Ciekawy przypadek Benjamina Buttona [The Curious Case of Benjamin Button]

Z filmu na film coraz ciężej jest mi się zakochać w Davidzie Fincherze. Większość populacji kinomanów pieje peany na rzecz jego kolejnych filmów, a tymczasem ja, Q-totalne-bezguście uważam, że wyszedł mu tylko jeden dobry film. Co tam dobry, genialny! Tym filmem było „Siedem”. Wszystkie inne były takie same – bardziej lub mniej nudne. Dobre, ale nic więcej. Widać w nich rękę dobrego filmowca, ale nie widać jego serca. Przynajmniej ja go nie widzę. Oglądając filmy Finchera mam wrażenie, że nakręcił je człowiek, który na pamięć zna wszystkie książki dotyczące prawidłowego robienia filmów i wszystkie tak poznane zasady wprowadza z wrażliwością robota. I niektóre z nich da się oglądać („Zodiak”, yyy, no na pewno coś tam jeszcze), a niektóre są zupełnie nieoglądalne („Podziemny krąg” 😛 szczerze, raz obejrzałem, bardzo mi się nie podobało, ale pomyślałem, że to coś ze mną pewnie jest nie tak i dałem kolejne szanse – podchodziłem ze trzy razy i za każdym razem wymiękałem po dziesięciu minutach). Przy tych lepszych nie żałuję czasu poświęconego na seans, ale też w trakcie oglądania nie potrafię wciągnąć się na tyle, żeby nie myśleć o innych rzeczach. Tak, Fincher w moich oczach jest najgorszym z dobrych reżyserów.

„Ciekawy przypadek…” ugruntował tylko tę moją opinię o filmach Finchera. Przy czym na pewno uważam go za jeden z lepszych jego filmów. Nie przeszkadza mi to jednak zarzucać mu to samo, co zwykle w przypadku kolejnego dzieła Finchera. Niby bowiem wszystko jest na miejscu, ale duszy całość żadnej nie ma. Wskazać błędy w reżyserskiej sztuce byłoby Fincherowi trudno, ale żeby film miał mnie złapać za serce? Nie bardzo. Jest porządny, jest ciekawy, ma fajny pomysł i fajne wykonanie, wlecze się powoli, ale nie przeszkadza to zbytnio… Co z tego? Wrócić do niego ochoty nie mam i pewnie nie wrócę już więcej. A do ukochanych filmów to po kilkadziesiąt razy wracałem. No i mam do niego jedno, poważne zastrzeżenie, o którym ciąg dalszy tej recki. Zastrzeżenie SPOILEROWE więc tutaj sobie odpuśćcie ten tekst. Dla opuszczających go ocena filmu: 4+(6). Wysoka, bo trzeba docenić dobre rzemiosło, ale „Ciekawemu… lata świetlne od moich ulubionych filmów. A teraz powoli przechodzimy do SPOILERÓW. Większość spoilerami nie będzie, ale nie zamierzam się autocenzurować, więc pewnie przemknie się jedna, dwie bądź trzy informacje, których wolelibyście nie wiedzieć przed przystąpieniem do seansu. Aha, i jeszcze dwa słowa o fabule:

„Ciekawy przypadek…” opowiada historię Benjamina Buttona, który urodził się staruszkiem i wraz z upływem czasu młodniał.

No dobra, czas na podstawowe zastrzeżenie, a po nim już SPOILEROWO. Otóż wszystko w filmie Finchera ładnie pięknie, ale… ja już go wcześniej widziałem! Co więcej, widziałem i podobał mi się nieporównywalnie bardziej. Nazywał się „Forrest Gump”, a scenariusz do niego napisał Eric Roth, twórca scenariusza do… „Ciekawego przypadku…” (obydwa na podstawie książek). Czyżby Roth tak bardzo tęsknił do szalonego powodzenia „Forresta Gumpa” (7(6) w mojej skali ocen), że po odczekaniu nastu lat postanowił wykorzystać jeszcze raz to, co w 1994 zagrało jak najlepsza orkiestra i przyniosło mu Oscara? Panie Roth, tak się nie robi. Odgrzewane kotlety, choćby z najlepszego mięsa, nigdy nie będą tak dobre jak po pierwszym przyrządzeniu.

!!!SPOILERY!!!

Żeby nie być gołosłownym (bo powiedzieć można cokolwiek, ale póki się nie zaprezentuje dowodów to nie różni się to niczym od szczekania bez sensu) trochę przykładów podobieństw. Problem pierwszy: nie wiem, jak je przedstawić, żeby były czytelnie; chciałem w tabelce, ale nie chce mi się kombinować jak zrobić tabelkę, bo nie jestem 100% pewny, że to rozwiązanie problemu. Problem drugi: może się wdać lekki chaos, bo nie notowałem na żywca podczas seansu, a teraz pewnie coś mogło już z pamięci ulecieć – stary mózg ;P To może w niechronologicznych zapewne punktach:

1. Miejsce akcji: południowe stany USA.
2. Główny bohater nawija z południowym akcentem, głównie półsłówkami, bezokolicznikami, prostymi zdaniami.
3. Główny bohater ma kłopot z chodzeniem; jakieś tam schorzenie vs. reumatyzm, które w końcu udaje mu się pokonać tak czy inaczej.
4. Główny bohater (GB) ma matkę sypiącą mądrościami. Forrestowa matka sypała mądrzejszymi mądrościami, ale i benjaminowa nie była w tyle i rzucała filozoficzne gadki typu: „każdy gdzieś idzie tyle że różnymi drogami”.
5. GB ma ojca, który go opuścił.
6. GB w „młodym” wieku (cudzysłów ze względu na Benjamina, który of koz choć młody to stary… wiadomo, o co chodzi) poznaje swoją miłość na całe życie.
7. Jenny / Daisy ;P
8. Miłość na całe życie wyrasta na niezależną pannę, która niczego się nie boi, wszystkiego chce spróbować, żyje pełnią życia nowoczesnym życiem w myśl zasady: if it makes you happy it can’t be that bad.
9. GB ściga swoją miłość, ale ile razy tylko ją doścignie to ta daje mu w końcu prztyczka w nos.
10. Trzeba tragedii, żeby ich drogi się zeszły. AIDS / wypadek samochodowy.
11. GB trafia na wojnę.
12. Pociski na tej wojnie fruwają w identyczny sposób, rodem z „Gwiezdnych wojen”. Jakby ktoś miał zamiar kpić, to niech se lepiej poogląda strzelaniny w obu filmach.
13. Ach, zanim na wojnę, to GB trafia na holownik, na którym spędza duużo czasu. W „Forreście” było na odwrót: wojna – kuter krewetkowy.
14. Porucznik Dan / Kapitan Mike
15. Ach, no byłbym zapomniał, powinno być na początku – upraszczając, obydwie historie poznajemy z narracji tytułowego bohatera.
16. Akcja filmu przeplata się z historycznymi wydarzeniami.
17. John Lennon i inni vs. Elizabeth Abbott. Pewnego dnia dowiedziałem się w telewizji, że ten miły młody człowiek został zastrzelony przed domem podczas powrotu ze sklepu. Pewnego dnia dowiedziałem się w telewizji, że ta miła starsza pani przepłynęła w końcu kanał La Manche.
18. Duża rola efektów wizualnych w obu filmach. Efektów, nazwijmy to, nienachalnych.
19. Tu dość naciągany punkt, ale na mój gust istnieje subtelne podobieństwo pomiędzy wzbogaceniu się na odłowie krewetek, a na fabryce guzików. Choć akurat te całe guziki, a przede wszystkim wypadek Daisy to raczej taki „Jean-PierreJeunetowy” entourage.
20. Piórko / koliber
21. Obawa o to, czy dziecko Forresta/Benjamina nie odziedziczy po ojcu niskiego IQ/”odwrotnego” wieku.

Mało?

75 miejsce w Top250 na imdb.com? Wolne żarty, serio.
(727)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.