Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Projekt 2000 (Część 24)

Po całym dniu pisania pierdół, w końcu przyszedł czas dla mnie. Gdybym był kobietą, to przygotowałbym sobie romantyczną kąpiel z jakimiś takimi solami, co to nie wie, do czego są. Ale nie jestem, więc napiszę kolejną część Projektu 2000, bo przecież żadnego filmu dawno nie widziałem. Tylko czy dam radę zgrabiałymi od stukania pierdół paluchami i oczami wołającymi za poduszką?

Czyli standardowy wstęp mamy za sobą. Teraz powinno być łatwiej. Czytać :)

„Predator 2” [„Predator 2”]

Prawdopodobnie fakt, że zawsze uważałem „Predatora 2” za dobry film jest związany z tym, że ostatni raz widziałem go z dziesięć lat temu albo i więcej. Potem nie powtarzałem i do tej pory zostałem pod wrażeniem tej ciągłej strzelaniny zaczynającej się od już od pierwszych sekund filmu. Oczywiście nie jest to wrażenie tak duże jak wywarł na mnie oryginał, ale i tak. Czy teraz po seansie pozostałoby równie spore? Tego nie wiem, choć parę razy miałem ochotę, żeby się o tym przekonać. Może kiedyś.

A na chwilę obecną z konkretów pamiętam jedynie Glovera pytającego który następny…

Akcja dwójki przenosi się do miejskiej dżungli. O Arnie’em wspominają w jednym zdaniu i oprócz tytułowego predatora tyle te dwa filmy mają ze sobą wspólnego.

Jak z każdym porządnym filmem z dzieciństwa, także i z tym wiąże się pewna historia. Otóż najpierw obejrzałem sobie ten film sam, a potem z rodzicami (znaczy się sporo dawniej musiałem go oglądać niż dziesięć lat temu :) ). Rodzicom chyba nic nie mówiłem, że seans mam za sobą, bo – pewności nie mam – wciąż robili za cenzora i woleli udawać, że mają wpływ na to, co oglądam. No i tak sobie oglądamy, a tu zbliża się scena gorącego seksu. No to ja mówię, że muszę na chwilę wyjść coś zrobić. Stanąłem gdzieś zza węgłem i zostałem zaskoczony przez matkę, która wydedukowała w rozmowie z ojcem, że chyba film widziałem, bo wyszedłem akurat wtedy gdy były cycki. A wróciłem chwilę po nich.

Tak, Cruella nadawałaby się do Ameryki, gdzie wciąż cycki są gorsze od krwi :)

***

„Historia świata” [„History of the World, Part One”]

Bez wątpienia jedna z najbardziej kultowych komedii Złotej Ery Video, która obrosła wieloma legendami, a konkretnie jedną – czyli taką, wedle której film doczekał się kontynuacji. Wina w tym samego Brooksa, który walnął w tytule Part One, a na końcu zarzucił fragmentami z dwójki. Nieistniejącej. Ale któż to wtedy mógł wiedzieć. Podobnie przez długi czas krążyła legenda o trzeciej części Conana – „Conan Król” of koz. Lata minęły, a film prędzej doczeka się remake’u niż trequela. No ale to nie opowieść o Cymmeryjczyku.

Dzisiaj sam nie mogę w to uwierzyć, że jeszcze parę lat temu czasy były takie, że zlokalizowanie jakiegoś filmu graniczyło z cudem. Ba, ciężko było wydedukować cóż to za film tak bardzo zachwycił, że pamięta się o nim po latach. Kasety z giełdy i wielokrotne kopiowanie z nośnika na nośnik sprawiły, że filmy rożne tytuły miały albo i w ogóle ich nie miały… Tak naprawdę, to nie wiem, co napisać o tym filmie :) Wiem, że go widziałem, potem próbowałem go znaleźć, a w końcu wytrzepałem go spod ziemi w kopii nieoglądalnej i byłem dumny z siebie. A teraz wydaje mi się, że to nie o ten film chodzi, bo przecież co to za wyczyn znaleźć „Historię świata”? Żaden.

Nie będę ściemniał, filmów Brooksa nie lubię. Ale „Historię…” lubię i jest ona dla mnie filmem kultowym. I śmiesznym, co dość ważne w przypadku komedii. Przynoszę wam te piętnaście przykazań…

Tak czy siak filmu powtarzał nie będę, bo zdaje się, że byłoby na co nosem pokręcić w temacie klozetowego poczucia humoru, które teraz odrzuca od współczesnych komedii, a kiedyś wydawało się, że czegoś takiego w ogóle w komediach nie było. Taaaaa.

***

„Lwie serce” [„Lionheart”]

Jeden z niewielu filmów, na którym wzruszył się… mój ojciec. Wzruszył się i nawet łezkę uronił. A konkretnie wtedy, gdy Mustafa wypuścił wolno Żan Cloda. Szanowny tata skomentował to krótko: „Nawet Mustafa ma serce”.

Żan Klod zwiewa z legii cudzoziemskiej, żeby powęszyć w sprawie śmierci swojego brata(?). W złym świecie z dala od darmowej kuchni trzeba sobie jakoś radzić, żeby nie skończyć w rynsztoku. Żan Klod robi to, co potrafi najlepiej – bierze udział w ulicznych walkach. A te przynoszą mu sławę, agenta, pieniądze i laski zlizujące z siebie krople krwi dolatujące z ulicznego ringu.

Klasyka kina z Żan Klodem. Po prostu. Kwintesencja Złotej Ery Video i szczyt kariery wygimnastykowanego Belga, kaleczącego język angielski. Człowiek oglądał takie „Lwie serce”, a potem rozdziawiał japę odkrywając, że Mustafa to Tong Po, a gdzieś w scenie na basenie przewija się Frank Dux.
(1040)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.