Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Szybko i wściekle [Fast & Furious]

Jestem zdaje się jedną z niewielu osób, którym szczerze podobały się wszystkie trzy części „Szybkich i wściekłych”. Najbardziej dwójka. Czekałem więc z jako takim zaciekawieniem na to, co przyniesie część czwarta. Wedle zapowiedzi miała przynieść oryginalne części złożone w nowy model. No i rzeczywiście było tak z grubsza co do słowa. Problem jednak polega na tym, że to samo rzadko oznacza lepiej.

Tym samym wyrok wydała sędzia Anna Maria Wesołowska – czwarta część filmu jest częścią zdecydowanie najsłabszą.

Oto powraca Vin Diesel, który pragnie dokonać srogiej pomsty na narkotykowym bossie. Na tego bossa dybie też Paul Walker, który biegając po dachach służy i chroni. I znów są wyścigi samochodowe i znów jest praca pod przykrywką w celu zdemaskowania wszystkich szczegółów, i znów silniki wyją, a samochody wyjeżdżają wprost spod komputerowej igły.

Teoretycznie wszystko jest więc w porządku i na miejscu, ale praktycznie to film ogląda się bez większych emocji, ze wskazaniem na emocje żadne. Znowu te same żarciki, znowu te same panny w obcisłych gatkach dają znak do rozpoczęcia wyścigu, znowu te same podniety z samochodów, które fajniej by było pooglądać w prawdziwych wyścigach, a nie w komputerowych symulacjach. Jakieś pierdoły o pościgach w podziemnych tunelach, samochody zachowujące się jak przypięci do sznurków aktorzy w filmach kung fu i kolejni szefowie FBI, którzy po raz enty opieprzają za nieregulaminowe zachowania i krzywo patrzą na ekstrawaganckie pomysły podwładnego. Wszystko to w różnych kombinacjach było już tysiąc razy. I nawet nie chodzi o to, ze z tych elementów nie da się ułożyć dobrego rozrywkowego filmu. Trzeba mieć tylko trochę polotu i fantazji, a nie z góry obliczony cel – zarobić i do kasy.

I tyle, bo spać mi się chce. 3(6).

Zdaje mi się, czy te poorane gwatemalskie drogi na początku filmu były dziwnie prościutkie. Auta na nich nie podskakiwały ani nic. Pewnie pościgali się na normalnych ulicach, a dziury w jezdni dorobili potem w kompie. Szkoda, że na naszych drogach nie ma takich wirtualnych tylko całkiem realne.
(812)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.