Tashan

Człowiek, który obejrzy powyższe fragmenty filmu oprócz zastanawiania się nad tym, po jaką cholerę Akshay Kumar przeskakiwał przez te beczki stojące na środku podwórka, gotów pomyśleć, że pochodzą ona z dobrego filmu. No może nie dobrego, ale dobrze rozrywkowego lub jak kto woli, dobrze odmóżdżającego. Szczególnie człowiek, który nie kręci nosem na Bollywood, bo ten inny człowiek, to i tak wie swoje.

No i ja też tak myślałem. Szczególnie, że obsada filmu również jest zachęcająca: Akshay Kumar, który niedługo pojawi się na kinowych ekranach w towarzystwie Sylvestra Stallone (na razie jest zwiastun:)

Anil Kapoor, który ostatnio pokazał się w „Slumdog. Milioner z ulicy„, a w ósmym sezonie „24” zagra rolę indyjskiego odpowiednika Jacka Bauera, Saif Ali Khan, którego lubię, no i jego ówczesna dziewczyna Kareena Kapoor, którą kiedyś nie lubiłem, ale w końcu polubiłem. Do tego okazało się, że większość opinii tych, którzy już to widzieli była zachęcająca, a mój kumpel Luc, któremu mimo posiadania u boku Szarukofanki jeszcze bollywoodzka palma nie odbiła (choć głaszcze Go swoimi listkami po grzywce(C) :) ), stwierdził, żeby brać i oglądać, bo to zajebiście głupie i zajebiście rozrywkowe kino. Coś jak „bliźniaczy” „Race” z Saifem, Anilem i moją ulubioną Sameerą Reddy. No to w końcu wziąłem i obejrzałem.

Fabuła skomplikowana nie jest. Coś na obraz i podobieństwo „Prawdziwego romansu” pomieszanego z „Girl Guide”. Jest sobie pracownik call centre (Saif), który zakochuje się w lasce (Kareena), która chce, żeby nauczył angielskiego (takie przymrużenie oka, bo wiadomo, że Saifowi i angielskiemu to nie po drodze) jej szefa (Anil). Szef okazuje się groźnym mafiozo, pojawia się walizka pełna pieniędzy, która znika i sprawia, że szef zaczyna ścigać tych, którzy mu tę walizkę podpierdzielili (w skrócie Saifa i Karinkę). Do złapania złodziei zostaje wynajęty prawdziwy badass – Bachchan Pande (Kumar).

W zasadzie pisanie tej recki nie ma sensu, bo:
a). ci, którzy nie oglądają Bollywoodów i tak tego nie obejrzą
b). ci, którzy oglądają Bollywoody i tak to obejrzą, bo przecież tylu widzów to chwali.
No ale skoro już piszę, to chciałem tylko napisać, że jestem strasznie zawiedziony, a tak słabego filmu nie widziałem już dawno. Wspomniany wyżej „Race” to przy nim prawdziwe arcydzieło sztuki filmowej. Większość czasu spędziłem na przewijaniu „akcji” do przodu, bo ileż można przetrwać jałowych dialogów napisanych zapewne przez jakiś program komputerowy do pisania napisów. Wiecie, podajecie ile znaków ma mieć dialog i program taki układa z wyjętych z dupy słów, zdań i sentencji. I nawet sekwencje akcji nie cieszą, bo zamiast cieszyć to irytują tym, że zadawane przez bohaterów ciosy ani razu nie dochodzą do celu, a mimo to ci którzy „dostali” lecą na łeb na szyję w powietrzu i tym, że te kałachy użyte w filmie chyba z balsy były wycięte. W tej sytuacji pojawiający się na słupie wysokiego napięcia wojownicy ninja i akcja ze skuterem na środku pustyni naprawdę zabawnymi nie są. A trzeba pamiętać, że ta „akcja” to jakieś 15% filmu – cała reszta to jałowe gadanie. Przy czym BYĆ MOŻE, to gadanie jałowe nie jest dla tych, którzy kumają o czym mówią (cytaty z jakich filmów i jakiej piłajajamuharaty, postaci o dziwnych imionach i inne tego typu rzeczy), ale dla tych, którzy nie mają o tym pojęcia to zwykły bełkot i gadanie tylko po to, żeby gadać.

„Tashan” to taki bollywoodzki tollywoodzki film i trzeba przyznać, że robienie Tollywoodów powinno zostawić się Tollywoodowi, a Bollywood niech zostanie przy Bollywoodach. 2(6).

Całe szczęście piosenki choć były fajne:

(775)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl