Just Another Love Story [Kærlighed på film]

Wiem o tym dobrze każdego dnia, ale najdobitniej uświadamiam to sobie, gdy siadam do pisania recki filmu, który widziałem jakieś trzy tygodnie temu. Recki powinno się pisać zaraz po obejrzeniu filmu, a nie trzy tygodnie później! Ewentualnie powinno się pić jakiś bilobil, czy jak to się tam nazywa, żeby poprawić sobie pamięć!

Ole Bornedal przypomina o sobie po raz kolejny. Nie badałem sprawy zbyt głęboko, ale skoro trailer filmu z 2007 roku trafia się wśród zwiastunów najnowszych (było kiedyś o tym zwiastunie w Prevues…), to znaczy, że Hollywood prawdopodobnie znów da szansę maluczkiej Europie na zaistnienie w kinie rozrywkowym i na podbicie amerykańskich rynków. Czasem tak się trafia, a w przypadku Bornedala zdarzyłoby się coś takiego po raz drugi. Dawno, dawno temu, amerykańscy producenci zauważyli potencjał bardzo dobrego filmu tego duńskiego reżysera („Nattevagten”) i pozwolili mu wyreżyserować amerykański remake („Nightwatch”). Prawdopodobnie jeszcze lepszy, choć być może uważam tak, bo najpierw widziałem remake, a potem oryginał. Teraz moje przeczucie podpowiada mi, ze sytuacja się powtórzy i chyba rzeczywiście może tak być, bo szybkie kuknięcie w IMDb przyniosło mi info o planowanym na 2011 remake’u. Reżyser chyba jeszcze nie jest znany, ale niezależnie od tego, kto by nim był i tak nic nie zmieni sytuacji, że Bornedala za wodą zauważyli po raz kolejny. Ciekawe, czy sami o tym wiedzą…

Straszne jest takie wino. Lampkę wypiłem i mi się umysł plącze. Strasznie to przeszkadza w pisaniu, gorzej nawet niż średnia pamięć o czym był opisywany film. Wódka zdaje się lepsza jednak… Ewentualnie łeb mam do wina nieprzywykły.

Nie no, żartuję. Pamiętam, o czym był film. Bohaterem filmu jest dość sympatyczny ojciec rodziny, który zawodowo zajmuje się robieniem zdjęć ofiarom morderstw i innych przestępstw wszelakich. Pewnego dnia, trochę przypadkowo a trochę nie, przyczynia się do wypadku samochodowego pewnej kobiety, która w śpiączce trafia do szpitala. Wiedziony niezdrową ciekawością bohater (Jonas mu chyba było) postanawia sprawdzić w szpitalu, co z tą kobietą. Tam wskutek paru nieprzewidzianych zwrotów sytuacji i spotkaniu z rodziną kobiety z wypadku, Jonas podaje się za jej tajemniczego narzeczonego poznanego w Wietnamie bodajże. Rodzina o nim słyszała, ale nigdy go nie widziała – co ułatwia sprawę. Kobieta budzi się w końcu ze śpiączki, ale że ma problem ze wzrokiem, Jonas może dalej trzymać się swojej bajeczki, a raczej sytuacja wymusza na nim takie, a nie inne zachowanie. Oczywiście szybko okaże się, że pomysł podszywania się pod narzeczonego kobiety z wypadku nie był specjalnie najlepszy.

Jak więc widać punkt wyjścia do tajemniczego thrillera jest całkiem niezły i w wiele stron można tę historię poprowadzić. Może być sensacyjnie, może być dramatycznie, może być komediowo, może być wzruszająco, może być o miłości… I tak naprawdę wszystkiego jest w tym filmie po trochu. No może z wyjątkiem tej komediowości, której wyłączając schemat charakterystyczny dla komedii pomyłek, nie ma tu za dużo. Jest za to sensacyjna historia zbudowana trochę na zasadzie pomieszanych ze sobą kilku historii, które im dalej w film, tym coraz bardziej się ze sobą splatają. I trzeba przyznać, że w pewnym momencie stopień zamotania jest spory, ale nie ma strachu, reżyser i scenarzysta w jednym znakomicie z tego wszystkiego wybrnął. A końcówka nie powinna zawieść nikogo.

Za dużo nie będę pisał, bo to film z gatunku – im mniej wiesz, tym lepiej. Ogląda się go bardzo dobrze, klimat znany z „Nightwatch” jest tu ładnie kontynuowany, choć zdecydowanie mniej do strachu tu mamy, a trochę więcej poszło to w kierunku: hehe, ale zamotane, fajnie będzie oglądać, jak się to wszystko będzie odkręcać. Film trzyma równy poziom od początku do końca i nic dziwnego, że znów najbogatszy przemysł filmowy na świecie zwrócił uwagę na Duńczyka. Na koniec pozostaje jedynie zapytać się banalnie: dlaczego u nas nie potrafią? 5(6)
(859)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.