Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Serialowo, s01e02 [1]

Co się z tymi wtorkami porobiło. Kiedyś to był taki serialowy dzień. „Prison Break”, „Heroes” (dalsze sezony po pierwszym mam w poważaniu), „24”… A teraz? Nic. No jest House, ale ten mnie nie kręci.

Po drobnej dygresji czas na sedno, czyli na pełną SPOILER-ów notkę.

Dexter, 1×05

Nie wiem czego oczekuję po „Dexterze”, ale nie tego. Nie zrozumcie mnie źle, to świetny serial i daleki jestem od krzyczenia, że wywalić go z ramówki, ale nie da się ukryć, że nie trafia w moje oczekiwania. Niezdefiniowane oczekiwania. Wiadomo jak to jest z serialami, w które się człowiek wciągnie – ogląda się, bo przyzwyczajenie, bo ulubione postaci, bo nadzieja na to, że będzie świetnie, bo tamto, bo siamto.

Ulubione postaci. Hmm. No nie da się ukryć, że powoli staję się gorącym zwolennikiem wywalenia połowy z serialowych postaci i zastąpienia ich kimś innym. O Angelu nie będę enty raz powtarzał, choć dodam, że wyjątkowo mnie rozbawił w kapelutku i kamizelce kuloodpornej, ale coraz szybciej dochodzą do niego inni. LaGuerta od początku serialu w miejscu stoi, Quinn popełnia głupotę za głupotą, Debra ma pecha w miłości, Rita jest słodka nawet, gdy się wkurwia… Jakby ich tak zabić w każdym odcinku po kolei, to by było twistów! No może przesadzam, ale mała serialowa eutanazja by niektórym z nich nie zaszkodziła. Taka Debra nic tylko klnie i wciąż nie może wpaść na to, że może ona po prostu jest lesbijką! A i detektywem dobrym nie jest, bo albo mam zaćmy w pamięci albo wątek szukania kochanki ojca został bez słowa ucięty i zapomniany. Zamiast tego znów jęczy z miłości. Dobrze choć, że ten wątek pewnie doprowadzi do fajnego rozwiązania, którego jestem coraz pewniejszy – rzeczywiście to Anton mógł strzelać do Lundy’ego i Debry.

Dexter za to kontynuuje swoją nonszalancję zostawiając odciski palców na dyktafonie Lundy’ego i wcale się tym nie przejmując. Fachowość policji, która „zrobi wszystko, żeby dopaść mordercę Lundy’ego” też przeraża – zostawili taśmę w kieszeniach spodni niech se tam leży i czeka na Deksa. Jego druga połówka też coraz bardziej irytująca, ale to nie od dzisiaj. Zacięła się na to kłamstwo o apartamencie, jakby to nie wiadomo co było. Jak ją przygarnął jako warzywo to było dobrze, a teraz trochę oddechu mu dać nie może, nawet nie próbując się domyślić, że chciałby mieć trochę spokoju. OK, usprawiedliwia ją przeszły romans i „nałóg” Deksa.

O Trinity natomiast wiadomo już chyba wszystko. Końcówka była całkowicie z dupy wyjęta i nie podobała mi się (słychać z OFF-u głos gambita i jego wątpliwości co do przypadkowego pokrywania się spraw kryminalnych z rozterkami głównego bohatera). OK, Dex mógł i powinien nie wiedzieć, że Trinity ma rodzinę, ale widza zwyczajnie oszukano. Widza, który towarzyszył mordercy poza wzrokiem śledczych. Okłamano nas zwyczajnie serwując sceny typu Trinity siedzi przy pustym stoliku i pije whiskey do obrazka. Tak samo jak unikając jakichkolwiek hintów, że posiada rodzinę. Marny chwyt, żeby zapewnić marny twist. Znaczy inaczej: dla Deksa to był świetny twist, ale dla widza niekoniecznie.

Poza tym co? Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że Trinity rozpoczął swój cykl (lub zagrał na młotku uwerturę) od zabicia rodziców i pewnie siostry. Ewentualnie był świadkiem tego jak ojciec zabija mu matkę i siostrę, a potem sam zabił ojca. Bardziej kupuję pierwszą wersję, bo druga jest za skomplikowana i zbyt głupia. W każdym bądź razie pewnie znajdą tego serialowego Mike’a Myersa dogrzebując się do starej sprawy zabójstwa rodziny, która miała miejsce przed pierwszymi morderstwami w Miami. Ojciec, matka, córka nie żyją, syn przeżył.

Swoją drogą odważny ten Trinity. Na gościa z „J.A.G.” się młotkiem zamachnąć…!

Przyjemny obrazek odcinka: Dekolt Rity:

Nieprzyjemny obrazek odcinka: Edward:

Glee, 1×08

Po nieco słabym siódmym odcinku (piszę to z całkowitą pewnością, bowiem drugi raz go obejrzałem nadrabiając z Aśkiem całość – najsłabsze odcinki jak na razie to pierwszy i siódmy właśnie) mocne uderzenie w postaci ósmego odcinka, które nie pozostawia mi żadnych wątpliwości co do tego, że to ścisła czołówka seriali, które oglądam. Czy najlepszy to nie wiem, bo mam zbyt zróżnicowane gusta, żeby wyróżniać jeden konkretny gatunek serialu, ale na pewno sprawiający mi najwięcej przyjemności wizualno-słuchowych. Głównie tych drugich, bo dochodzę do wniosku, że ideałem byłoby gdyby przez pół odcinka śpiewali. Tańczyć też mogą. Jakkolwiek fajny to serial i fajne postaci, to jednak najbardziej czekam na piosenki. A jak jeszcze trafiają w mój gust, to już pełnia szczęścia. Dlatego też pewnie na siódmy odcinek psioczę, bo tam jakieś smęty tylko śpiewali. A tu pełna zabawa od hip hopu po operetkę – to się ogląda!

Oczywiście cały serial też jest niczego sobie i daleki jestem od twierdzenia, że reszta to tylko dodatek do piosenek. Jest jednak coś na rzeczy (tak troszeczkę) skoro moimi ulubionymi postaciami serialu są pan akompaniator i pomponiara z drugiego rzędu – Brittany:

Co by nie gadać – najlepszy premierowy serial sezonu. (Choć należy wziąć poprawkę na to, że wcale tak dużo seriali nie oglądam i nie mam pełnego przeglądu sytuacji).

Naznaczony, 1×08

Bez zmian, jeśli chodzi o całość, ale z pogorszeniem w stosunku do poprzedniego odcinka. Główna oś fabuły znana nie od dzisiaj i nie za wiele do odsłonięcia pozostało, trza więc przedłużać, bo 13 odcinek daleko. Cała para idzie jak zawsze od kilku odcinków w odcinkową historyjkę, która tym razem jest dość cienka. Obsadzenie w głównych rolach kilku blondynek z kucykiem to słaby pomysł na końcowy twist. Chyba, że tego samego fryzjera miały 😉 Typowy odcinek do oglądania jednym okiem podczas zmywania naczyń, cóżem zresztą czynił podczas seansu.

Choć pochwalić należy scenę, w której laski naparzają się na planszy, a nad nimi stoi Nieznajomy z otwartym notesikiem i długopisem gotowym do skreślania. To było dobre.

Odkrycie odcinka: amerykańscy policjanci jedzą pączki, a polscy policjanci jedzą hot-dogi. Standardowo zaś są jemiołami, jak w większości polskich produkcji.

FlashForward, 1×05

Będę zupełnie szczery i można mi ubliżać, że najprostszych rzeczy nie kumam, jestem niespostrzegawczy i w ogóle jakiś niedorozwinięty – nie ogarniam tej sceny z waleniem z dwóch metrów z RPG-a do samochodu. Obejrzałem przed chwilą klatka i po klatce i dalej jestem tępy w tej kwestii. Jest jakiekolwiek wytłumaczenie tego, że oni WSZYSCY przeżyli bez ani jednego zadrapania? Dostali z vana w bok, kolesie wysiedli, wycelowali RPG-a, pasażerowie merca krzyknęli GO, GO, GO i nastąpił wybuch. Chwilę potem wyskoczyli niczym kowboje i zaczęli strzelać nie bacząc na ogień i kule. Scena fajna w rytm Stonesów, ale sensu w niej nie widzę. Żeby się choć jednemu rzęsy zapaliły 😛 Z tego co ja rozumiem, ktoś nam chce wmówić, że zdążyli wyskoczyć z samochodu. Robi to w wyjątkowo naiwny sposób! O ile ci, którzy siedzieli przy drzwiach to jeszcze, ale co z tym, którzy siedzieli po drugiej stronie, a prosto na badgajów nie mogli wyskoczyć? Cienkimi nićmi szyte.

A tak poza tym to bez zmian. Sympatyczne, ale bez szans na kult, czy choćby fanklub. Inna sprawa, że u nas prezydent raczej kojarzy się pejoratywnie, a w usiech takie dodanie do obsady prezydenta od razu zwiększa szacun u widza o +100. Oho, poważna sprawa skoro aż prezydent się w to wszystko wmieszał. Automatycznie pylony wyglądają poważniej :)

Plus za wątek lesbijski – lesbijki są zawsze mile widziane.

Odkrycie odcinka: prezydenci się zmieniają, ale ochroniarzy mają tych samych (hint: „24”)

House, s.2

A skoro wspomniałem o „24” to teraz dwa słowa o… drugim sezonie „House’a”. Skończyliśmy go z Aśkiem i nic się w moim nastawieniu do tego serialu nie zmieniło. Sam House postacią wybitną jest (choć bardziej chyba lubię Wilsona), serial natomiast jest OK, ale niewyobrażalny jest dla mnie np. maraton dziesięciu odcinków z rzędu. Tak z pięć to dajemy radę na dobranoc, ale ledwo. Tymczasem ulubione seriale i w dawce 10 odcinków nie powinny męczyć. Ot taka moja prywatna teoria serialowa i dość karkołomne poparcie tezy, że „House” nie jest wybitnym serialem 😛

Aczkolwiek będziemy oglądać dalej. Tak na dobranoc jest w sam raz. A dlaczego zacząłem od „24”? Szacun +100 dla House’a za tekst: „Trzeci stopień zagrożenia? Dzwoniłaś już po Jacka Bauera?!”.

A gdybyście nie wiedzieli, to już wkrótce rusza nowy „CSI”:

A skoro o „CSI” to już tak zupełnie na poważnie:

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.