I ty możesz zostać scenarzystą Castle`a

Chciałem napisać scenariusz jednego odcinka „Castle’a”. Nie wiem zupełnie po co i już słyszę w głowie pytania Aśka „A co z tego będziesz miał?”, ale po prostu – miałem taką ochotę. „Castle’a” katuję od zeszłego tygodnia i zebrałem już dość obserwacji, żeby jakiś odcinek trzasnąć. Odcinek jednak nie powstanie (głównie dlatego, że nie chce mi się słuchać ww. pytania Aśka), ale w zamian stuknę mały przewodnik dla każdego, kto chciałby napisać jakiś odcinek „Castle’a” w zaciszu domowych pieleszy. Jest bowiem w tym serialu kilka rzeczy, które być muszą, a świadomość ich istnienia to połowa sukcesu. Zostaje już wtedy tylko szablon odcinka do wypełnienia.

Najważniejsze w „Castle’u” jest pierwsze kilkanaście minut odcinka. Jeśli tu wszystko dobrze napiszemy, to potem już leci z mniejszej lub większej górki w zależności od tego jak zagmatwaliśmy sobie punkt wyjścia. To tylko oczywiście tak w teorii brzmi, bo nijak tego sprawdzić nie mogę, a pisanie, że będzie z górki to tylko pisanie bez dowodów :) No, ale takie mam wrażenie. Skupmy się więc na tym determinującym całość początku.

– Zaczynamy od wesołej piosenki i kilku drobnych ujęć krajobrazu czy to osoby, która za chwilę odkryje trupa. Oczywiście nikt łącznie z wesołą muzyką i tym bohaterem się nie spodziewa trupa, co nie przeszkadza temu, by już po kilku sekundach zrobić BUM i znaleźć truposza, przy którym wesoła piosenka robi się mniej wesoła.

– Oto pierwszy moment, w którym możemy dać poszaleć naszej wyobraźni. To wiadomość dobra. Bo jest też wiadomość zła – od trupa zależy jakość odcinka. Im bardziej intrygujący i nieoczekiwany, tym prawdopodobnie lepszy odcinek. No ale od czego nasza wyobraźnia. Puszczamy jej wodze i tworzymy. Kolejarz pocięty na kawałki, a z tych kawałków ułożona zwrotnica (za duży hardcore na „Castle’a”, ale gdyby odpowiednio filmować…), piekarz upieczony w piecu na bagietki… Hulaj dusza, piekła nie ma. To jest też moment, w którym wyślemy do widza pewną wiadomość. Jeśli trup wygląda na osobę, która ma wielu przyjaciół to nie wysyłamy żadnej wiadomości. Jeśli zaś wygląda na samotnika czy innego parkowego kloszarda wiadomość brzmi: pewnie widział coś, czego nie powinien był zobaczyć. Zresztą, część tej wiadomości już wysłaliśmy pod postacią zwykłego trupa, jeśli takim postanowiliśmy rozpocząć, a nie ludzko-kolejową układanką.

– Przyjeżdża czarnoskóra pani patolog (albo ten drugi taki) i generalnie wyjawia wszystko, co będziemy potrzebować z jej strony do rozwiązania sprawy. Wie, że musi to wyjawić, bo potem rzadko się już na ekranie pojawi. Jeśli ma się pojawić, to musi rzucić, że szczegółową godzinę zgonu określi po badaniach w laboratorium.

– Przenosimy się do mieszkania Castle’a. To chwila dla jego matki i córki. Jeśli matki, to albo za chwilę wypomni Castle’owi, że nie jest taki zajebisty, albo podzieli się jakimś szalonym pomysłem. Traktujemy ją pobłażliwie, bo ona jest tu tylko dla możliwości dorzucenia trochę humoru. Co innego córka. Ona też może zarzucić jakimś szalonym pomysłem, ale w jej przypadku nie jest tak prosto. I tak np. jeśli w pierwszej scenie ekipa dochodzeniowa znajdzie klauna cyrkowego, którego ktoś udusił wpychając mu do gardła jego sztuczny czerwony nochal – Alexis właśnie myśli nad zapisaniem się do szkolnego teatrzyku. Rick jeszcze nie wie, że za chwilę będzie się martwił, ale zaraz się dowie – dzwoni Kate i informuje, że znaleźli trupa.

– Rick dociera na miejsce zbrodni. Mamy chwilę na docinki pomiędzy nim a Kate oraz detektywami Ryanem i Esposito, których wcale nie musi skończyć pokazanie Castle’owi trupa. W zależności co to za trup – mamy do czynienia z mniejszą lub większą ekscytacją pisarza nadchodzącym śledztwem. I teraz tak – jeśli łatwo da się ustalić rodzinę denata lub kogoś, kto mógł mieć motyw do zabójstwa (klaun nachodził dyrektora cyrku, że nie płacił mu już od pół roku), to Kate i Rick jadą z tą osobą na komisariat, aby ją przesłuchać, a Ryan i Esposito zaczynają gównianą robotę w postaci przepytywania świadków i chodzenia od drzwi do drzwi. Robotę, którą Kate raczej się brzydzi, choć takim samym detektywem jest jak i R & E. Jeśli zaś nie ma kogo przesłuchać, to Ryan i Esposito robią to samo, a Kate i Rick mają czas, żeby się poprzekomarzać. Dopiero jak Ryan i Esposito na coś wpadną, to wtedy do akcji/przesłuchania ruszają Kate i Rick. Generalnie więc Ryan i Esposito to dwaj kolesie od brudnej roboty i jeśli trzeba taką wykonać, to na 95% oni ją wykonają, a Kate i Rick sobie w najlepszym wypadku posnują różne dziwne scenariusze dotyczące morderstwa. To znaczy Rick to zrobi, bo Kate będzie się wyśmiewać.

– OK, Ryan i Esposito zrobili swoje (przy okazji nie mają co narzekać, bo z każdym odcinkiem dostają więcej możliwości, żeby błysnąć jakimś żarcikiem bądź zabawną pointą). Kate i Rick rozpoczynają przesłuchanie. Jeśli to podejrzany, to jasne jest, że nie jest on sprawcą zabójstwa. W końcu to dopiero dziesiąta minuta odcinka. Jeśli zaś to rodzina zamordowanego, to Kate ją przesłuchuje, a Rick musi uważnie patrzeć na jej zachowanie (rodziny, a nie Kate). Zwykle w ten sposób wypatrzy jakąś dziwną minę, choć prawdopodobnie nie od razu skojarzy fakty. Po przesłuchaniu mamy kolejne tropy, więc odcinek się rozkręca.

Muszę już iść, więc kończę tym, co najważniejsze. Pamiętajcie, że każda z osób znająca denata MUSI mieć jakiś motyw, żeby go zabić. Widoczny, lub nie. Skrywany, bądź nie. Musi mieć. Każdy wcześniej czy później wyjdzie na jaw, żeby co 10 minut był nowy podejrzany. A gdy wyjdzie w okolicy 35 minuty odcinka, to znaczy, że właśnie znaleźliśmy zbrodniarza.

Howgh i do piór!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.