Odleciałem

Niestety, nie będzie o żadnym filmie, który mnie urzekł, ani o tym, że zostałem drugim po Hermaszewskim polskim kosmicznym pilotem. Choć to drugie bardziej.

Możecie przestać czytać, bo to notka z gatunku „Drogi Pamiętniczku”. Pomyślałem po prostu, że warto ku pamięci napisać, ze dnia tego i tego… rymnąłem jak długi po oblodzonych schodach w dół.

Niby nic, ale to chyba drugi taki wypadek w moim życiu, o którym wypada wspomnieć, bo dość poważny był. Chyba. A może czwarty… Kiedyś wbiłem sobie gwoździa koło oka, wpadłem do pustego basenu i wyglebiłem na bobslejach, ale wtedy nie było gdzie o tym odtrąbić. Pamiątkę mam tylko po tym ostatnim, bo rozharatana jak w filmie Petera Jacksona noga straszy głęboką blizną do dzisiaj.

Kurde, wydarzyło się w mgnieniu oka. Wróciła Joasia, wyszedłem, żeby odebrać od niej zakupy, stanąłem w kapciach na trzecim poziomie schodów i następne co pamiętam to to, że leżę u ich podnóża, a chwilę potem obok upada kapeć. Wyrąbałem o kant schoda ni to plecami, ni to dupą – kość ogonowa to też chyba nie jest, pewności nie mam. Miejsce to tajemnicze w jednym momencie spuchło i tak przez pół dnia oprzeć się nie mogę, a chodzę z trudnościami. O spaniu na razie nie myślę, aczkolwiek mam wrażenie, że aktualnie jest trochę lepiej.

Trzymam kciuki, żeby to było bolesne stłuczenie tylko i po tygodniu, dwóch zeszło. Do lekarza chyba nie ma co iść (wiem, setki trupów też tak myślało), bo choć boli jak sam skurwysyn, to chyba jednak jest to spowodowane specyficznym miejscem stłuczenia biorącym udział przy większości codziennych czynności. Zobaczymy jutro. Nastawiam się na to, że będzie gorzej, a potem już zacznie się poprawiać. Byłoby miło, bo od piątku mam maraton imprez, na których chciałbym być. Możecie trzymać kciuki.

Ta notka to też niejako usprawiedliwienie braku jakiejś nowej recenzji itp. Żeby się przekonać o tym, że ludzie mają gorzej ode mnie, zacząłem oglądać nowe „I Spit on Your Grave”. Ból i mecz z Chorwacją (który spowodował nowy ból) sprawiły, że wytrzymałem tylko połowę filmu. Z tego powodu recenzja pewnie dopiero jutro.

No, to od tej pory będę pamiętał, że 25 stycznia AD 2011 wyrażenie „aleś pierdolnął” w stosunku mojej osoby już nie będzie związane tylko z tym, co powiedziałem…

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.