Serialowo, s03e07-08

The Walking Dead

Odwaga serialu poszła w trzecim odcinku w złą stronę. Zamiast dalej paprać się w zombie bebechach i dialogi przerywać headszotami, twórcy pokazali, że nie zawahają się przedłużać serialu o tyle, ile zajdzie potrzeba dyktowana zainteresowaniem widzów. Teraz, kiedy serial ma drugi sezon już mogą spokojnie zwolnić, a nuż i trzeci trzeba będzie robić, więc nie można się ze wszystkich możliwości wypśtykać.

I nie byłoby w tym nic złego, bo w końcu każdy serial tak robi, ale w sytuacji, gdy sezon ma sześć odcinków, poświęcanie jednego na wybieranie się z powrotem do lokacji z drugiego odcinka i nic więcej to zwyczajne stanie w miejscu. Czego po sześcioodcinkowym sezonie nie oczekuję. Bo sześć odcinków oznacza, że nie ma miejsca na przynudzanie tylko trzeba pokazać, to co jest do pokazania. A skoro jeden z 6 odcinków już idzie na straty – to może być tylko gorzej. Choć niekoniecznie w pozostałych odcinkach, a może dopiero za rok, gdy dane nam będzie zobaczyć sezon numer dwa.

Piła zgodnie z oczekiwaniami wypaliła, choć trudno zrozumieć umiłowanie bohaterów filmów/seriali do odcinania sobie kończyn zamiast łańcuszka kajdanek. Z drugiej strony łatwo to można wytłumaczyć tym, że piła by nie przecięła metalu (a kość przetnie?). Choć w skrzynce z narzędziami to raczej brzeszczot się trzyma, a taki by sobie poradził. No ale co tam, pewnie to jakaś inna piła była – nie chce mi się sprawdzać.

Na szczęście trochę udało się wybrnąć z sytuacji niewiernej żony i to jedyny plus tego odcinka.

PS. Zna ktoś jakieś filmy/seriale, w których pozostali przy życiu ludzie w obliczu ogólnoświatowego dizasteru nie kłócą się ze sobą?

Czas honoru

Oglądając „Czas honoru” coraz częściej myślę o… „Wściekłych psach”. Nie jest to jednak komplement (ani zarzut), tylko nawiązanie do sytuacji rata w ekipie. Gdyby chłopaki z „Czasu…” mieli jedyne słuszne podejście do sprawy rata, to już dawno by go zlokalizowali. Tak jak we „Wściekłych psach” właśnie, gdzie Joe nie słuchał żadnych argumentów, bo dobrze wiedział – Pomarańczowy jest ratem, tylko jego jednego nie znał. I tak powinny kombinować asy wywiadu, jeśli mam uwierzyć, że byli w stanie w kilka osób wygrać wojnę. No ale ostatecznie CzH to od początku science-fiction było.

Ogląda mi się to przyjemnie i zdanie na temat serialu raczej już nie zmienię. Piszę to co tydzień chyba, więc może czas przestać się powtarzać?

PS. Gruszka to naprawdę fatalna aktorka. Myślałem, że to tak specjalnie, ale zaczynam mieć wątpliwości. Dziwne, że jakieś nagrody zbiera za granicą i po teatrach wymiata (a wiecie, że jej mąż się nazywa… Wyrypajew? ha ha ha) przecież fatalna jest. A przynajmniej w tym, w czym ją oglądam, bo w nagrodzonych rzeczach, żeby być sprawiedliwy, nie.

Survivor

No i w końcu dotarliśmy do tego fajnego momentu w „Survivorze”, w którym coś się dzieje i spokojnie można zarzucić każdy odcinek z pewnością, że parę mniejszych lub większych twistów będzie. Nie analizuję i nie interpretuję, bo nic się nie zmieniło – dalej prawie nikogo nie lubię z pozostałych uczestników. Brendę wycyckali koncertowo, a jej minę proszącą z pewnością malującą się na twarzy o idola miałem nawet zgifować, ale zrezygnowałem (tak jakby to był jakiś honor zostać zgifowanym przeze mnie :) ).

Trzymam kciuki za Fabia. To dobry chłopak jest, no i wciąż liczę na to, co nie będę siedemnasty raz powtarzał.

PS. Trudno sobie wyobrazić, że oni nie poginęli tam przez te wszystkie dni. Szczególnie patrząc na dopalająca się drewnianą skrzynię, którą zastawili ognisko 😉

The Event

Powoli, powoli, powoli dojrzewałem do cancela, gdy stare dziewczynki mnie ożywiły i jeszcze uratowały dla mnie serial. Nie na tyle jednak, żebym do dzisiaj obejrzał ostatni odcinek. Coś czuję, że cancel jest nieunikniony, bo i serial wpadł w przeciętność. A że od początku siódmym cudem świata nie był…

Boardwalk Empire

O tym serialu co tydzień można pisać to samo i to zdecydowanie nie jest komplementem. Choć utrzymuje wysoki poziom, to jednak ta monotonia jest dla niego zabójcza. Nawet wysoki poziom potrzebuje od czasu do czasu wspiąć się jeszcze wyżej. Im częściej, tym lepiej. A tak to zaczyna nudzić po prostu. Tak po ludzku. No i efekt taki, że do dzisiaj nie zmęczyłem ostatniego odcinka.

Spartacus: Gods of the Arena

Pojawił się zwiastun prequela i, kurde, no fatalna sprawa z tym Andym :( Zwiastun prequela wygląda spoko, choć nie widać, żeby całość oferowała choćby cokolwiek więcej niż pierwszy sezon. I na dodatek wszystko na nic, bo Andy’ego nie zobaczymy w drugim sezonie. Szkoda, że Wenta nie wzięli do s2, to w jakiś magicznie niewytłumaczalny sposób zmieniło moje nastawienie do całości. A tak, to jest wporzo, ale nie tak to miało być.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.