Serialowo, s01e04

Naznaczony 1×10

Well… Kiedy po 9 odcinku wydawało się, że gorzej być nie może, szybko okazało się, że źle się wydawało. 10 odcinek był bowiem jeszcze gorszy i w ogóle kuriozalny pod każdym względem. Ale widać było od samego początku, że będzie niewąsko, gdy Nieradkiewicz zaczęła podrygiwać wykonując bardzo zabawne ruchy tuż przed omdleniem. Potem było jeszcze ciekawiej.

W zasadzie trza by po kolei każdą scenę odcinka poobśmiewać, ale aż taki złośliwy nie będę. Zresztą nie czuję się najlepiej i nawet na tak zabawne zajęcie, jakim jest wytykanie pierdół, nie mam za bardzo siły. Świńska grypa czy coś. W każdym bądź razie odcinek numer 10 to jakiś czysty absurd był na czele z porywającymi dialogami w języku angielskim. ŁAŁ! Albo sceną z taksówkarzem korzystającym z GPS-a. Albo pociągiem widmo z gatunku WTF? Albo ze Skolimowskim gapiącym się w liczby i odkrywającym nagle, że to współrzędne… Ubaw po pachy!

Od paru odcinków stoimy w miejscu dowiadując się w kółko to samo, co wiadome już od dawna. A historie „odcinkowe” coraz słabsze. Afgan to prawdopodobnie jeden z najbardziej śmiechowych badgajów w historii seriali, a znikający wątek tajnej agencji dodaje serialowi tylko tajemniczości.

I nawet w najprostszych sprawach potrafią wszystko skopać. Weźmy np. taki plaster na buzi Anny Dereszowskiej. Raz taki:

A za chwilę taki:

Albo autobus:

Nie ma w Wawie linii nr 81, a jeśli już to numer nocnego powinien się zaczynać od „N”.

Sons of Anarchy, 2×01/2×02/2×03

Po obejrzeniu pierwszych odcinków drugiego sezonu SofA doszedłem do wniosku, że bycie motocyklowym gangsterem nie jest proste. Pal licho ciągłe zatargi z innymi gangami i fakt, że co trochę można stracić życie – inna sprawa mnie nurtuje. Chłopaki mają kontakty z IRA, handlują bronią na lewo i prawo, co trochę skądś wyszarpują tysiące dolarów na odbudowę tego, śmego i tamtego. Generalnie więc pieniądz krąży szerokim strumieniem, choć cały czas narzekają na jego brak. Wyznają sobie jednak dozgonną przyjaźń i to, że zawsze jeden na drugiego może liczyć. A tu taki Bobby Elvis nagle dwa miesiące jest bez pracy i potrzebuje pieniędzy i nie mogą wyskrobać dla niego trochę zielonych? Sorry, bro, nie mamy kasy, idź robić za księgowego byłej pornogwiazdy, dobrze? Po kiego grzyba oni w ogóle gangsterką się zajmują, jak nie stać ich na najprostszą pomoc dla starego członka Klanu, który ma drobne problemy finansowe. Czas znaleźć inny sposób na życie? Ja bym tam nie chciał być członkiem takiej ekipy.

Czasem sobie też myślę podczas oglądania, że jak się jeszcze raz przytulą to rzucę czymś do telewizora…

A pomijając narzekanie, to serial jest bardzo fajny i bardzo fajnie się go ogląda. Choć nie piałbym raczej peanów pod jego adresem, bo nie powiem, żebym nie mógł wytrzymać z obejrzeniem kolejnego odcinka. Ot polubiłem bohaterów, mam pewność, że w każdym odcinku znajdę coś świetnego, ale całościowo arcydziełem toto nie jest i aż takich emocji we mnie nie budzi. No chyba, że ckliwe gadki odstawiają to budzi się we mnie agresor.

No i mały screenik dla fanów Bollywood:

Survivor, 19×08

Stało się to, co było proste do przewidzenia. Po merdżu taktyka Russella zdała się psu na budę i szybko popadł w tarapaty. Sam sobie winien – po cholerę biegał po całej okolicy i pokazywał wszystkim immunity idola. Dziwne, facet, który tak sprytnie sobie poradził w swoim plemieniu tutaj wystawił się na strzał w tak idiotyczny sposób. Cóż, wrednym uśmieszkiem zajechał dalej niż myślałem, ale chyba więcej niż jeden, dwa odcinki już nie pociągnie.

Scena odcinka:

FlashForward, 1×07

Powiedzmy sobie szczerze, „FlashForward” nie był jeszcze nigdy tak blisko mojego prywatnego cancela jak po odcinku 1×07, w którym nie wydarzyło się nic godnego uwagi. Po słabym 1×06 jeśli ktokolwiek miał nadzieję na polepszenie się w następnym odcinku, to się srogo zawiódł. Smętne gadki, jakieś bzdury z suicide clubem (zaszokować mnie to miało, czy co?) i dreptanie w miejscu śladem „Naznaczonego”. Co rusz potwierdza się to, że pomysł na serial choć fajny, to na więcej niż parę odcinków nie wystarczy. W zasadzie to cóż jeszcze może się zdarzyć? Będą smęcić, żeby poprzedłużać do całej serii, dowiedzą się kto stoi za flashforwardem i może go załatwią, a może nie. No bo cóż się jeszcze może wydarzyć? Może, może mnie zaskoczą, o ile nie dam cancela i nie będę miał okazji się przekonać.

Nie miałem wątpliwości, że wizje z FF-ów można zmieniać, dowód na to pojawił się nadzwyczaj szybko. Tym samym koncepcja serialu, jakby tak w łeb zupełnie wzięła. Uśmiałem się też z końcówki. Przygotowywali na nie wiadomo jakie szukanie córki brodacza, a ona se w kuchni siedzi. No ale tu pewnie jakoś to łądnie wytłumaczą, więc to tylko taki jednorazowy śmiech.

A Joseph Fieness beznadziejnym aktorem jest:

Breaking Bad, 1×01

Obejrzałem pilota i szczerze? Nie wiem, czym się tu podniecać.

Dla tych co no habla: nauczyciel chemii dowiaduje się, że ma raka płuc. Postanawia zmienić swoje życie i zostać dealerem metamfetaminy.

OK, zgadzam się, koncepcja na serial fajna (połączenie „Falling Down”, „American Beauty” i „Short Time”), ale wykonanie mnie nie przekonało. Główny aktor tym bardziej. Były ze cztery śmieszne sceny i to wszystko. Poza tym nic, co by mnie przekonało do kontynuowania oglądania. Ale nie mówię nie. Drugi odcinek na pewno jeszcze spróbuję.

W każdym bądź razie póki co największy zonk spośród polecanych mi tu seriali 😉

V, 1×01

Najgorętsza premiera jesieni (do czasu aż jakaś kolejna najgorętsza premiera jesieni się trafi) dostała ode mnie na samym początku minusa. Jeszcze przed obejrzeniem. Dowiedziałem się, że póki co wyświetlą tylko cztery odcinki, a resztę po nowym roku i od razu jakoś tak mnie zniechęciło.

Nad największymi miastami pojawiają się ogromne spodki. Ich właściciele from outer space zapewniają, że są tak bardzo pokojowo nastawieni, że bardziej się nie da. Sporo jednak wskazuje na to, że niekoniecznie.

Pilot ciekawy, nie powiem. Oglądało się go szybko i bezboleśnie i na pewno ochota na ciąg dalszy jest, bo potencjał serial ma. Ale. Po pierwsze to wszystko już było. „Independence Day, „Mars Attacks!”, „They Live”, że nie wspomnieć o pierwowzorze serialu o tym samym tytule. Po drugie nie jestem przekonany, że taka tematyka jest dobra na serial telewizyjny. Blueboksy bolą oczy, efekty specjalne są telewizyjne. Po trzecie maksymalnie wkurza mnie ta dwójka siedemnastoletnich matołów (syn Juliette i ten drugi).

House, s.3

Obejrzałem na razie trzy odcinki jakoś tak. Zdania o serialu nie zmieniam, będę oglądał dalej. Ale…

Do maksimum denerwuje mnie wątek nogi House’a. AAAAAAAAA!! Boli mnie on chyba bardziej niż noga doktora. Tak fajnie się s3 zaczął, nic go nei bolało, biegał, skakał, jeździł na deskorolce. I nie mogło tak zostać? Nieee. Noga musiała zacząć boleć na nowo i znów na zmarnowanie idzie z dziesięć minut każdego odcinka, w którym House jęczy, że go boli, zastanawia się czy brać vikodin czy nie i cierpi w wannie. Kypba! Strasznie to nudne i irytujące.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.