Serialowo, s03e03

Blue Bloods, 1×01

Zaczynamy od zasygnalizowania, że tego serialu… nie oglądam. Polecił mi go znajomy (pozdrawiam :) ) i tak się dziwiłem co niby ma być w nim takiego godnego oglądania. Kolejny cop-show z gatunku takich chłodnych, czyli policji okiem łapówkarskim, ciężkożywotowym et cerata. No ale skoro został polecony, to obejrzałem (wiem, wiem, ileż to poleconych seriali czeka na to, żebym je w końcu obejrzał – tak, tak, wierzę, że „Chuck” i „The Wire” są zajebiste, przysięgam!). A przynajmniej zacząłem oglądać. Obsada zacna – Selleck, Wahlberg, Monaghan (nie wiem, jak się to pisze, zawsze mi się myli z taką inną) – dodawała serialowi szans. No ale po 20 minutach poszedł cancel. Z serialem nic nie jest nie tak, poza tym, że jest przeciętny. Taki sam jak setki innych policyjnych seriali.

No ale jak ktoś bardzo chce oglądać, to serial ów opowiada o familii kopów z Nowego Jorku (pewnie miasto pomąciłem, zdarza się – nie będę sprawdzał), która walczy z krajmem. Dziadek jest emerytowanym kopem, ojciec szefem policji, jeden z synów doświadczonym detektywem, drugi właśnie skończył akademię policyjną, a trzeci nie żyje. W jednej z dzielnic porwano dziewczynkę – policja rusza na poszukiwania. Gdzieś tam się chyba wybory zbliżają, to i korupcja się jak mniemam pojawi. Standard.

Dexter, 5×02

Pierwszego odcinka broniłem i nie narzekałem broniąc dzielnie na przeciw sporej liczby ludzi walących w niego fochami (pięć na krzyż w przypadku tego bloga :P). Drugiego już nie jestem w stanie obronić, bo znudził mnie wybitnie. Zresztą to w ogóle jest jakiś słaby tydzień jest/był jeśli chodzi o seriale, bo z grubsza każdy odcinek każdego serialu jest/był wybitnie nudny. No może nie wybitnie, ale zdaje się, że sezony po pierwszym szale wchodzą w okres „no trzeba przetrwać te parę odcinków zanim przypierdolimy”. Tyle że „Dexter” ma trochę mało odcinków, żeby przynudzać, tu spokojnie można się postarać powalczyć o każdy epizod dobry.

Minęło parę dni od emisji i jakoś tak nic mi pozytywnego w głowie nie zostało. Są jakieś trupy, Dexter się miota między sprawiedliwym młotem, a krwawym kowadłem, Angel i Laguerta bawią się w meksykańską telenowelę, Quinn łączy fakty (dość to śmiechowe – każdy z trzech portretów pamięciowych podobny był do Dexa, ale Quinn musiał użyć policyjnej techniki Połącz Obrazki, żeby się skapnąć. Niebezpieczne to, bo śmierdzi drugim sezonem, jeśli chodzi o fabułę. Kolega z posterunku podejrzewa Dexa. No ale teraz może więcej kolegów mu uwierzy i mogłoby być ciekawie. Choć pewnie nie będzie skoro szósty sezon jest pewny… No i co jak co, ale Dex na ślad serial killera nie mógł wpaść w głupszy sposób.

I tylko Masuka trzyma fason. Powinni zrobić spin-offa „Masuka”.

Hawaii Five-0, 1×03

Szybko kończy się piękna przygoda wesołych docinek i facetów z karabinami maszynowymi. Fakt, byłem śpiący podczas oglądania i być może to zaważyło na tym, że odpadłem po 20 minutach odcinka, ale może po prostu kluczowy był fakt, że serial wpada w sztampę. Szybko dość, co zresztą było tu mądrze przewidywane. Co nie zmienia faktu, że pierwszy odcinek był świetny. trzeci w swojej pierwszej połowie niestety już taki nie jest.

Sons of Anarchy, 3×05

Klasyczny, który to już w historii SoA s3, odcinek z gatunku „następny odcinek będzie zajebisty!”. Niestety na razie, też klasycznie, kolejne odcinki wcale nie są zajebiste. Tak czy siak  także i ten odcinek przez 35 minut przyniósł wielką nudę (startują w jakimś konkursie na najnudniejszy odcinek fajnego serialu i chcą wygrać?) i znowu bardzo fajną końcówkę. Końcówkę, która udowadnia, że do fajnego serialu nie potrzeba nic ponad dwójkę rozmawiających ze sobą ludzi. Niestety, najprostsze rzeczy są zawsze najtrudniejsze.

I nawet jakoś tak mniej się przytulają, a ja i tak narzekam – to też o czymś świadczy. Serial stoi w miejscu tak samo jak i SAMCRO, które od pięciu odcinków wybiera się w podróż od Vancouver po Belfast, a jeszcze nigdzie nie pojechali.

No ale jak w końcu pojadą, to po neonazistach załatwią IRA. Kto następny? Organizacja Wyzwolenia Palestyny?

Survivor, 21×04

Jeden czelendż na odcinek sezonowi nie służy. W Nikaragui nie dzieje się aż tak wiele ciekawego, żeby zapełnić cały odcinek i żeby poświęcać kilka minut więcej na trajbala. Eksperyment z dzieleniem na młodych i starych udał się średnio, zresztą dowód będziemy mieli w następnym odcinku, gdzie dojdzie do połączenia albo do podziału na dwa nowe plemiona. Przy czym stawiam raczej na to drugie.

Nic godnego uwagi nie wydarzyło się w 21×04. Ilość czasu poświęcanego jednemu z plemion i jednemu z uczestników sprawił, że zaskoczenia próżno było szukać. Zresztą ktoś pewnie znalazł je wcześniej osiem kroków od tree male’a.

Boardwalk Empire, 1×03

Tegotygodniowy serialowy uwiąd dopadł również „Boardwalk Empire”. W sumie wiele się nie zmieniło – serial dalej fajnie się ogląda i dalej można go samograjem nazwać, ale… To wielkie, przebrzydłe Ale. I chyba nawet twórcy z deka dają nam podświadomy sygnał, że trochę zbastowali – a wszystko (ten sygnał) przy pomocy cycków. Patrzcie, cycki, co więcej wam do szczęścia potrzeba? OK, panna Nucky’ego jest spoko, ale ileż można podkreślać, że lubi paradować nago?

Czegoś brakuje, ale za bardzo nie wiem czego. Fabuły sprawiającej, że chce się zapytać: „co dalej? dawać szybko następny odcinek, bo nie wytrzymam!”? Pewnie tak, bo odcinek trzeci to zlepek cool scen, które za wiele do fabuły nie wnoszą. Lucky złapał rzeżączkę, Van Alden wsadził grubasowi łapę do brzucha, a brat Nucky’ego nieudolnie poddusił go poduszką. To wszystko godne wspomnienia sceny, ale oczekiwałbym na trochę więcej. Nawet kosztem cool scen.

The Event, 1×03

Już miałem publikować tekst, gdy mi się przypomniało o powyższym tytule. No ale skoro już się nastawiłem na to, że publikuję, to mi się wyłączyła chęć pisania. Powiem zatem, że jak na razie serial ogląda mi się przyjemnie i w sumie najbardziej ciekawy jestem ze wszystkich seriali, co dalej wydarzy się w tym. Żadne to arcydzieło, nic nowego w nim nie można zobaczyć i pewnie do końca tak będzie (w końcu to to samo co „V” tylko bluboksów mniej; a nawet Hobbes był – więc cóż się może wydarzyć; będą się ludzie z przebranymi kosmitami ścigać i raczej tyle), ale jak na razie o wiele lepsze na mnie wrażenie pozostawia niż „FlashForward”, który do trzeciego odcinka już dawno zdążył mnie zirytować. Choć tego myku z samolotem prędko nie wybaczę.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl