Lost – 510 – He’s Our You

– Jestem chory, mówiłem już?

– Lost zaczął się proroczo:

W tym momencie zrobiłem stopklatkę i poszedłem się zapytać Aśka, co dziś jemy na obiad. A Ona: zapiekankę z kurczaka. 😮

Smacznego:

– Macie, analizujcie:

Nawet poczytać sobie możecie. TUTAJ

– Oldham Pharmaceuticals?

Jedyne ciekawe nazwisko z napisów początkowych:

„Blade Runner” itd.

– Wygląda na to, że cyrylica nie ma przede mną żadnych tajemnic ;P

– Nie no, nikt mi jednak nie wmówi, że mieli w Dharmie gotowy kombinezon na Hurleya. Nie po to ich specjalnie werbowali, żeby nie wiedzieć, jaki kto nosi kombinezon. Ergo już choćby po tym, że nie mają kombinezonu na Hurleya powinni się skapować, że coś z tym ochotnikiem jest nie tak. No ale olali sprawę, bez słowa przeszli do ubrania Hurleya w odpowiedni kombinezon i pojechali dalej z akcją. Nie przeszkadza mi, mówię tylko, że kolejna dziura w logice.

– Już w poprzednim odcinku AFAIK było to logo, ale żal nie zescreenować takiej ładnej czapki kucharskiej i noża i widelca jak mniemam:

– Jest i pan Sanderson vel Oldham:

– Cuś dzisiaj nudy…

– Koniec cool, ale odcinek raczej nudny. Nie ozdrowił mnie.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl