Archiwum roczne: 2008

While She Was Out

While She Was Out

A miało być tak pięknie. Trailer rozbudził nadzieję na solidną dawkę posoki tryskającej spod zabójczych rąk gospodyni domowej o blond twarzy aniołka. Wiadomo było, że fabuły nie będzie, scenariusza nie będzie, zaskakującego zakończenie nie będzie, ale za to krew delikatną mgiełką zasnuje ekran i nikt nie będzie się przejmował brakiem fabuły, scenariusza i zaskakującego zakończenia. Niestety, rację mieli ci, którzy ...

Czytaj dalej »

Czy tylko ja jestem zboczeńcem?

Czy tylko ja jestem zboczeńcem?

Z okazji Mikołajek, Asiek dostał od PiW-a i OE-i rzecz widoczną na poniższym obrazku. Czy tylko ja jestem zboczeńcem, czy może komuś jeszcze się to „skojarzyło”? Bo ja na pierwszy rzut oka na prezent, myśli miałem kosmate.

Czytaj dalej »

Boba Fett

Boba Fett

Człowiek różnych dziwnych rzeczy dowiaduje się podczas obcowania z komediową pornografią w wykonaniu Kevina Smitha. Na przykład tego, że postacią Boba Fetta zostało zainspirowanych przynajmniej dziewiętnaście piosenek. A wszystko przez jedną z nich, która wpadła mi w ucho w soundtracku do „Zacka i Miri kręcą porno”. „Fett’s Vette” – McChris: Cruisin’ Mos Espa in my Delorian,War’s over I’m a peacetime ...

Czytaj dalej »

Jak zostałem rasistą

Jak zostałem rasistą

Zostać rasistą jest bardzo prosto. Zaczęło się od tego niewinnego tekstu o tym, jaki to cienki jest scenariusz do czwartego „Gliniarza z Beverly Hills”, a skończyło tak:

Czytaj dalej »

Indie są wszędzie, cz. 13

Indie są wszędzie, cz. 13

Zarzuciliśmy sobie wczoraj „40-letniego prawiczka”. Tam też byli (H)Indusi. ALe tacy trochę inni niż w bollywoodzkich filmach: To jeden. Była jeszcze (H)Induska, ale nie chce mi się jej ani szukać na YT ani specjalnie wycinać.

Czytaj dalej »

007 Quantum of Solace

007 Quantum of Solace

No i wybrałem się w końcu do kina na nowego Bonda. Nie wart tylu pieniędzy za bilet (27). Wart tak z 10 złotych mniej, może z 15. Zacznę może od tego, że zupełnie nie rozumiem zarzutów kierowanych pod względem filmu, dotyczących tego, że taki Bond to nie Bond. No dobrze, nie było może „My name is Bond…”, nie było wstrząśniętego ...

Czytaj dalej »

No i trafiłem do kina

No i trafiłem do kina

A konkretnie moje napisy. Zostałem przeto rozdziewiczony przed tollywoodzkim audytorium, które było się wczoraj zebrało w warszawskim kinie Luna. Napstrykałem w ciemnościach parę dowodów: Na blogu mały przestój związany ze zmianą strefy klimatycznej. Wkrótce wszystko powinno wrócić do normy. Choć z drugiej strony tyle projektów napisowych mi nad głową ciąży, że sam nie wiem…:P

Czytaj dalej »