Sex Story [No Strings Attached]

Nie sposób nie rozpocząć recki od braw dla dystrybutora za „polski” tytuł tego filmu. Zwykle można było się jeszcze sprzeczać, czy dystrybutor jest mądrzejszy od autorów filmu i zmienia tytuł na inny, bo będzie lepszy. Tu już się nie ma o co sprzeczać, a przekaz jest jasny. Angielski tytuł zmieniamy na inny angielski tytuł – oryginalny był kałowy, my wiemy lepiej… Oczywiście zdaję sobie sprawę, że na film z seksem w tytule pójdzie więcej osób, ale uważam, że skoro już zmieniać tytuł, to na polski co najwyżej, bo zmiana na angielski to totalny brak szacunku do kogokolwiek.

Choć mogło być dużo gorzej, bo przecież film mógłby się np. nazywać „Bez stringów”. Siła marketingowa takiego tytułu też byłaby duża, a i wiele od oryginalnego tytułu by nie odbiegał :)

„Sex Story” to komedia nieromantyczna o dziewczynie i chłopaku, którzy decydują się na seksualną przyjaźń. Gdy ich przypili lądują w łóżku, potem się ubierają i każde idzie w swoją stronę. Do czasu aż układowi wydawałoby się idealnemu zaczyna zagrażać miłość.

Nie jest tak źle jak myślałem, że będzie po obejrzeniu trailera. Trailer oceniłem na maksymalną QPĘ, ale okazało się, że ten redbandowy, który oceniałem był zupełnie nieadekwatny do tego, co przyniósł ze sobą film. Ponad dwie minuty trailera wypełnione były przekleństwami, seksualnymi żartami i tego typu rzeczami, tymczasem okazało się, że to, co w trailerze, to były prawdopodobnie wszystkie (a na pewno większość) sceny tego typu, jakie znalazły się w filmie.

Przekaz jasny – dajemy do zwiastuna żarty o dupie i Natalie Portman w bieliźnie i mamy zysk.

Tymczasem film wcale nie okazał się taki seksualnie i wyzywająco do przodu. I gdyby nie to, że w zasadzie wyszła przeciętna komedia jakich cała masa, to można by było mówić, że zwiastun zrobił filmowi krzywdę. Ale nie można, bo żadnej krzywdy nie było. Nawet jeśli ktoś zrażony przez zwiastun do kina nie poszedł, to wiele nie stracił. Tyle tylko, że pewnie wciąż jest przekonany, że „Sex Story” to film wulgarny. Niesłusznie, bo wulgarność tego filmu mieści się bez problemu w granicach przyzwoitości.

Mamy więc przewidywalną komedyjkę z Natalie Portman i Ashtonem Kutcherem, którą obejrzeć na spokojnie można, ale nie należy spodziewać się nie wiadomo jakiej ilości żartów i fabuły, która zaskoczy. Wszystko toczy się torami wyznaczanymi przez ramy komedii romantycznej, choć moim skromnym zdaniem żadnego większego romantyzmu tu nie ma, stąd moje wcześniejsze określenie „komedia nieromantyczna”. 5/10
(1145)

PS. Nadal uważam, że Natalie szkoda do takich filmów. To nie jej poziom (choć może po prostu nie wiadomo skąd wymyśliłem sobie, że Natalie Portman to poziom wyżej niż aktorki ciorające się po przeciętnych komedyjkach – nie tyle pod względem klasy aktorskiej, co po prostu klasy kobiecej).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.