Raport z pola walki

Tequila wypita, prezenty rozpakowane, pół Kevina obejrzane – pesymista powiedziałby, że święta, święta i po świętach. Ale że ja… tu nie prowadzę blogaska, to nie będę pierdół pisał.

Filmowo dzieje się niewiele, ale to nie znaczy, że jest źle. Wręcz przeciwnie, odczuwam świąteczną ochotę na oglądanie filmów i zanim rok się skończy, znajdziecie tu jeszcze parę recek. Chyba najpierw będzie to jakaś bollywoodzka recka, ale ducha nie gaście – nim nadejdzie 2011 roku trochę zaległości niebollywoodzkich nadrobię (bollywoodzkich nie sposób, bo oni tam kręcą chyba nawet w tej chwili siedem filmów na raz).

Ojtam, nie martwcie się tym Bollywoodem, po prostu Asia też ma świąteczną fazę na filmy i stąd wyboru na razie nie mam. Albo Bollywood albo animki. Do Bollywooda się podłączę, a przy animkach może jakiś minipodsumowanie roku trzasnę w postaci zebranych do kupy ocen obejrzanych w tym roku filmów. Zobaczymy.

A pierwszym „normalnym” filmem, jaki obejrzę w tym kończącym się roku będzie „Nude Nuns with Big Guns”.

Kończę tę notkę o niczym powstałą z chęci „nie mienia” dziury w kalendarzu niezgrabnie wklejonym fejsem Q-Bloga.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.