Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Halloweenowy Weekend Filmowy – A Perfect Getaway

„Wyspa strachu” [„A Perfect Getaway”]

Bardzo miłe zaskoczenie! Ale po kolei.

Świeżo poślubione małżeństwo (mam dziwne wrażenie, że to niepoprawne językowo wyrażenie, ale wszystko mi jedno; a nawet sobie rymnąłem) wybiera się na miesiąc miodowy na Hawaje, by w rajskich okolicznościach przyrody celebrować swoją radość z zaślubin. I jakkolwiek okoliczności przyrody są zaiste rajskie, to celebrację szybko przerywa niepokojący news o grasujących na Hawajach mordercach ćwiartujących nowożeńców. Wraz z nim, sympatycznej parze rzedną nieco humory, a w co drugich napotkanych osobach widzą niepokojące ziarenko. Czy rzeczywiście napotkani przez nich turyści zepsują im wakacje w raju?

Po zwiastunie spodziewałem się raczej standardowego slashera, który poza gonitwami po Hawajach nic specjalnego ze sobą nie przynosił. Ot kolejny film o biednych turystach dookoła których co trochę ktoś ginie, a tajemniczy morderca choć kuleje to i tak jest szybszy od nich. W rzeczywistości okazało się, że nic bardziej mylnego. Zamiast naiwnego i schematycznego slashera „Wyspa strachu” okazała się sprytnym filmem, któremu najbliżej chyba do czarnej komedii, choć granice żartu, po których film stoczyłby się na dno bezsensu nie zostały ani razu przekroczone.

Zasługa w tym scenarzysty i reżysera w jednym – Davida Twohy’ego, który na swoim koncie ma takie filmy jak seryjka (seryjunia) przygód Riddicka, czy zajmujący baardzo wysokie miejsce w moim rankingu ulubionych filmów – „Warlock”. Dzięki niemu powstał ten sympatyczny, przewrotny, interesujący i dowcipny film, który umówmy się nie jest arcydziełem, ani najlepszym filmem na świecie, ale w kategorii filmów po prostu rozrywkowych zasługuje na uwagę. Inteligentny scenariusz i pełne pułapek dialogi przykuwają uwagę od samego początku, choć akurat w tej kwestii największą rolę spełnia doprawdy prześliczny krajobraz i plenery, w których odbywa się jego akcja.

Doszliśmy do momentu, w którym pada standardowa formułka: o filmie nie ma co za dużo pisać, żeby czasem nie zepsuć zabawy ewentualnym widzom. Rzeczywiście, lepiej się za bardzo nie interesować filmem przed jego obejrzeniem. Może co najwyżej warto wiedzieć, że to nie jest ani horror ani nawet thriller. To hybryda wielu rzeczy, przez co jest o wiele bardziej ciekawy od schematycznych dreszczowców. Choć niektórzy mogą czuć się zawiedzeni, bo się ani razu nie wystraszyli. Przykro mi, nie o to w filmie chodziło.

A jeszcze ciekawszym od samego filmu jest poczytanie opinii o nim na Filmwebie (byle po seansie!). Zresztą na IMDb też w podobnym tonie. Bluzgi lecące w jego kierunku skutecznie poprawiły mi bardzo niedobry dziś humor. Zadziwia mnie po co niektórzy filmy oglądają, ale to na szczęście nie mój problem. Choć żeby być zupełnie szczerym, mimo tego że film mi się spodobał, to jednak miałem wątpliwości co do oceny. Wszystko przez jedną sprawę, która wyglądała mi na wielki „plothole” w fabule. No ale szybko sprawdziłem to, co mi nie pasowało i nie mam zastrzeżeń. Owszem, na upartego jedna rzecz była ciut naciągana, ale nie na tyle, żeby się czepiać. Wot, scenarzysta powodził mnie trochę za nos. V gb eójavrż qbqnwę qb cyhfój svyzh, ob cemrm gra prybjl orm jągcvravn mnovrt, fmloxb jlgłhznpmlłrz fbovr, żr avr znz enpwv glchwąp „xgb mnovwn”. V emrpmljvśpvr, avr zvnłrz enpwv. Gjvreqmąp, żr avr znz enpwv urur. (po zastanowieniu, ostatni kawałek za ROT13owałem, bo chyba za dużo napisałem).

Bardzo dobry kawałek mądrego kina. Mądrego warsztatowo, bo sama historia banalna, ale opowiedziana z wyczuciem. 5(6).
(879)

PS. Komplementy dla fajnej obsady. Głównie kobiecej, choć szkoda, że nie wykorzystali więcej Marley Shelton. No i Olyphant nabrał pewności siebie po „Die Hard 4„.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.