Lost 4×13-14 – There Is No Place Like Home 2&3

No to może dwa słowa po wczorajszym finale czwartego sezonu. Dosłownie dwa, bo tak naprawdę to nie ma się, co (o czym) rozpisywać. Ale mogę podyskutować w komentarzach jak ktoś wyjątkowo bardzo chce.

No więc tak. Finał bardzo fajny, podobał mi się. Zresztą jak cały czwarty sezon od pewnego momentu. Większych zastrzeżeń nie mam i chyba na nic nie będę psioczył. No może zakończenie mogło być trochę bardziej wybuchowe, bo tak naprawdę to cliffhanger był marny (czyt. w ogóle nie było cliffhangera).

Dokonałem jednego, małego odkrycia. Znaczy się po krótkim sprawdzeniu odkryłem, że dokonane odkrycie było już odkryte wcześniej, ale ja się na nie nigdzie nie natknąłem (nie czytuję pasjami Lostopedii i innych tego typu rzeczy; jedynie co, to z przyzwyczajenia na forum OT wpadam, żeby się trochę pośmiać), więc odkrycie traktuję jako moje i nikomu go nie oddam 😉 Odkrycie, o którym mowa, dotyczy pana doktora z filmów instruktażowych na stacjach Dharmy – Marvin Candle (candle – świeca), Mark Wickmund (wick – knot), Edgar Halliwax (wax – wosk). Voila! I co z tego? Pewnie nic.

Sposób przesunięcia Wyspy bardzo fajny. Śmieszą mnie zarzuty, że to kpina, porażka etc. A co za różnica? Liczył się efekt, a nie droga do niego. Mieli przesunąć Wyspę i ją przesunęli. Żadna różnica czy trwałoby to dwadzieścia minut przy użyciu różnej dziwnej maszynerii czy parę sekund przy użyciu kieratu. Pewnie w pierwszym przypadku, by ludzie narzekali, że rozwlekają akcję do granic możliwości. Tak źle i tak niedobrze.

Do wszystkich opłakujących Jina i Michaela: Prawo Quentina – dopóki czegoś nie zobaczymy na własne oczy, to nie miało to miejsca. Widział ktoś trupy Michaela i Jina? Mike miał trochę ciężej, ale Jin pewnie żyje i ma się… no może nie tak do końca dobrze, ale zakładanie za pewnik, że nie żyje nie ma racji bytu. Mój ulubiony argument: „Przecież Sun by go tyle lat nie opłakiwała; grób mu nawet postawili”. No i? Sun widziała frachtowiec wylatujący w powietrze i Jina na pokładzie. Tyle. Zobaczycie, w szóstym sezonie dane nam będzie pooglądać wzruszającą scenę z Sun i z Jinem w rolach głównych.

No i to chyba tyle, co mam do napisania. Cały finał był z grubsza do przewidzenia i nie wydarzyło się w nim nic niespodziewanego. Co nie znaczy, że był zły. Fajnie, że wszystko zmierza do mojego ulubionego motywu książkowo-filmowego „bohaterowie spotykają się po latach”, tyle tylko, że pewnie na to przyjdzie nam poczekać aż do szóstego sezonu. Bo jakoś tak mam wrażenie, że za dużo głównych bohaterów z dotychczasowych sezonów, to w piątym sezonie nie pooglądamy.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.