Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Serialowo, s03e04

Nigdy się nie nauczę, żeby pisać od razu po obejrzeniu… Tydzień temu jakiś odcinek oglądałem i jak ja mam coś pamiętać? No ale zacznę od serialu, który oglądałem wczoraj… Albo nie, najpierw serialowa wiadomość tygodnia:

Andy Whitfielda w „Spartacusie” ma zastąpić… Wentworth Miller. Sprawa pewna jeszcze nie jest i na pierwszy rzut oka to bzdurny pomysł, ale po krótkim zastanowieniu – podoba mi się! Stęskniłem się za Millerem (tyle lat wtorkowych poranków razem :) ), co ostatnio odczułem oglądając „Resident Evil: Afterlife” i uważam, że Went da radę!

Castle, 1×01, 02

Bodźcem do obejrzenia był kolega gambit, z którą w zasadzie podobne gusta mamy (szczególnie z wiekiem, bo chyba nie zawsze tak było). Serial, wiadomo, znam, ale nic mnie do niego nie ciągnęło, żeby sprawdzić, czy mi podejdzie. Ot, kolejny serial, jakich wiele – bez czegoś szczególnego. No ale skoro gambitowi się spodobał…

No i rozwiązał się nieistniejący problem posiadania serialu, który można by z chęcią zapuścić, gdy nie ma się nic do roboty, bo jest się ciekawym co dalej. Serial, który pakujesz do odtwarzacza i wiesz, że będziesz miał ubaw. Serial  z gatunku tych, co to ich się komuś zazdrości, że mają przed soba jeszcze dwa/trzy sezony podczas, gdy my już jesteśmy na bieżąco i musimy czekać tydzień na kolejny odcinek… Zwykle wiadomo, że to ten serial, bo po kilku minutach seansu słyszy się ten KLIK oznaczający, że serial zaskoczył i że będzie się go oglądało dalej. W przypadku „Castle’a” KLIK pojawił się dość szybko, a do końca kupiony byłem wraz z pojawieniem się na pokerku Jamesa Patersona.

Gdyby ktoś nie wiedział ococho, a też chciał po mojej rekomendacji rzucić okiem. Tytułowy Castle to wzięty autor powieści kryminalnych, który właśnie w kolejnej powieści uśmiercił swojego głównego bohatera. Cierpiąc na twórczy niedowład i korzystając z okazji – postanawia pomóc miejscowej policji w jednym ze śledztw. Wkrótce już wie, że taka praca to idealny sposób na powrót zdradliwej weny. Od tego momentu truje dupę sympatycznej pani policjant, która nie bardzo jest chętna z tej współpracy.

„Castle” to taki policyjny „House”. I bardzo proszę mi nie pisać, że nie ta liga, że do pięt nie dorasta itd., bo nawet jeśli tak jest, to ja „House’a” nie mogę polubić (serialu, bo postać lubię, ale po maks dwóch odcinkach mam ochotę na półroczną przerwę, a na dźwięk słowa „vicodin” chmnie strzela), a „Castle” od razu mi przypadł do gustu. Bohater to sympatyczny, ironiczny i rzucający onelinerami na lewo i prawo. Mniejsza o zagadki kryminalne, jakie ma do rozwiązania itd. – najważniejsze, że lubi się go od początku i z przyjemnością ogląda jego przygody. No a przynajmniej przez te dwa odcinki, bo co będzie dalej to nie wiem, może też mnie zacznie irytować.

Pomysł na serial jest prosty, ale na swój sposób genialny. Wiele scenariuszowych twistów i sytuacji pozwala skwitować słowami pisarza, że to kiepska historia, albo że w powieści by to nie przeszło, albo jeszcze coś podobnego. Uczynienie pisarza głównym bohaterem otworzyło szybką drogę do tworzenia fajnych historii, które smiertelnie poważne może by i były głupie, ale z dodatkiem castle’owego dystansu łyka się je bez bólu. No i przy okazji ma się fun z wszystkich smaczków typu „myślałem, że coroner stoi nad zwłokami jedząc kanapkę i opowiadając dowcipy”. Jestem dziwnie pewien, że za chwilę będę fanem tego serialu.

Swoją drogą dzisiaj rusza w TVP2, ale nie mam zamiaru czekać tydzień na kolejne odcinki i liczyć na to, że tłumaczenie będzie dobre.

Dexter, 1×03

Pojechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni… to i możemy poszaleć. Odcinek w końcu dobry, ale szału nie ma. No może w porównaniu do pierwszych dwóch. A dlaczego szału nie ma, to już gdzieś tam w komentarzach pisałem. Wkurzają mnie akcje „na szczęście medycy nie znaleźli strzykawki”, choć wiem, że jest to wkurzenie do „naprawy”, bo wcale tak nie musi być, że nikt tej strzykawki nie znalazł. Szkoda tylko, że wydłużyli o tę (na razie) bzdurę akcję, która i tak skończyła się tak jak się miała skończyć.

Dex w ciemnej dupie coraz bardziej się pogrąża, ale jakoś tak nie potrafię z siebie emocji wykrzesać i krzyknąć „łoooo!”. Oglądam ze spokojem, bo wiem, że i tak się wykaraska. Obaczymy co tam jutro namąci Julia Stiles. W sumie, nowa kobieta by się Deksowi przydała…

Masuka rządzi, ale to raczej skłania mnie do refleksji smutnej – większość postaci w „Dexterze” jest na tyle pozbawiona ciekawej osobowości, że na ich tle nietrudno być przechujem. No i Masuka z tego korzysta, choć nie sposób ukryć, że tekst o lancy przedni :)

Boardwalk Empire, 1×04

Samograj spokojnie toczy się dalej, a jego oglądanie to czysta przyjemność, choć bez szału. Aczkolwiek, może to tylko moja wina, bo o żadnym serialu nie jestem w stanie powiedzieć, że oglądam go „z szałem”.

Odcinek w cieniu genialnej sceny z opowieścią o ojcu stolarzu. Cała reszta odcinka to tylko dodatek do tej sceny.

Czas honoru, chyba 3×05 bo się pogubiłem

Cytując za fejsem Q-Bloga: Tylko polskie produkcje tak „potrafią”. Oglądasz „Czas honoru” i trzymasz kciuki, żeby Niemcy wygrali :)

Czarna dziura, nic nie pamiętam z tego odcinka. Mógłbym trochę odświezyć pamięć, ale po co? „Castle” pół notki zająć i trzeba się sprężać. W przypadku „Czasu honoru” nic się nie zmienia – oglądam z przyjemnością, ale jednym okiem wpada, a drugim wypada. Nudzić się nie nudzę i to mi wystarczy. A emocje z oglądania? No takie jak w pierwszym zdaniu.

Niemcy są tak uroczymi czarnymi charakterami (brawo dla scenarzystów, że się nimi tak ładnie bawią), że choć moja sympatia na nic się zda – to i tak im kibicuję. Patrząc na aniołków z CC, to nie więcej niż 20 minut odcinka powinno zająć szkopom ich wyłapanie i rozstrzelanie. No, ale to polski serial…

Hawaii Five-0, 1×04

Wygląda na to, że co tydzień będę powtarzał tę samą śpiewkę, więc rozważam nie pisanie już o H50 w Serialowie do czasu jakiegoś nie wiadomo jakiego tapnięcia w serialu.

Oglądam z przyjemnością i tyle. Przyjemność nie jest tak wielka, żeby oglądać odcinek zaraz po premierze. Ba, ostatnie dwa oglądałem na dwa razy, ale to nie znaczy, że leci cancel. Nie leci, bo to przyjemny serial.

Dżinzuszi w końcu miał okazję się do czegoś przydać, to nie, za sterami helikoptera podsiadł go NiepamiętamImienia. To tylko potwierdza, że 1/2 H50 jest zupełnie zbędna. Co niestety trzeba zapisać in minus, skoro to serial o czwórce bohaterów. Aha, no i mogliby w końcu skończyć z ckliwymi końcówkami.

The Event, 1×04

Dalej dobre. Twist odcinka lightowy, ale co tam. Z dziką przyjemnością napisałbym coś więcej, ale od wtorku minęło już tyle dni… Tak, wciąż oglądam go na pniu i niech to najlepiej o serialu świadczy.

Survivor, 21×05

Odcinek z jasnym przekazem o treści: „Pomysł z dzieleniem trajbów na starych i młodych był głupi. Takoż samo pomysł z Medalionem Pałeru”. No ale to już wiadomo było wcześniej, teraz tylko zostało to oficjalne ogłoszone.

Powrót do starej dobrej formuły daje nadzieję na poprawę sezonu (do końca jeszcze trochę odcinków, więc jest czas na naprawę), ale nie sposób nie westchnąć, że takie formowanie trajbów na nowo jest do kitu. Inaczej, co prawda, poprawić się tego nie da, ale nie jest to antidotum idealne. Brak równego podziału w trajbach na członków obu poprzednich trajbów determinuje kolejność eliminacji i tak naprawdę przy odpowiednich wiatrach odcinki do merdża powinny być niestety przewidywalne. Choć pewnie kolejne kombinacje temu zapobiegną.

Zatem – kolejne sezony poproszę bez kombinacji. To nie pierwszy sezon, w którym konkretne podziały nie wypaliły. Dwa trajby bez podziału na kobiet/mężczyzn, starych/młodych, czy gejów/hetero. Choć w sumie – to ostatnie byłoby niezłe.

Sons of Anarchy, 3×06

Uff, fajny odcinek. W końcu! Refleksja odcinka: chciałbym zobaczyć jakiś spin off, w którym występowałyby najfajniejsze postaci z różnych seriali. Niekoniecznie pierwszoplanowe. Z SoA bez dwóch zdań widziałbym w nim agentkę Stahl. Do tego Masuka, Kyle Hobbes itd.

Clay jakiś taki średnio kumaty się zrobił, no ale ręka go boli, więc trzeba mu wybaczyć, że nie umie dodać 2 do 2. Może na wycieczce do Irlandii mu się poprawi. Ale i tak wydarzeniem odcinka jest chyba ostateczne pożegnanie Jaksa jako bohatera romantycznego. Mógł chociaż z tydzień poczekać… A taki siedział na tym dachu i czytał książkę ojca – wszystkie ideały w pizdu.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.