Rehab za mną chodzi

Już od jakiegoś czasu zamierzam zgłębić Amy Winehouse. Hłe hłe ;P Tyle o niej słyszę, tyle o niej czytam – generalnie nie ma tygodnia, żebym się na coś związane z Amy nie trafił. No i tak się zacząłem zastanawiać, że może oprócz czytania o jej odwykach i jej wokalnym talencie powinienem w końcu zapoznać się z jej twórczością. Co bym w końcu wiedział, o co tyle zachodu. Bo wstyd się przyznać, że żadnego jej kawałka nie znam.

No i tak się do tego zbieram i zbieram i zbieram i zabrać nie mogę (Asiek świadkiem, że od dawno już o tym jęczę). Tymczasem jakaś siła wyższa chyba znudziła się moimi zapewnieniami, że w końcu się zabiorę i zapuszczę jakąś płytę Amy i postanowiła przy byle okazji atakować mnie „Rehabem”.

Zaczęło się od obejrzenia zaległych „Mam talentów”. W ucho wpadło mi wykonanie jakiejś tam Ani, AAaaaaaani 😉 które pomijając jamajskie walory wokalne dziewczyny, zauroczyło mnie samą piosenką po prostu.

Nie znałem jej wcześniej, więc siłą rzeczy zacząłem grzebać po jutiubie i wygrzebałem, że łał! a więc to jest ta cała Amy Winehouse!

No i na wypadek, gdyby zdążył zapomnieć o tej piosence, to wczoraj „Rehab” zaatakował mnie w „Glee„:

Nie mam wyjścia. Muszę chyba w końcu zgłębić tę nieszczęsną Amy Winehouse, która jak dziś czytałem powiększyła sobie piersi. I tym optymistycznym akcentem…

Albo i nie! Bo w końcu wrzucę to do kategorii „Karaoke”, więc:

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.