Sezon serialowy uważam za rozpoczęty

Zwykle w czasie trwania serialowego sezonu nudzę się nim i nie oglądam już seriali z taką częstotliwością, żeby być jakoś super na bieżąco. Oczywiście co innego, gdy serial mnie wciągnie, ale to zdarza się jednak rzadko. Mimo wszystko. Klika żelaznych tytułów, które każdy lubi lubię i ja, ale już dawno nie czułem czegoś takiego, że wow, nie mogę się doczekać na następny odcinek. Właściwie to nie pamiętam, kiedy tak miałem ostatnio (chyba przy „Breaking Bad” s.1, ale było prościej, bo oglądałem ciurkiem i nie musiałem czekać całego tygodnia na cd.). Mogą mi się pojedyncze odcinki podobać, ale to nie daje gwarancji, że w przyszłym tygodniu obejrzę następny odcinek na pniu.

Mimo to jakoś tak parę dni temu poczułem, że brakuje mi nowych odcinków seriali. Nawet nie to, że byłem na serialowym głodzie, ale to, że wolę żyć ze świadomością, że mam co obejrzeć, gdy przyjdzie mi na to ochota, niż ze świadomością, że trzeba czekać aż się lato skończy. A z reguły nie uznaję letnich seriali za godne uwagi. Jakoś tak sobie zakodowałem, że jak serial jest dobry, to z grubsza leci tak jak Bóg przykazał, czyli z grubsza od września.

I wiecie, co? Dobra wiadomość – jest już wrzesień! Czas więc zacząć kolejny serialowy sezon. A zacząłem od serialu, którego miałem już nie oglądać, ale który obejrzałem, bo nic innego nie ma.

Sons of Anarchy 3×01

Najbardziej wyhugowanego serialu wszech czasów miałem nie oglądać z tego prostego powodu, że na końcu s.2 zabili w nim moją absolutnie ulubioną postać. Mogli zabić dokładnie każdego innego z wyjątkiem tej postaci, ale nie, ukatrupili właśnie ją. I nie przyjmuje do wiadomości, że sam aktor tego chciał – trzeba mu było zapłacić ile trzeba!

Abel wywieziony, Jax melancholijnie topi smutki pod prysznicem, SoA szuka śladu Irlandczyka, a Gemma wyjechała zupełnie gdzie indziej niż każdy myślał. Ani nie w zaświaty, ani nie na Hawaje, ani nie do Polski czy jeszcze gdzieś, tylko do pobliskiego motelu. Co za twist :) A potem jeszcze do ojca, gdzie nikt jej nie będzie szukał. Swoją drogą nerwowa kobita – sprzedanie kosy facetowi, któremu kradnie się auto uważam za wyjątkową bezczelność :) BTW2 Hannibal Lecter takim cięciem by zabił.

Nie lubię tego przeświadczenia twórców, że jak zakończenie odcinka jest wybuchowe, to cały odcinek jest wybuchowy. Wolę na odwrót. No i owszem, 3×01 kończy się ładnym tąpnięciem (choć głupawym, że nikt z Samcro nie dostał tylko księgowy) i daje ładne widoki na ciąg dalszy, ale obiektywnie rzecz biorac reszta odcinka była nudnawa. Ani zła, ani dobra, ot bez szału. I teraz mamy standardowy efekt serialowy – człowiek myśli, że w następnym odcinku zobaczy Bóg wie jakie cuda (Gemmę na Grenlandii), a dostanie to samo bez spodziewanego pierdolnięcia. Tak myślę.

OK, bo ja tak tylko narzekam, a przecież SoA są solidnym serialem, który chce się oglądać i któremu cancela póki co na pewno nie dam. Ale nie jest to serial z gatunku tych, bez których nie umiem żyć. Na jego pocieszenie – nie ma chyba obecnie takiego serialu.

Czas honoru też 3×01

Mój ulubiony polski serial (zaraz po „Barwach szczęścia” :) ) powrócił. Nadal utrzymuje tę dobra pozycję i pewnie utrzyma ją dopóki nie postanowią wskrzesić „Ekipy”. I tu mamy do czynienia z sytuacją podobną do SoA – szału nie ma, ale ogląda się przyjemnie. Mnie osobiście przyjemniej niż SoA, choć oczywiście uważam, że to nie ta sama liga i pod względem realizacji nie ma nawet co porównywać. Bo to fakt. A jednak bardziej ciekawi mnie, co będzie dalej.

Obsada zrobiła się imponująca i jeszcze tylko Lindy, Pazury i Figury brakuje – cała reszta jest. Jakby znanych nazwisk było mało to jeszcze Małaszyński doskoczył i Gruszka doskoczy. WOW. Jestem pod wrażeniem, szczególnie że serial w s1 chyba słabo prządł i s2 w ogóle miało nie powstać. A tu proszę, s3 i to z kolejnymi gwiazdami. Fajnie. Choć w sumie nie wiem, dlaczego :)

Końcówka również z solidnym tąpnięciem i może być tylko lepiej. Choć boję się, że teraz do końcu sezonu będą te sieroty weselne odbijać. No ale może nie powtórzą błędu z poprzednich sezonów, gdzie kulminacja ostatniego odcinka była o przynajmniej pięć minut spóźniona.

Przy okazji warto dodać, że scenarzyści nie pozostali głusi na krytykę i w końcu kogoś Sajkowskim dokwaterowali.

A muzyka w CH rządzi.

Terriers 1×01

Nie wiedzieć czemu, ale myślałem, że dzisiaj jest premiera „Nikity”. W poszukiwaniu odcinka odkryłem, że mi się o jeden dzień pomyliło. W związku z tym postanowiłem poszukać czegoś innego, co się zaczyna – a nuż znajdę jakąś perełkę. I tak trafiłem na „Terriers”.

Obejrzałem 15 minut jak na razie. Nie dlatego, że serial jest zły. Jest w porządku. Są dość fajni bohaterowie, są fajne dialogi (jedno z drugim się łączy w taki house’owaty ironiczny humor, ale na dużo lżejszą skalę), jest buldog angielski, którego nie pokażę Aśkowi, bo się wciągnie w serial i nie będę miał wyjścia – będę musiał go oglądać. Ale.

Seriali o policjantach, detektywach, cwaniakach prowadzących śledztwo było już zylion. Tak samo jak spraw typu porwij psa, znajdź córkę pijanego przyjaciela. A ja szukam czegoś nowego, czego jeszcze nie było. Czegoś, co mnie zaskoczy i na widok czego powiem WOW. A „Terriers” u mnie WOW przez te piętnaście minut nie wywołali. I nic z tego, że to nie jest zły serial, ale póki mi ktoś nie powie „stary, oglądaj, czegoś takiego w telewizji jeszcze nie było”, to obawiam się, że do końca pilota nie dociągnę.

Ale gdyby ktoś miał ochotę to streszczam fabułę: były policjant, obecnie prywatny detektyw zdaje się, że bez licencji, do spółki z kolegą rozwiązują kryminalne zagadki. No nazwijmy je kryminalne, bo na razie ukradli psa i szukają córki znajomego. Niby zaginęła, ale raczej na pewno kroi się grubsza sprawa, gdyż po kilku minutach śledztwa już było wiadomo, że w sprawę w jakiś sposób związane są postaci z pierwszych stron gazet.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl