Zack i Miri kręcą porno [Zack and Miri Make a Porno]

No dobra, może czas ze dwa słowa o filmie napisać, bo taką mu tu reklamę i promocję zrobiłem, że aż żal filmu nie podsumować i go nie zrecenzić.

Dwoje wiecznych kumpli Zack i Miri przezywa poważne kłopoty finansowe. Aby im zapobiec postanawiają nakręcić porno. Czyli nic, czego nie można by się spodziewać po tytule.

Mam mieszane uczucia. Chciałbym móc napisać, że super, że zajebiście, że czapki z głów i że na kolanach łych do Częstochowy, ale nie mogę tak napisać. Nie pozwoli mi jakieś dziwne poczucie obiektywności i moje zadowolenie po seansie. Bo Kevina Smitha lubię, Kevina Smitha poważam, Kevin Smith zrobił wiele filmów, które oglądałem po kilka razy i nigdy mi się nie znudzili. Smitha traktuje jak kumpla, który ma podobne poczucie humoru i zawsze wie, czego od niego oczekuję. I potrafi mi to dać. Dlatego chciałbym, aby nie było powodu do tego, żebym nosem kręcił i psioczył. Ale, damn it, nawet „Jersey Girl” podobał mi się dużo bardziej niż „Zack i Miri”. Inna sprawa, że ja „Jersey Girl” uważam za film przynajmniej na 5(6) niezależnie od tego, co sądzą o nim inni jak mantrę powtarzając, że J Lo ble i tyle argumentów… Czy więc „Zack i Miri” są najsłabszym filmem Kevina Smitha? Chyba tak, choć spore szanse na objęcie pozycji lidera w tej kategorii ma „Dogma”.

No ale dobra, nie zapominajmy, że nawet najgorszy film Kevina Smitha jest filmem dobrym 😛

Tylko czy jest w „Zacku i Miri” jakaś scena, którą chciałoby się przewinąć i obejrzeć jeszcze raz i drugi i trzeci? Jest jakaś postać z krwi i kości, której przygody śledzilibyśmy z zapartym tchem i kibicowali jej od początku do końca (nie licząc Brandona St Randy ;P)? Jest jakiś tekst, który ma szansę obrosnąć kultem i zostać powielanym przez usta kinomanów? Czy w końcu jest w tym filmie jakaś historia wybiegająca poza banalny tytuł? Chyba nie ma. I nawet nie chodzi o to, że powinna być, ale o to, że bez tego wszystkiego zostaje półtoragodzinny żart z naprawdę prostego tematu do żartowania z niego. Prostego i kontrowersyjnego za jednym zamachem, co ułatwiło puszczenie w ruch machiny promocyjnej. Która nawiasem mówiąc chyba na niewiele się zdała, bo film szybko wypadł z box office’a i już do niego nie wrócił. Zresztą, jak i każdy inny film Smitha – strzelam w ciemno. Poza tym, pieniądze to nie wszystko przecież.

Ale tak naprawdę to ja nie wiem, czego ja chcę od tego filmu. Może czegoś, czego bym się nie spodziewał. W końcu ktoś jest wielkim reżyserem nie dlatego, że umie zrobić film, który każdy inny by zrobił, ale dlatego, że umie zrobić go tak jak mało kto. A „Zack i Miri”? Nie widziałem w nim przebłysku geniuszu. Nie widziałem czegoś, czego nie można by sobie powymyślać przy piwie w podpitym towarzystwie (albo i w trzeźwym, ale odpowiednio rąbniętym). A to już wynikało z trailerów – po filmie można by się spodziewać czegoś więcej. A tymczasem było śmiesznie, była masa żartów mniejszego lub większego kalibru (w skali pójścia po bandzie – od wielkich majtek po defekację na biednego Randala), była bardzo solidna dawka ironii, ale całość ułożyła się w przeciętny film, niestety. Fajną komedię do pośmiania się, ale jednak po Kevinie Smisie nie tylko można by spodziewać się więcej, ale i trzeba to robić… Boję się, że bez Jaya i Milczącego Boba, Smith nie będzie już taki cool. Nie znajdzie recepty na robienie kolejnych hitów. Choćby i oglądanych przez niewielu, ale kochanych, wielbionych i przekazywanych ze zdartej kasety na zdartą kasetę (tak, wiem, kaseta wideo to już przeżytek) z dala od pięćdziesięciu kopii nowej rozpierduchy z CGI w wypożyczalni.

I chromolić! Jeśli to ma sprawić, że filmy Smitha będą lepsze to niech Jay i Milczący Bob wracają. Bo to trochę przykre, że po obejrzeniu filmu tym, co najbardziej ciekawi widza jest rzucenie okiem na inne filmy, w których grała Katie Morgan ;P O proszę: Morgan rozpoczęła swoją przygodę z porno, aby móc spłacić kaucję jaką wyznaczył jej sąd za przemyt marihuany z Meksyku do USA.

A tutaj Katie Morgan na czerwonym karpecie przed premierą „Zacka…”. Wygląda wyjątkowo paskudnie:

A tutaj cieszy się ze swoich nowych piersi (Gwiazdka tuż tuż, jak widać jest to prezent, który sprawia wiele radości… nowe piersi, a nie gwiazdka ;P):

Uśmiałem się serdecznie (główna to zasługa Setha Rogena, który rozśmiesza mnie niezależnie od tego, w jakim marnym czy świetnym filmie gra), nie żałuję, że się przy nim nadłubałem (odpowiadając na pytanie spod notki z napisami), klozetowy poziom żartów mnie nie zniesmaczył (cóż), ogólnie miło spędziłem półtorej godziny, ale jak na Smitha to za mało. No bo kaman, nie było w tym filmie niczego, czego sam bym nie wymyślił…

Wiem, wiem: to wymyśl, mądralo!

4(6) choć każdy inny reżyser by pewnie dostał więcej za taki film.
(717)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl