojowy filmowy podręcznik przez cały ubiegły wiek, rozłażący się jednak pod koniec, stąd jedynie 8/10. Metraż filmu był za krótki, żeby opowiedzieć o wszystkim, co warte opowiedzenia, stąd o ile początki opowiedziane są w miarę dokładnie, to przy nagromadzeniu materiału nastąpiło połebkachprześlizgnięcie. Ale i tak must see.

W filmie wypowiadają się autorzy książek dotyczących kina gatunkowego, krytycy filmowi oraz twórcy takich filmów. Wśród nich parę słów do dodania ma sam Ojciec Chrzestny Kina Gore, a także najlepszy w całym towarzystwie John Landis, który co otwiera usta, to rzuca złote myśli.

Całość okraszona niezliczonymi fragmentami filmów, wśród których znalazły się autentyczne narodziny dziecka, co mnie nieco zaskoczyło, więc i Was ostrzegam, choć to przecież naturalne i w ogóle. No dobra, ale nie bez ostrzeżenia, na miłość boską!

***

Super

Jeden z najbardziej poszkodowanych filmów przez to skrótowe ( :) ) prześlizgiwanie się po tytułach. Przykro mi „Super” zasługujesz na osobną reckę, wiem. Masz na osłodę: 9/10.

Zresztą nie tylko z tego powodu jest to bardzo poszkodowany film. Pewien nolajf postanawia zostać superbohaterem. Zakłada handmade strój superbohatera i rusza na miasto, by zwalczać przestępczość… Znacie tę bajkę? Ano pewnie, że znacie. Najpewniej z „Kick-Assa„, a mniej pewniej z „Defendora„. A szkoda, bo „Super” jest lepszy i od jednego i od drugiego.

James Gunn, reżyser „Super” zaczynał w wytwórni Tromy. Napisał m.in. „Tromeo i Julię” oraz książkę na podstawie której powstał „Terror Firmer”. Zamiłowanie do kina spod tego znaku zostało mu do dzisiaj, tyle że budżety dostaje większe i lepsze scenariusze sobie pisze. Tyle, że jakiś dziwny pech go prześladuje. Świetny „Slither” przeszedł w zasadzie bez echa, „PG Porn” (to nie film, ale co tam) szumu narobił tylko pierwszym odcinkiem (choć trza przyznać, że pomysł na to był fajny, ale raczej nie do pociągnięcia w nieskończoność), a teraz „Super”. Zamiast nim, wszyscy podniecają się (bądź narzekają, ale to też się wpisuje w podniecanie) „Kick-Assem”. Smuteczek.

Zatem posłuchajcie mych słów i wierzcie im, bo nigdy Was na manowce nie prowadziły (no co? nie podobało Wam się „Daybreakers„? tylko dlatego, że się nie znacie 😉 ) – „Super” obejrzeć warto, bo to film, który komiksową estetykę przeniósł w normalną, surową rzeczywistość i zderzył jedno z drugim w pełną fajnych rzeczy (teksty, akcje, efekty, łubudu itd.) całość. I o ile bohater „Kick-Assa” przekonał się, że życie bardzo przypomina komiks, to bohater „Super” przekonał się, że życie jednak bardziej przypomina życie.

I to było fajne.
(1234)

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.