Indie są wszędzie, cz. 9

A już w „Angorze” to zawsze:

Przy okazji w trakcie „przygotowywania” tej notki wynikło jeszcze parę rzeczy. Np. taka, że zadedykowałem smutnemu Aśkowi na Blipie moją ulubioną jutubową piosenkę, która była na tym blogu już sto razy, a teraz będzie sto pierwszy:

i podczas oglądania zobaczyłem coś, co dla złośliwców mogłoby być koronnym dowodem na to, dla kogo przeznaczone są indyjskie produkcje:


😉 A przy okazji poznałem jeszcze jedną pioseneczkę z powyższymi animkami:

Ale to jeszcze nie wszystko! Okazało się, że nie tylko Indie są wszędzie, ale ja też jestem wszędzie! Tak sobie dyskutuję o tollywoodzkiej wersjiTa Ra Rum Pum” (LOL, jak to brzmi! „tollywoodzka wersja „Ta Ra Rum Pum”), a jako że nigdy nie byłem pewny kto jest z Tollywood, a kto z Kollywood, to sobie wpisałem w gugla „Chiru Kollywood” (tak dla pewności, najpierw wpisałem „Chiru Tollywood”, bo byłem na 95% pewny, że chłopak jest telugu a nie tamil ;P) a tam:

Źle skopiowałem, ale nie chce mi się jeszcze raz, więc dodam tylko, że to pierwsza strona wyszukiwania, trzeci hit. A zresztą, LINK i już.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.