Idealny facet dla mojej dziewczyny

Jakie najgłupsze pytanie można zadać lesbijce? „Okres ci się spóźnia?”…

Do dokonań duetu Konecki&Saramonowicz mam podejście takie se. Z pewnością nie są powodem do tego, żebym z utęsknieniem wyczekiwał kolejnego ich filmu. A że im dalej w las tym gorsze filmy… „Ciało” bez bicia przyznaję, że uważam za świetny film, „Testosteron” też był dobry. I tyle. „Pół Serio” do mnie nie trafia choć próbowałem, żeby trafiło, natomiast o „Lejdis” to nawet nie ma co pisać, bo gorszego gówienka trudno ze świecą szukać. Tym bardziej dziwne zachwyty nad tym pożal się Boże filmem, który zabija swoją żenadą i autentycznie usypia (mnie uśpił, nie jestem jednak ciekaw jak się skończył). No ale widać, jak zwykle, się nie znam. Nieważne. Ważne, że „Idealny…” od początku wyglądał mi na rzadką kupę i jak się wczoraj okazało: zwiastuny i durne teasery nie kłamały. Innym słowem – sam se jestem winny. Po co oglądałem i teraz narzekam, skoro już po zwiastunach widziałem, że będę nosem kręcił… Odpowiedź jest prosta: bo mi nikt nie zabroni! 😛 Poza tym jest zawsze jakaś nadzieja, że ma się do czynienia z filmem należącym do tego 1% przypadków, w których trailer jest lepszy od filmu. Cóż, nadzieja na to umarła po 20 minutach seansu.

I tu kończymy rozpisywanie się, bo wzorem odcinków „Zagubionych”, obejrzałem wczoraj to filmidło z otworzonym Notatnikiem pod ręką i na żywo sobie spisywałem moje wrażenia z seansu. Myślę, że ta spora porcja bezmyślników pokaże wyraźnie moją opinię na temat „Idealnego faceta dla mojej dziewczyny”.

A jak się komuś nie chce czytać (żeby się np. na spoilera nie natknąć; mogą się jakieś zdarzyć, ale dajcie spokój, tego filmu nie można zaspoilerować tak, żeby nie było sensu go już oglądać – bez spoilerowania nie ma sensu go oglądać ;P), to proszę, oto moja ocena tego oto dzieła: 2(6)

A teraz przejdźmy do bezmyślników. Spisywane na żywo w trakcie trwania seansu. Metoda dobra, bo bez spisywania to potem połowę rzeczy zapominam, które chciałem napisać. Aczkolwiek nie przyzwyczajajcie się do tej formy recenzji.

– Kto im powiedział, że Olbrychski w czapce krasnala XXI wieku będzie śmieszny? Znaczy śmieszny to on rzeczywiście jest…

– O matko, Robert Kubica w pieśni kościelnej aaaa. Serio ktoś myślał, że jakiś widz kupi, że trafiłby się taki kompozytor/tekściarz, który wstawiłby coś takiego do oratorium? Nawet jeśli jest to oratorium z gatunku kościół polo.

– Profesor Katzówna, ja pierdolę, kurwa mać (c) Robson. Dajmy faceta w makijażu jako babę, to ludzi śmieszy…

– Magdalena Drewno Boczarska.

– Dobra, robimy odważny film. To niechże się laski całują jak należy, a nie takie dziobanie jak w filmach z lat pięćdziesiątych.

– Kuźwa, czy nie da się widza jakoś naturalnie rozśmieszać? Tak, żeby nie było widać, że się chce rozśmieszyć na siłę. A tu facet udający babę, baba w czerwonych włosach, a za chwilę kolejna babka ćwiczy krav magę. Ktoś ma takich znajomych?? Żenada i tyle. A i jeszcze of koz „kompozytor muzyki sakralnej” rysownik.

– O! Było coś śmiesznego! Luna chciała przeładować pistolet w bokserskich (no takich nie do końca, ale przecież nie będę szukał jak się takie coś nazywa) rękawicach :)

– Jajebię (c) kalina. CSI. Budynek Alfa, budynek Beta… I Orangem prześlesz filmik wideo jednym klikiem ziuuum. Polski product placement się nie zmienia.

– Kiedy ona w armii zdążyła być? Zaraz po skończeniu podstawówki?

– „Trudna, szczudlarska droga do Czarnej Madonny”. No jakie śmieszne buachacha. Orajt, orajt, wykpijmy naszą rzeczywistość, ale jak rany, są jakieś granice. Nie można każdej bzdury tłumaczyć chęcią przedstawienia czegoś w krzywym zwierciadle.

– Nie jest dobrze, gdy po pół godzinie filmu nie można powiedzieć, o czym on jest. Podać jednym zdaniem fabułę, pomysł na nią. No wpada scenarzysta do producenta i mówi, że ma pomysł na film. Producent się pyta: a jaki to pomysł. No i co odpowiada scenarzysta „Idealnego…”? Ma szczęście, bo producent kumpel i bez pytania weźmie każde gówno.

– Jakie najgłupsze pytanie można zadać lesbijce? „Okres ci się spóźnia?”…

– 29 minut 45 sekund. Tyle trzeba było czekać na pierwszy dobry tekst w tym filmie. „Jesteśmy trupem. Trupą”.

– Lekko nieaktualni są z tym Czarnym Punktem. Dawno przestali stawiać nowe, bo wyszło na to, że działają jak płachta na kierowcę. Oho, ja jestem Kubica, ja przejadę miejsce z tym znakiem 140 na godzinę! Amerykę zatem odkrywając, która już dawno została odkryta. Chcą zmienić znaki, których już dawno nikt nie stawia.

– Jezus prosi: zwolnij! Się misiaki „Dogmy” naoglądali.

– W konkursie na najgorszą/najgłupszą/najnowszą koncepcję wsadzenia do komedii (przesadzam, wiem) kręcenia filmu porno wygrywa bezapelacyjnie „Idealny…”. Co ja mówię! Całe miejsce na pudle jest jego…. A nie, sorry, nie jest tak źle. Ogłupił mnie ten film do końca. Pomyliły mi się zakonnice z feministkami 😉 To przez te „feministki z Watykanu” chyba.

– Patrzta państwo co za zbieg okoliczności. Wszyscy paradują w Reebokach.

– Raadioo Zeet. Hehe. Kocham polski product placement.

– Boczarska opowiadała, że przed kręceniem filmu przeszła iluśtamtygodniowy/miesięczny trening karate czy coś tam innego fa fu. Po co? skoro sceny walki załatwili standardowo szybkim montażem, w którym i tak nic nie widać czy ktoś umie kopnąć czy nie.

– 41:24 – drugi dobry tekst. „Oglądaliśmy wczoraj twoją „Waginę” i szalenie nam się podobała”. Drugi się Kunie trafił, rzeczywiście ją Konecki z Saramonowiczem lubią.

– Nawet „slow walku” nie potrafią zrobić nie robiąc przy tym głupich min, jakby mieli nasrane w gaciach. I tak, tak, zauważyłem to wspaniałe cameo dwójki Saramonowicz/Konecki… Czapki z głów, panowie. Takie nawiązania i niuanse! Nono!

– A to już po trailerach było widać, że zrąbali na maksa. Mają scenę, w której goły Kot podaje tytuły pornosów, w których zagrał. Aż się prosi napisać mu jakieś śmieszne. Niestety, „Mściwy sweter”… Nie mam więcej pytań, Wysoki Sądzie.

– No dobrze, następna seria „skeczy” z gołymi facetami była ok.

– Ale fabuły jednym zdaniem dalej nie sposób opowiedzieć. OK, chłopak się zakochał w dziewczynie i ją podrywa. Ale tu potrzebny jakiś pomysł. Poomysł! a nie wrzucenie do jednego wora wszystkich „śmiesznych” rzeczy, które przyjdą do głowy w nadziei na to, że nikt nie zdąży się zastanowić nad fabułą w tej zalewie jednej bzdury za drugą.

– Różczka jest fajna.

– Mechanicystycznie, trudne słowo do zapamiętania.

– 10 tysięcy za tablicę z Jezusem? No mają jednak wyobraźnię panowie autorzy tego dzieła.

– Stenka też jest fajna.

– Za to Dorociński nie jest fajny, ale o tym pisałem już ze sto razy.

– Przydałaby się w końcu jakakolwiek intryga. Jest jeszcze na nią szansa, kiedy już dawno połowa filmu minęła?

– Hahahaha, przelew kasy przy uprzednim dokładnym pokazaniu przez co się łączą z netem jest moim ulubionym fragmentem tego filmu. Lepiej już być NIE MOŻE!

– Dobra, ale przy scenie z wątrobą to prawie się porzygałem. Tak jest, oto idealna metafora dla polskiej komedii.

– O, jest i intryga. Katzówna, nie?

– O, Luna też będzie puszczać pawia. A nie, to orgazm był. Pomyliłomisię.

– Psia kupa. No to się pośmialiśmy, że hej.

– Trzeci dobry tekst! „Ojciec jakiś tam opowie o naturalnych metodach dezynfekcji ran po biczowaniu”.

– Jeszcze więcej piany. Jeszcze więcej!

– Melasa buraczana. Też fajna metafora dla tego filmu w sumie…

– „I po koncentracji”. Czwarty tekst. Nieźle jak na prawie półtora godziny filmu.

– Pedikirzysta… O kufa…

– No dobra, wiem, porno dla kobiet. Ale pelerynka przeciwdeszczowa? No kaamaan.

– „Tylko nie moje kupy!”… No dobrze, może po prostu nie rozumiem tego filmu. Też jest taka możliwość przecież.

– No proszę, „Błękitna ostryga” w wersji lesbijskiej. Sympatyczne nawet.

– Ojej, rozgryzłem intrygę. Nie może być.

– O, pan żołnierz z CSI się Mrówka nazywa. Kolejne dziwne przeświadczenie polskich filmowców (i np. kabareciarzy też), że jak komuś dadzą śmieszne nazwisko, to będzie śmiesznie.

– Karolaka mi szkoda. Nie udowodnili mi przez cały film, że zasłużył na taką końcówkę. On tylko psie kupy zbierał.

– Przetrwałem!!!

– A swoją drogą, to ococho: „Zęby jak stado owiec, gdy wychodzą z kąpieli”…

– I jeszcze KU PAMIĘCI, w końcu największy fun mi zafundowali:

Brand content & Product Placement: casamoda PRODUCTION
storyline: URSZULA PIETRAS
STUDIO SYLWIA WITOWSKA
(804)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.