Serialowo, s02e03

Nie wszystko jeszcze obejrzałem co było do obejrzenia w tym tygodniu, ale Walter White za długo już czeka na należną mu porcję zachwytów, więc piszę z tego, co obejrzałem. Trzeba też przyznać, że ten tydzień zaczął się wyjątkowo dobrze, jeśli chodzi o odcinki seriali, które oglądam i dopiero nieobecność „Losta” trochę popsuła ten obraz. No ale ostatecznie nic nie stało na przeszkodzie, żebym się dowiedział wcześniej, że „Zagubieni” w tym tygodniu zagubili się jeszcze raz. Tak czy siak liczyłem na to, że dobry serialowy tydzień sprawi, że i o Loście będzie wiele dobrego do pisania. A w przyszłym tygodniu to już różnie może być. Nevermind.

Breaking Bad, 3×06

Bezapelacyjnie najlepszy odcinek w całym trzecim sezonie i nawet nie ma co pisać dlaczego, bo każda sekunda tego odcinka była lepsza od tego, co w „Breaking Bad” działo się wcześniej (w obrębie trzeciego sezonu, wcześniej to insza inszość). Zaczęło się od pierwszej sekundy fajną zawieszką na lusterku samochodu (Walczymy z terroryzmem od 1492 roku :D) i potem już do końca nie było gorzej.

No kapitalny odcinek. Skylar ze swoimi problemami dotyczącymi małżeństwa i wierności szybko znikła z pola widzenia, a zastąpił ją nowy kochanek Walta – kolega po fachu, który pewnie szybciej niż wolniej zamieni się z poczciwca w podstawionego kolesia, który ma tylko poznać wszystkie tajemnice Walta, by ten stał się niepotrzebny. No ale póki co wiersze recytuje i chemia (nomen omen) między nimi jest wspaniała. Kto by pomyślał, że chemiczne reakcje i gotowanie mety można przedstawić w tak sympatyczny do oglądania sposób. Aż żal, że Waltowi nie dane spokojnie pracować od 9 do 17 w zacisznym laboratorium.

A sytuacja się zagęszcza i to dość znacznie. Walt trochę sam sobie winien, bo raczej nie powinien się spodziewać tego, że uda mu się pozbyć RV bez interwencji Jessiego. No ale dobrze, bo dzięki temu mieliśmy najlepszą scenę odcinka – Hanka włamującego się do RV i wygadanej interwencji właściciela złomowiska. No i kończącej dyskusję „bijatcz” Jessiego :) Hank póki co przyhamowany i ciekawe jak wkurwiony gliniarz zareaguje na dwóch łysych kolesi, którzy będą chcieli go zabić. Nie chciał glina jechać do El Paso to El Paso przyjechało do gliny.

Tak czy siak wygląda na to, że dramat obyczajowy przynajmniej na najbliższy czas zmienił się na dobre.

24, 8×19

Chyba 19, bo trochę się gubię w tych odcinkach. Ale to znak tego, że w końcu jakiś porządny sezon przygód Jacka Bauera się trafił. I cholera może rzeczywiście szkoda, że to sezon ostatni. Choć ja tam cały czas wierzę w CTU: NY z Księciem Juniorem.

bardzo fajny odcinek, w którym Jack znów nikogo nie zabił. Starzeje się chłopina, ale pary dalej ma sporo, bo sprzętu, jaki sobie zamówił u Madsena to by nawet koń nie udźwignął. Sprzęt ów wskazuje na niezłą rozpierduchę, choć tak na dobrą sprawę to nie za bardzo jest z kim tę rozpierduchę urządzić. No chyba, że Jack chce zrobić dwuosobową inwazję na Moskwę.

Pani prezydent ostatecznie dupy dała udowadniają, że Oliwka jednak miała się w kogo wrodzić. Nie chcę być nudny i powtarzać, że upór prezydentowej jest godny lepszej sprawy niż jakiś tam wydumany pokój na świecie, ale fakt jest faktem. I o ile można było ją zrozumieć, gdy akceptowała pierwszą propozycję Logana, to jednak teraz przegięła już do końca i Ethana żal, bo jak się o wszystkim dowiedział, to dobrze, że już był siwy, bo w momencie by osiwiał.

Glee, 1×16

A o „Glee” dzisiaj krótko, bo odcinek potwierdził żelazną (przeważnie) serialową zasadę, że po wybuchowym odcinku zawsze przychodzi jakiś uspokajacz/zapychacz. No i ten szesnasty odcinek taki był. Pierwszy raz zdarzyło mi się, żebym przewijał piosenki, ale naprawdę te pościelówy w amerykańskim stylu mi zupełnie nie leżą. Honor piosenek uratowała Aguilerą Mercedes, no i też uratowała tym cały odcinek, który skończył się ładnie i wzruszająco. Ale żeby dotrzeć do tej końcówki trzeba było przetrwać trochę nudy.

Odcinek bez żartu o włosach Willa (swoją drogą jakąś taką ciut inną fryzurę zdaje się miał) odcinkiem straconym. Nie podobał mi się.

Spartacus: Blood and Sand, s.1

No i skończyłem. Szybko poszło, ale przy takim serialu nie ma w tym nic dziwnego. Rzeczywiście, tak jak pisaliście – w połowie sezonu przyszedł lekki spadek formy, ale trwał w zasadzie tylko jeden (no góra półtora) odcinka, a potem wszystko wróciło do normy. Do normy trochę innej niż na początku sezonu, bo pojawił się scenariusz! :) Na dalszy plan zostały zepchnięte napieprzanki (daj Boże tak zepchnięte napieprzanki w każdym serialu), a na czoło wyszły knowania i intrygi. Jedne bardziej przewidywalne, inne mniej, ale mniejsza z tym, bo dobrze, że w ogóle się pojawiły ożywiając serial już do krwawego końca. Choć myślałem, że będzie bardziej krwawy.

Pozytywne jest też to, że serial choć nakręcony już przed tym jak zacząłem go oglądać, to reaguje na moje kręcenie nosem :) Ledwo wspomniałem o tym, że chłopaki nie łapią zakażenia, a tu już Spartacusa położyła gorączka po cięciu Varro. A w ogóle ten Varro to niezły koleś. Cały czas kręciłem nosem, że jeszcze nie widziałem jak walczy, a wyglądało na to, że jednak nie tylko wygląda jak cherubinek, ale też się napieprza. I jak w końcu wylazł na arenę to do końca odcinka był już trupem… Ale ta jego Aurelia to mrrr.

Johna Hannaha żal. Przesadzał z zaciskaniem zębów przy każdej kwestii, ale za to kwestie miał najlepsze w całym serialu. „Uszy słyszą burzę, a oczy widzą, że moją żonę popierdoliło” 😀

Zacny serial.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl