Osiem części prawy [Vantage Point]

Grunt to znaleźć sobie jakieś zajęcie podczas oglądania filmu. W przypadku tego konkretnego filmu, zajęcie znalazło się samo, gdy spojrzałem i zobaczyłem…

…polską flagę powiewającą pomiędzy flagami Izraela i ONZ-u. Sympatyczny akcent, pomyślałem, i przeszedłbym nad nim do porządku dziennego, gdyby nie to, że chwilę potem nasza flaga wisiała już pomiędzy flagami…

…cóż, nie wiem co to za flagi (ta niebieska to Kazachstan?), ale na pewno nie Izraela i ONZ-u. W tym momencie pomyślałem, że warto pośledzić, co też podzieje się dalej z naszą flagą. Nie trzeba było długo czekać, gdy okazało się, że miejsce naszej flagi zajęła flaga prawdopodobnie Chin:

I co było dalej? Ano to, że tak już zostało. Chiny wskoczyły na nasze miejsce, a my spadliśmy o raję niżej.


Trzeba jednak przyznać, że sporo czasu mi na tym flagowym śledztwie zleciało. A jeśli chodzi o film, to…

W Salamance odbywa się spotkanie przywódców z całego świata, podczas którego w obecności prezydenta Stanów Zjednoczonych podpisany zostanie ważny układ mający na celu rozwiązanie problemu terroryzmu. Wszystko idzie ładnie pięknie do czasu aż prezydent nie dostaje dwóch kul prosto w klatę, a na dokładkę wybucha bomba.

Ustalmy sobie na wstępie – „8 części prawdy” to bzdura. OK, ustalone. Cała wielka i misterna intryga zależy tu od tego czy agent secret service dostrzeże lekko wiuchającą firankę, ale już nawet pomijając to i zdalnie sterowaną snajperkę (hihi) owa intryga tak na pierwszy rzut oka trzyma się kupy, ale gdy tylko człowiek zacznie się trochę zastanawiać pod kątem „kichuj”, to natychmiast przychodzi mu do głowy wiele wątpliwości i pytań. Mamy więc do czynienia ze standardowym ostatnio filmowym scenariuszem filmu rozrywkowego – mamy pomysł, nie mamy czasu, żeby go dopracować. So it goes.

Żałuję, że podczas oglądania nie zapisywałem sobie momentów, w których kiwałem z niedowierzaniem głową bądź parskałem śmiechem (albo obie rzeczy na raz). No, ale za bardzo byłem skupiony na flagowym śledztwie. Parę rzeczy zapamiętałem, ale teraz jestem śpiący (jak nie urok i sraczka) i za chiny nie mogę włączyć myślenia. Przypomina mi się przez to jedynie cała kupa głupich min (aktorstwo fatalne, sztuczne jak diabli – większość bohaterów ma miny jak przysłowiowy srający kot na puszczy i w sumie szkoda, bo obsada jest imponująca – William Hurt, Sigourney Weaver, Forest Whitaker, Dennis Quaid, Eduardo Noriega itd.), agenci secret service, którzy boją się skoczyć z pierwszego piętra, agent secret service, który nie boi się strzelać pomiędzy tłumem postronnych, bogu ducha winnych świadków, mała dziewczynka, która ma coś z oczami i sama wbiega pod koła samochodów pędzących po autostradzie, a także końcowe „Thomas, to ty?”, które już całkowicie mnie rozbroiło. Oprócz tego wszystkiego realizatorzy dorzucili nam jeszcze samonaprawiające się samochody:




A także samonaprawiających się agentów. A raczej agentów niebrudząco-niezadrapanych. No bo kto normalny po takim wypadku…





…wygląda tak?

Z drugiej strony nie wszyscy są tacy zajebiści. Inny ktoś, choć nawet ta część, w której siedział nie została draśnięta…


…wyglądał już tak:

Hehe. A najfajowsze w tym wszystkim było to, że film reklamowany był mniej więcej w ten deseń – osiem osób, każda opowiada ze swojej perspektywy, jak widziała całe wydarzenie. I okazuje się, że każdy widział… to samo :) A jak już zobaczył coś, czego nie widział ktoś inny, to cofamy się i oglądamy zamach z perspektywy kolejnego bohatera. No „Rashomon” toto rzeczywiście nie jest.

Ale.

Właśnie taki film miałem ochotę obejrzeć. Lekki, letni, sensacyjny, nakręcony za trochę więcej dolarów, w którym akcja cały czas leci do przodu i nie zatrzymuje się na pierdoły. Taki B-klasowy film A-klasowy. I pod tym względem się nie zawiodłem, dlatego……….. 4(6) 😀
(633)

PS. Ale tego, że na koszuli Dennisa Quaida podczas sceny w początkowych minutach filmu z zapisem pierwszego zamachu na prezydenta (biedni ci amerykańscy prezydenci, świat o niczym innym nie marzy, tylko o zastrzeleniu ich) nie było widać ani kropli krwi, to realizatorom nie wybaczę!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl