Przegląd halloweenowych kandydatów, część 1

Tak czułem, że naskrobałem za długą notkę. Zatem trza ją podzielić na dwie części. Pierwszą merytoryczną, drugą trailerowo-sondową.

Część 1, merytoryczna

Nie wiem czemu, ale czuję, że w najbliższy Halloween obejrzę parę horrorów. Uczucie to nie jest niczym uzasadnione, bo nadal cierpię na filmowstręt (a właściwie to na oglądaniofilmowstręt) i mimo najszczerszych chęci wiele nie oglądam (a jak już to „Agentki”; wiem, to nie film; straszne gówno BTW, ale z drugiej strony, czego spodziewać się po serialu, w którym w jednej z głównych ról występuje facet przebrany za babkę…?). Tyle tylko, że rok temu miałem tak samo, a pomimo to udało mi się obejrzeć aż cztery filmy jeden po drugim. Zapaliłem ze jack-o-lanterna, czy jak to się tam piszę i sru. Recenzje obejrzanych wtedy filmów są blogu, wystarczy cofnąć się o niecały rok.

Tyle tylko, że plany planami, a repertuar repertuarem. Trzeba by garść jakichś sensownych filmów zapodać do obejrzenia. W związku z tym postanowiłem przejrzeć, co mam pod ręką i dokonać wstępnej selekcji. Jak chcecie, możecie pomóc.

„Pora mroku”

Pod tym wielce oryginalnym tytułem kryje się polski horror z Janem Wieczorkowskim i Jakubem Wesołowskim.

Samo to brzmi przerażająco…

„Domek w górach” [„The Lodge”]

Młoda zakochana para wyjeżdża na romantyczne spędzanie czasu do położonego w górach domku. Tam znajdują dziwne ślady i odkrywają, że nie są sami.

Wielce oryginalny pomysł, naprawdę. Poszło prosto na DVD, więc chyba mamy pierwszego kandydata do gromkiego „NIE!” w kontekście wyboru na halloweenowe seanse.

„Rest Stop – Don’t Look Back”

Kapral Tom Hilts wraca do rodzinnego miasteczka w celu odnalezienia zaginionego przed rokiem brata. Podejrzewam, że jedyne, co znajdzie to guz.

Czy film wyreżyserowany przez kolesia o nazwisku Shawn Papazian może być dobry? „NIE!”

„Transsiberian”

Amerykańska para (dwoje ludzi, a nie że takie z czajnika) podróżuje koleją transsyberyjską z Chin do Moskwy. W pociągu spotyka inną parę i zaczyna się gra w kotka i myszkę.

Obsada ciekawa. Woody pomarańczowa twarz od marchewki Harelson, Emily dream girl z Notting Hill Mortimer, Ben Ghandi Kingsley, Eduardo abre los ojos Noriega, Thomas weź płaszcz może doczekasz końca wojny Kretschmann. Jednak nazwisko reżysera (Brad jeden z wielu Andersonów) nie sprawia, że sikam po nogach. Zachwyty nad „Session 9” i „The Machinist” nie są moim udziałem, więc… mimo wszystko najpoważniejsza propozycja na chwilę obecną.

Jeden problem: nie wiem, dlaczego sobie ubzdurałem, że to horror…

„Feast 2: Sloppy Seconds”

Potwory zabijają jednego po drugim z grupki ludzi, która ukryła się przed nimi w barze in the middle of nowhere.

Pierwszy „Feast” był świetny. Spodziewałem się, że dwójkę wyreżyserował ktoś inny, ale nie, reżyser jest ten sam. Tyle, że wszystko wskazuje na identyczny film jak pierwsza część tyle, że z byle jakimi aktorami. A że w produkcji jest już trzecia część, to wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że wyprodukowali te dwie następne części w tempie ekspresowym byle tylko zdążyć zanim ktokolwiek będzie pamiętał „Feast” i zarobić trochę na sentymencie do jedynki.

„The Objective”

Kilku wojaków z jednostki specjalnej gubi się na terytorium Afganistanu. „…lost in a Middle Eastern „Bermuda Triangle” of ancient evil” brzmi ładnie i zachęcająco do obejrzenia. Film w reżyserii gościa od „Blair Witch Project”. BWP podobało mi się średnio na jeża (najlepsza była muzyka ;P), ale ten film wygląda intrygująco. Choć opinie o nim są kałowe.

Najmniej zachęcające jest widoczne na IMDb.com takie coś:
People Viewing This Page May Also Be Interested In These Sponsored Links: Write Screenplays Fast

„No Man’s Land: The Rise of Reeker”

Sytuacja podobna co do „Feast”. Pierwszy „Reeker” był świetny, ale dwójka? Nie trzeba sobie od razu brać do serca zasady, że każdy horror powinien mieć kontynuację.

Szeryf z synem ścigają złodziei, którzy okradli bank, a przy okazji sami są ścigani przez coś zupełnie innego.

Zdania o filmie są podzielone: jedni piszą, że to sequel, drudzy piszą, że to prequel. Zgodni są co do jednego: jeśli widziało się jedynkę to dwójka jest taka sama, a i twista ma tego samego. Widziałem jedynkę…

„Shutter”

Remake tajlandzkiego horroru wyreżyserowanego przez Banjonga Pisanthanakuna i Parkpooma Wongpooma. Często do remake’ów azjatyckich horrorów zatrudniani są reżyserzy oryginału, ale w tym przypadku jest inaczej. Pewnie z powodu nazwisk. „Widziałeś nowego Spielberga?” łatwiej zapytać niż „Widziałeś nowego Pisanthanakuna?”. „Shuttera” dali Japończykowi od „Infection”. Ciekawe, czy dadzą coś kiedykolwiek Polakowi od „Pory mroku”.

Anyway. Para (znów dwójka ludzi znaczy się) wywołuje zdjęcia zrobione po wypadku samochodowym. Zauważają na nich niepokojące obrazy.

Jeśli myślicie, że należy się spodziewać, czegoś innego niż typowy azjatycki twist (TAT) to źle myślicie. Przynajmniej tak myślę, bo widziałem oryginał i wrażenia na mnie nie wywarł.

***

„A l’intérieur” aka „Inside”

To może być dobre wobec marności większości powyższych tytułów. Problem tylko taki, ze to francuskie, a ja za francuszczyzną nie przepadam.

Będąca w ciąży Sara traci w wypadku samochodowym swojego partnera. Dziecku szczęśliwie nic się nie dzieje stało. Dzień przed porodem do drzwi mieszkania Sary puka tajemnicza kobieta.

Kolejny po „Haute Tension” i „Frontiere(s)” przedstawiciel kolejnej francuskiej nowej fali (po Nowej fali i po pornografii w mainstreamie czas na krew, krwawy pot i krwawe łzy doprawione torturami psychicznymi. Ma dobre notowania w moim poszukiwaniu filmów na Halloween.

***

„Insanitarium”

Jesse ciacho z „Gotowych na wszystko” Metcalfe wzorem Jacka Nicholsona latającego nad kukułczym gniazdem symuluje chorobę psychiczną w celu uratowania swojej siostry Kiele jednej z bardziej z dupy wyjętych postaci w Loście Sanchez i trafia do psychiatryka. A tam spotyka pana doktora Petera Dino Velveta Stormare, który zamienia ludzi w kanibali. A co się będzie!

„Krwawa jatka. Film dobry ale do pewnego momentu, potem to już tylko krew, krew i jeszcze raz krew”. Zachęciła mnie ta opinia.

PS. Nie, nie oglądam „Gotowych na wszystko”. W internecie się dowiedziałem.

***

„Prom Night”

Sadystyczny morderca psuje bal maturalny.

Remake, remake. Niby idealny film na Halloween, ale kaman: Rated PG-13. To ciekawe, jakie są te wspomniane potem violence and terror, some sexual material, underage drinking, and language.

***

„Sierociniec” [„El Orphanato” aka „Orphanage”]

Mam dziwne, graniczące z pewnością wrażenie, że skoro widziałem „Kręgosłup diabła” to i widziałem „Sierociniec”. A propagandzie proguillermodeltorowej nie zamierzam ulegać.

***

„Przebudzenie” [„Awake”]

Toże nie horror, ale jakieś takie dziwne wrażenie mam, ze może mi się podobać pomimo tego, że necie same złe recenzje. Haydena nie lubię, ale za to Alba i jej „Oko” pozytywnie mnie zaskoczyło (choć nie podobał mi się pierwowzór)… nie wiem, szanse na seans halloweenowy spore.

A tak w ogóle to mini powtórka z rozrywki z „Comy”.

***

„Wizja mordercy” [„Anamorph”]

A psychological thriller based on the concept of anamorphosis, a painting technique that manipulates the laws of perspective to create two competing images on a single canvas.

Rany rany, strasznie poważnie to brzmi. Za poważnie, jak na Halloween. Ale obsada zachęcająca Dafoe, Speedman (no ten akurat średnio zachęcający, ale wychodzę z założenia, że im więcej znanych nazwisk w filmie tym szanse lepsze; tak, tak, pamiętam „Edison”), Stormare, DuVall, Rebhorn.

Z dwóch filmów ze Stormare wolę „Insanitarium”, choć kończy się tam pomysł, a zaczyna krew, krew, krew.

***

„The Morgue”

Wszystkie znaki na ziemi i w niebie wskazują na to, że jedyne, co ciekawe w tym filmie to jego tytuł. O, laska z „Blair Witch Project” w tym gra. Ta od najsłynniejszego gluta w historii kina. Zdaje się, że skończyła tak samo jak ten loverboy z „Małej wielkiej miłości”. Czyli takse delikatnie rzecz ujmując.

***

„Patologia” [„Pathology”]

Milo koleżka z „Heroes” Ventimiglia w filmie, który również kusi ciekawym tytułem. Grupa studenciaków medycyny postanawia sprawdzić, który z nich byłby w stanie popełnić zbrodnię doskonałą.

Rated R for disturbing and perverse behavior throughout, including violence, gruesome images, strong sexual content, nudity, drug use and language. Można by spróbować, choć jednym z wiodącym wątków na forum IMDb jest zastanawianie się nad tym, czy Milo dublował w tym filmie koleś od pokazywania dupy. „I want to know if anyone else thinks that its a butt double? In all the scenes where his ass is showing you can never clearly see his face…”. Albo dupa albo twarz chciałoby się powiedzieć.

***

„Albert Fish”, „Ed Gein”, „Kemper”

Jakiś film o seryjnym mordercy można by zarzucić, choć zwykle są to produkcje niskobudżetowe, których jedyną nadzieją jest przyciągnięcie widzów sławnym nazwiskiem. Do wyboru mam trzech powyższych koleżków. Znaczy mam pewnie więcej, ale co się będę chwalił.

Albert Fish. Kanibal. Znany jako Wilkołak z Wisterii. Podejrzany o przynajmniej pięć zabójstw przechwalał się tym, że molestował około setkę dzieci. Miłośnik samookaleczania – chłostał się nabijanym gwoździami biczem i wbijał sobie igły. Zdjęcia rentgenowskie użyte podczas procesu Fisha pokazywały wyraźnie ponad dwanaście igieł umieszczonych głęboko w okolicach jego krocza. Smakosz uryny i koprofil.

*

Ed Gein. Kiedy 17 listopada 1957 roku policja przystępowała do przeszukania stojącego na uboczu domu Eda Geina nie spodziewała się dokonania aż tak przerażającego odkrycia. Przeszukanie w pozbawionym prądu domu pełnym śmierdzących odpadków nie było proste. W bladym świetle latarek tym koszmarniej wyglądały wiszące głową w dół i wypatroszone zwłoki kobiety. Policjanci w domu Geina znaleźli wiele ludzkich szczątków a wśród nich lampy wykonane z ludzkich kości, fotel obity ludzką skórą, a w leżącej nieopodal szarej torbie zdartą skórę głowy… Ed Gein był pierwowzorem takich filmowych postaci jak Buffalo Bill z „Milczenia owiec”, Leatherface z „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” czy Norman Bates z „Psychozy”.

*

Edmund Kemper. A to chyba pierwszy film o tym panu, bo nie widzę, żebym pisał o nim w moich „Seryjnych mordercach w kinie”. W każdym bądź razie zabił swoją babcię i dziadka, trafił do szpitala dla czubków, gdzie wszyscy byli zachwyceni jego wspaniałą resocjalizacją, a szczególnie jeden z miejscowych lekarzy, który wydał mu wspaniałą opinię na do widzenia. Z deka się pomylił, bo Ed zabił jeszcze osiem kobiet (w tym swoją matkę, prawdopodobne źródło wszelkich kompleksów Kempera) i grzecznie zgłosił się na policję.

***

„Long Khong”

Grupa licealnych przyjaciół spotyka się znów po dwóch latach na pogrzebie ojca jednego z nich. A diabeł nigdy nie pozostawi cię żywym.

Obsada rzuca na kolana. Napakpapha Nakprasitte, Hataiwan Ngamsukonpusit, Akarin Siwapornpitak, Chanida Suriyakompon, Namo Tongkumnerd, Pavarit Wongpanitch, Korakot Woramusik. No ale Hannibal Lecter zawsze powtarzał, że należy próbować nowych rzeczy. Napakpapha Nakprasitte w 2006 roku dostała za rolę nominację do najlepszej drugoplanowej roli żeńskiej (choć zagrała na pierwszym planie) na Thai Supannahong Awards.

Cóż, gdyby się spodobało to w odwodzie są jeszcze dwie kolejne części. A może tylko jedna, ciężko wyczuć.

***

To nie wszystko, co mogę zarzucić w Halloween, ale póki co nie chce mi się dalej pisać. Zresztą, w darmowej sondzie jest i tak tylko dwadzieścia pozycji do wyboru.

No ale sonda to już w części drugiej, trailerowo-sondowej.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.