A na Wielkanoc – dupa

Koronnym argumentem zwolenników Bożego Narodzenia w odwiecznym konflikcie dotyczącym wyższości jednych świąt nad drugimi bezapelacyjnie powinien być argument filmowy. Kiedy bowiem producenci każdego roku w grudniu trzepią kapuchę na kolejnych bożonarodzeniowych filmach – to na Wielkanoc tytułowa dupa. Gatunek filmu wielkanocnego jak dotąd się nie rozwinął i nic nie wskazuje na to, że kiedykolwiek się to zmieni.

I tu właściwie powinienem skończyć, bo późno już i spać iść muszę, a tylko dziurę w kalendarzu chciałem jakoś zapełnić bez konieczności stukania reckowego elaboratu. Choć trochę szkoda, bo u zarania tego wielkanocnego spostrzeżenia leżał ambitny plan zrobienia jakiegoś rankingu filmów wielkanocnych złożonego of koz z filmów niewielkanocnych, skoro jak już stwierdziłem w akapicie pierwszym – wielkanocnych filmów nie ma (a jak są to stanowią wyjątek od reguły). Szkoda też jednak ładować jednoakapitową notkę ze spostrzeżeniem wcale nie epokowym. I trochę nie wiem co robić. Z jednej strony muszę poczekać do północy (mniejsza o powód), a z drugiej wiem, że ta notka jeszcze trochę i będzie takim pisaniem o niczym Quentina, który humoru wcale nie ma, a bez humoru to zawsze pisze pierdoły.

Oho, zaczyna się narzekanie, więc może inaczej. Wspólnymi siłami zróbmy jakąś listę wielkanocnych filmów. Zapewne skończy się standardowo, jak zwykle, gdy się o coś pytam – odpowiedziami w skali ilościowej od zera do w porywach trzech, ale jakiś punkt zaczepienia na sensowność dalszego stukania być musi. No to jedziemy, ja zaczynam.

W poszukiwaniu wielkanocnego filmu należy odpowiedzieć sobie najpierw na pytanie: z czym kojarzy się Wielkanoc? Ano kojarzy się na przykład ze Śmigusem Dyngusem. A skoro Ś-D to już mam dwóch pierwszych kandydatów na film wielkanocny: „Potop” i „Powódź” [„Hard Rain”]. Wcale nie jest wykluczone, że ten pierwszy zagości na ekranach wielkanocnych telewizorów i w tym roku. Kto wie, może właśnie odkryłem powód rokrocznego puszczania „Potopu” w święta? Jeśli jednak tak właśnie jest, to dlaczego też w Boże Narodzenie?

Wielkanoc kojarzy się również z zajączkami (czyli króliczkami w wersji dzikiej). Hmm, a może z króliczkami się kojarzy? Whatever. A gdy mowa o tych stworach z uszami to nie, wcale to głowy jako pierwsza nie przychodzi mi produkcja spod znaku Hugh Hefnera, a dwa inne filmy, które przez obecność w nich tychże pluszaków niniejszym nominuję do miana filmu wielkanocnego. Pierwszy z nich to „North” z Bruce’em Willisem w roli królika (jedyny dobry fragment tego filmu). Natomiast drugi to moja ukochana Letnia szkoła z atakiem krwiożerczych królików. Niestety ani jednego ani drugiego nie mogę znaleźć na YT, choć „North” zdaje się jest cały, więc i Willis jest, ale nie będę go przecież po nocy szukał.

Kolejne wielkanocne skojarzenie – jajka. I znów dałoby się pod to podciągnąć jakąś kosmatą produkcję, ale darujmy sobie świństwa, szczególnie że jeszcze trwa Wielki Piątek. Skoro więc jajka i niekosmacie (to drugie to w sensie przysłówkowym raczej, a nie rzeczownikowym), to może „Park jurajski”? Niech będzie, żadne inne jajka mi nie przychodzą do głowy tylko te, z których wykluły się dinusie. Jakiś jeszcze motyw z jajkiem orła przylazł mi właśnie do głowy, ale to motyw z marnej komedii, której sumienie nie pozwala polecać jako film na Wielkanoc. Zresztą i tak nie pamiętam tytułu.

Jajka trzeba do czegoś włożyć. Same nie stoją (Kolumb nie żyje), więc na Wielkanoc zwykle układa się je w koszyczku. A skoro koszyczek, to bezapelacyjnie Czerwony Kapturek. Filmów o nim było już kilka, ale ja tutaj wyróżnię Spojrzenie mordercy z niezapomnianym złym wilkiem pod postacią Kiefera Sutherlanda.

Dobra, północ blisko – czas zakończyć tę dziwną notkę. Niezależnie jednak od stopnia jej dziwności – czekam na Wasze propozycje filmów wielkanocnych. Wesołych Świąt.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.