Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

O 24 i o Spartakusie

Odgrażałem się już dzisiaj, że nastukam o wspomnianych w tytule dwóch serialów i słowa zamierzam dotrzymać. A w zasadzie to nie zamierzam tylko właśnie dotrzymuję i obskoczę je za jednym zamachem. Taki jestem Copperfield.

W zasadzie o „24” to miałem pisać już dwa razy. A w zasadzie o jego zakończeniu, bo o samym serialu pisałem często. Raz tydzień temu, gdy się skończył, a drugi raz wczoraj, gdy mieliśmy smutny wtorkowy poranek z gatunku „Jack zawsze był, a teraz Jacka już nigdy nie będzie”. Nie napisałem, świnia ze mnie. Świnia podwójna, bo Jacka Bauera wielbię i uważam, że tylko ebola zabija bardziej efektywnie od niego. Przy czym Jack jest niezrównany w sposobach siania śmierci. Ech, ostatnie trzy sezony oglądałem u boku Aśka i ona najlepiej potwierdzi, jak zachwycałem się kolejnymi numerami Jacka. Samym serialem mniej, ale Bauer to zawsze był koleś, w którym bym się mógł zakochać, gdybym był zorientowany odpowiednio. Jestem pewien, że Bauer na widok zombie nie waliłby gdzie popadnie tylko od razu w łeb, żeby mieć… well, no z głowy hihi. Co więcej, Bauer pewnie wymyśliłby jakiś oryginalny sposób uśmiercania undeadów.

Widziałem jakichś dziwaków, którzy kręcili nosem i narzekali na pierwsze pięć sezonów „24”. Ja do takiego grona narzekaczy nie należę i z ręką na sercu mogę napisać, że pierwsze pięć sezonów wielbię miłością szczerą i żywą. Co innego sezony szósty i siódmy. Oba marne były i gdyby nie Bauer, który zawsze klasę trzymał (choć częściej giwerę) pewnie przestałbym je w ogóle oglądać. No i w świetle s6 i s7 ucieszyła mnie informacja, że s8 będzie ostatnim w karierze CTU. Pierwsze odcinki zdawały się potwierdzać, że nie ma czego reanimować aż tu nagle przyszedł ten moment, w którym w zasadzie wszystko jedno co się dzieje, ale ogląda się to z przyjemnością. Akcja leciała do przodu, nikt nie przynudzał, Jack zabijał kogo popadnie zgodnie z moim postulatem z początku s8… Oglądaliśmy co prawda wszystko co już było wcześniej, ale w niczym to nie przeszkadzało, żeby mieć frajdę. I, jasna cholera, przykro teraz człowiekowi, że ta serialowa legenda się skończyła. Niby od dwóch lat krzyczał „kończcie to nudziarstwo”, a jak przyszło co do czego to się tak wszystko rozkręciło, że aż żal. Trudno będzie zastąpić taki serial.

No ale szat nie rozrywam, nie wieszczę, że teraz będzie inaczej i nie tak samo fajnie itd. Powodu nie ma, bo Jack powróci. W filmie bo w filmie, ale zawsze. I zważywszy na końcówkę s8 będzie się w tym filmie działo. Nie tęsknię więc za Bauerem póki nie ma ku temu powodu.

Co się zaś tyczy Spartakusa, który krwią i flakami podbił moje serce sto razy szybciej niż ruskie kosmos, to mam dobrą wiadomość dla wszystkich posiadaczy HBO – serial „Spartakus: Krew i piach” już czerwcu wystartuje na tejże antenie. Premiera w sobotę, 19 czerwca o godz. 22.00. I zaprawdę powiadam Wam – warto go oglądać, bo serial to więcej niż zacny. Zresztą, już się nim tutaj jarałem, więc nie będę się powtarzał. Wystarczy kliknąć w sznurka i poczytać. Hail to Batiatus! Swoją drogą widzieliście? Nowy gladiator pojawił się w jego ludus:

Plus dwie polskie zajawki:

PS. Pewno zauważyliście, że po blogu zaczęły fruwać SzOOfle. I to jest dobra wiadomość! Dobra, bo wszyscy trzej moi wielbiciele będą teraz mogli poczytać więcej moich pierdół właśnie tam. Czyli TUTAJ. Walcie drzwiami i oknami, jeśli lubicie mnie czytać. Blog nie ucierpi. Najwyżej z Aśkiem się pokłócę, że stukam notkę zamiast zmywać naczynia 😉

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.