Nuda u dentysty

Wbrew pozorom nie będzie to notka o nowym filmie Krzysztofa Zanussiego, a jedynie krótkie i szybkie (bo zaraz północ, a kalendarz z dziurą!) refleksje na temat mojej dzisiejszej wizyty u dentysty.

Kozaczył nie będę. Dentysty się boję. Znaczy tej całej otoczki „wizyty u dentysty”, a nie konkretnego faceta, który mi w pysku grzebie. Dentysty bałem się zawsze, odkąd pamiętam. Przez to odwiedziłem go o parę razy za mało i teraz muszę nadrabiać. Na szczęście strach, który w pewnym momencie dość paniczny był, zmalał już całkiem sporo. I tak po prawdzie dziwię, się, że się bałem. Co jeszcze dziwniejsze – nie wiem nawet, czego się bałem. Niektórzy boją się kłucia igłą (twardzielem nie jestem co to bez znieczulenia leczy zęby, a potem pije wrzątek i sra kulkami lodu), a ja tego akurat się nie dygałem wcale. I to irracjonalne, bo przecież potem jest już spoko i teoretycznie nie ma się czego bać. A mimo to nie było łatwo wyjść z domu w kierunku stomatologa. Dziwna sprawa, którą chyba jednak dzisiaj rozgryzłem – otóż nie tyle bałem się dentysty, co tego, że w trakcie wiercenia znieczulenie przestanie działać. Zresztą dalej mam stracha do pierwszego nawiertu i potem jak trwa to wszystko za długo, a zastrzyk był tak daawnoo temu… No ale do sedna.

Kurde. Macie jakieś pomysły jak zabić nudę u dentysty? Siedzi człowiek półtorej godziny na fotelu i nie wie, co ze sobą zrobić. Radio gra cicho, telewizorek w jakimś niefortunnym miejscu stoi, słuchawek do uszu się nie włoży, bo przecież trzeba słyszeć „zamknąć, otworzyć, zamknąć, otworzyć, teraz będzie zajebiście bolało bo przejadę wiertłem po podniebieniu, zamknąć, otworzyć…”. Co robić, żeby się nie zanudzić na śmierć?

I drugie pytanie – co zrobić z oczami? Po pierwszej pół godzinie już nie wiem, gdzie patrzeć. A może zamknąć oczy? Ale to strach, bo dentysta pomyśli, że usnąłem i przejedzie mi wiertłem po nerwie :) Na suficie lampa, przed pyskiem lampa – teoretycznie można w bok, ale tam dentysta, a z drugiej strony jego pomoc. I jakoś wyobraźnia podpowiada, żeby tam nie patrzeć, bo się jakieś kwaśne miny zobaczy i człowiekowi będzie wstyd. A poza tym nie lubię się ludziom na ręce patrzyć, gdy pracują… Czarna rozpacz.

Jakieś patenty?

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.