A w ogóle to doznałem olśnienia

Fakt, faktem, niby jestem Quentin, ale aż taki hardkorowy ze mnie fan Tarantino nie jest. Nie biegam po necie szukając informacji na temat tego, co u niego słychać, nie podniecam się nowymi produkcjami, za które się bierze, nie śledzę każdego byle jakiego zdjęcia z planu jego filmów, ani nie spędzam całych dni na jutubie serczując za „quentin tarantino”. Ot, lubię jego filmy, niektóre uważam za genialne i tyle. To tyle tytułem niezbędnego wstępu.

Że Tarantino ma w planach nakręcenie wojennego filmu „Inglorious Basards” wiedziałem od dłuższego czasu, ale nic poza tym. No chyba wiedziałem też, że to ma być remake. Kiedy więc zobaczyłem na liście filmów do wypożyczenia z lokalnej wypożyczalni włoskie dzieło wojenne pt. „Inglorious Bastards” vel „Quel maledetto treno blindato” val „Deadly Mission” vel „Bastardi senza gloria” vel „Counterfeit Commandos” vel „G.I. Bro” vel „Hell’s Heroes” vel „The Dirty Bastard” to od razu oblukałem okładkę i doznałem małego olśnienia.

Pierwszy zwrócił moją uwagę Bo Svenson w obsadzie. Przypomniałem sobie, że kiedyś, dawno dawno temu, Bo był moim ulubionym aktorem (sic!). A wszystko to za sprawą pewnego wojennego filmu, który w dzieciństwie oglądałem po kilka razy. Zaraz, wojennego filmu? Tytułu nie pamiętałem, ale być może chodziło właśnie o film, który Tarantino wziął na warsztat. Tylko skąd wziąć pewność? Ano z włoskiego filmu wojennego (wtedy, gdy to oglądałem pewnie nawet nie wiedziałem, że to jest w ogóle włoskie) pamiętałem tylko jedną scenę, nic więcej. Na szczęście dość charakterystyczną – żołnierz zasuwa na motorze, dostaje kulę w bak, jakimś cudem nie wybucha, zakleja dziurę gumą do żucia i jedzie dalej. Rzuciłem więc okiem na wypożyczoną kopię, poszukałem i, tadam, znalazłem tę scenę. I wtedy olśnienie było zupełne:

Quentin Tarantino kręci remake jednego z kilku moich ulubionych filmów z dzieciństwa.

PS. Przy okazji potwierdza się moja teoria (znaczy pewnie ktoś inny też ja wymyślił, ale ja się z tym nie spotkałem i dlatego uważam ją za moją), że jeśli chce się poznać najbliższe plany reżysera bądź choćby planowaną po cichu obsadę (często nieogłoszone jeszcze nigdzie) to warto zadać sobie chwilę trudu i poprzyglądać się na aktorów grających w poszczególnych filmach, bądź posłuchać czy czasem o jakimś się nie wspomina w dialogach. I poanalizować. Przykładowo – we „Wściekłych psach” bohaterowie opowiadają sobie w samochodzie różne historyjki, w których przewija się nazwisko aktorki Pam Grier. Pam jakiś czas potem zagra w „Jackie Brown”. Z kolei w „Prawdziwym romansie” Clarence idzie do kina na potrójny seans filmów z Sonnym Chibą. Sonny zagra później w „Kill Billu”.

Bo Svenson, o którym wspominałem na początku, zagrał w „Kill Billu vol.2” pastora (czy kto to tam był), który miał udzielić ślubu Pannie Młodej.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.