Lost – 6×14 – The Candidate

– Życiowy hint odcinka: Jeśli cierpisz na przypadłość, której nie da się wyleczyć, ja wiem… no np. nie możesz chodzić i jesteś skazany na wózek inwalidzki – daj się przejechać przez samochód. Tylko pozornie sytuacja będzie jeszcze gorsza.

– O, sweet tooth jest dentystą. Było wiadomo wcześniej czy to nowy smaczek? Stawiam na to pierwsze.

– Poznajecie?

Tak sobie wpisałem w gugla jedno nazwisko myśląc, że należy do Toma. I wyskoczyło takie zdjęcie.

– Dwutygodniowe przerwy nie służą odcinkom. Widzę Jacka leżącego w łódce i zamiast oglądać dalej to próbuję sobie przypomnieć jak on się tam znalazł. I nagle uświadamiam sobie, że ostatni raz pamiętam Jacka siedzącego na klifie obok latarni morskiej. To dużo mówi o tym, jak uważnie oglądam „Losta”. Ale nie tylko. Ostatnio wszystko tak uważnie oglądam…

– A, już wiem. Jack wybuchnął i kto wie, czy czasem nie jest Fakiem. W co osobiście wątpię.

– To mówicie, że ktoś dzisiaj zginie? osiem minut odcinka, a tu już bezpośrednio śmiercią grozili Kate i Jackowi. Groźba śmierci, która w pierwszym akcie wisi na ścianie…

– Nie mieszać mi w koreańskocentrycznej melodii, kurdebele!

– Tak sobie pomyślałem, że żal mi tych wszystkich aktorów/ek. Przecież jak skończy się „Lost” to i skończy się ich kariera. Jakoś żadnego/ej z nich nie widzę w roli wschodzącej wielkiej gwiazdy kina. Większość z nich nawet w okresie największej popularności serialu nie grała w niczym konkretnym. Porozchodzą się po innych serialach jak ten skośny z „Prison Break” co wczoraj do CTU trafił.

– Aczkolwiek wielki billboard z Kate stoi jakieś 300 metrów od domu Aśka.

– No i Sawyer już nie chce zabić Jacka. Wystarczyło, że wypuścił go z klatki. Nawiasem mówiąc nie wiem, czemu Sawyerowi klatka źle się kojarzy. No chyba, że nieumyta Kate śmierdzi 😉

– Tak sobie właśnie uświadomiłem, że Sayid nawet jest ubrany pod kolor Dymka.

– A teraz będzie wzruszająca scena, w której dowiemy się, że Cooper wcale nie wypchnął Locke’a z okna. Pewnie nawet uratował mu życie ryzykując swoim. EDIT: No prawie.

– To dla ciebie John!

– Sawyer coś podejrzanie wszystkim wybacza. Jack, Flocke… Kiedy już oficjalnie awansuje na świętego umrze bohaterską śmiercią jak Brad Bellick?

– Albo i nie.

– Funny Fact: Bywa, że Locke’owi śnią się piosenki Sugarbabes.

– Dobra, już wiem jak się skończy „Lost”. Wszyscy lostowicze jak jedna wielka rodzina zamieszkają w Oregonie na farmie, gdzie będą urządzać tematyczne (związane z mieszkaniem na „bezludnej” wyspie of koz) sesje dla turystów płacących solidne sumy za przeżycie przygody życia.

– „Wchodzimy z buta”. Czasy się zmieniają. Jak w pierwszym albo drugim swoim tłumaczeniu Prisona użyłem sformułowania „z buta” to mnie zjeść chcieli, a JediAdam wystawił mi 3/5 ;))))

– No to jedno wiadomo – Kate nie umrze. Nie od takiego postrzału, a drugi raz jej raczej nie postrzelą, bo by to źle świadczyło o scenarzystach.

– No to drugie wiadomo – Dżinzuszi nie umrze. Raz już „zginął” w wybuchu i drugi taki numer źle by świadczył o scenarzystach.

– No to pożegnaliśmy bollywoodzki akcent w „Loście”. Fayid i tak już nie żył, więc strata niewielka. Poza tym póki co wszyscy żyją w alternatory i jak już pisałem wkrótce osiądą w Oregonie :)

– Nie ma to jak wyskakujące w emocjonującej chwili wyciągania Sun spod czegoś tam okienko z info, że jest dostępna aktualizacja Avasta.

– Oj, Sun, nie dramatyzuj. Dwóch najgłówniejszych bohaterów serialu nie może zginąć w jednym, niefinałowym odcinku. Choć z drugiej strony i dla odmiany – dobrze by to świadczyło o scenarzystach.

– Proszę państwa, byliśmy właśnie świadkiem niezłego paradoksu. Zginął Dżinzuszi, którego śmierć źle świadczy o scenarzystach oraz Sun, której śmierć dobrze świadczy o scenarzystach. Powody wyżej. A tak poza tym to ja się trochę nie zgadzam, bo Sun to moja ulubiona postać od początku, ale nie płaczę, bo jeszcze jest alternatory, w którym jak sądzę zakończy się cały serial i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie na farmie w Oregonie. No z wyjątkiem aktorów grających lostowiczów, bo ci już większej kariery nie zrobią i na zawsze pozostaną na Wyspie… Łał, to było głębokie.

– Historia z pierwszym lotem samolotem przypomniała mi kraksę klanu Gollobów. Wiem, jestem bez serca.

– Ładny odcinek. Przydałoby się jednak przytupem skończyć i walnąć jakiś dwugodzinny finał, czyli ten i dwa ostatnie odcinki za jednym zamachem… Aż sprawdziłem jak to będzie – o, do końca jeszcze trzy odcinki. Ktoś wie czy ten ostatni niedzielny (sic!) 23 maja będzie jakoś tak dłuższy niż zwykle?

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.