Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Halloweenowy Weekend Filmowy – Suspect X

„Yôgisha X no kenshin” [„Suspect X”]

Będzie ciężko, bo do senności doszedł jeszcze ból tyłka od siedzenia na dość twardym fotelu. No serio! Bo niby skądinąd ból tyłka…? 😉

W wyniku dość nieszczęśliwego zbiegu wydarzeń, wizyta byłego męża kończy się tragicznie. Prześladowana przez niego była żona do spółki z córką mordują wybuchowego delikwenta. Wszystko to słyszy zza ściany nauczyciel matematyki z liceum i postanawia wkroczyć do akcji. Nie, nie łapie za telefon i nie dzwoni po policję, ale przychodzi prześladowanym kobietom z pomocą w postaci pomysłu na to, jak mogą wywinąć się z przestępstwa. Nie mówiąc wiele przystępuje do realizacji misternego planu.

Jak to zwykłem powtarzać – dobry początek = dobry film. Nie zawsze ta teoria się sprawdza (wyjątki potwierdzające regułę, bo jakże by inaczej), ale przeważnie jest tak, że jeśli film zainteresuje w pierwszych pięciu minutach, to potem już jest z górki. Wiadomo, nastawienie lepsze do czegoś, co nie zaczęło od przynudzania. W każdym bądź razie „Suspect X” to żywe potwierdzenie mojej teorii. Zaczyna się od wybuchowej historyjki o… kulce, a potem… Cóż, potem jest jeszcze lepiej.

„Suspect X” to film, w którym scenarzysta zawsze jest o jeden krok przed widzem i co jakiś czas wyciąga zza pazuchy kolejne twisty sprawiające, że fabuła nagle rusza w zupełnie innym kierunku. Czasem można przesadzić z ilością twistów („Wild Things”), czasem można je wyciągnąć w nieodpowiednich momentach („brak przykładu” ;P), a czasem wszystko gra jak należy z korzyścią dla widza, który co jakiś czas jest zaskakiwany i spokojnie może kontynuować seans wiedząc, że czasu nie traci. Tak właśnie jest w tym japońskim filmie, który jest kontynuacją jakiegoś tam serialu (mógłbym przepisać z IMDb jego tytuł i szpanować, ale nie będę tego robił, bo ani go nie znam, ani go nie widziałem) – nawet gdy wydaje ci się, że zaczynają przynudzać i że już wszystkie karty wyłożone zostały na stół to źle ci się wydaje. W zanadrzu zawsze jest kilka kart, które pozwalają nie nudzić się przez całe ponad dwie godziny trwania filmu i podziwiać misterne zwroty akcji. Same plusy jak widać. No może jeden minus – nie można za wiele o tym pisać, żeby nie zdradzić nic ważnego. Ot, kolejny film, który najlepiej oglądać nie wiedząc o nim za wiele.

Mamy więc do czynienia z misterną (choć niezbyt zawiłą i zdecydowanie nie przekombinowaną) intrygą i pojedynkiem na wysokim poziomie pomiędzy geniuszem matematyki, a przebojowym fizykiem, który pomaga w dochodzeniu japońskiej policji. Gdzieś w tle poza tą dwójką są pozostali bohaterowie, którzy dzielnie próbują nadążyć za dwoma światłymi umysłami zaangażowanymi w detektywistyczną rozgrywkę, której wynikiem będzie dowiedzenie bądź obalenie teorii o morderstwie doskonałym. A raczej doskonałym zatarciu powstałych śladów. Kto wyjdzie z niej zwycięsko? Zarzućcie sobie „Suspect X” i się dowiecie. Warto. 5+(6)
(877)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.