Ocalałem prowadzony na rzeź, cz.3 – Niedziela

Winien Wam jeszcze jestem zakończenie tej trzydniowej bollysiuśmajtkowej gehenny, więc do dzieła.

Opowieści niedzielnej nie sposób nie zacząć od śniadania, które rozpoczęło się jakoś tak późno i nie powinno zostać nazwane śniadaniem. Na śniadanie Asiek postanowiła ugotować jajka. Po krótkiej naradzie stanęło na tym, że trzy osoby chcą jajka na miękko, a trzy na twardo. Ruszyła przeto Asiek do lodówki i zaczęła wyjmować z niej jajka. WIdać było, że ma sprytny Plan. Jako, że gotować je chciała w jednym naczyniu, to trzeba było jakoś rozróżnić, które będą na miękko, a które na twardo. Sprytny Plan polegał na skompletowaniu sześciu jajek ciemniejszych i sześciu jaśniejszych (liczby nie jestem do końca pewien). Wszystko zakończyło się powodzeniem, a wyglądało mniej więcej tak jak kompletowanie tuzina idealnych jajek w „Clerks”. Gdy jajka były odpowiednio podzielone, Asiek włożyła je do wrzącej wody i odczekała chwilę aż te zaplanowane na miękko będą gotowe. Gdy ta chwila nadeszła wyłowiła je z wody, amatorki miękkich jajek (hihi) rozłupały skorupkę i zobaczyły to:

Kiedy zaś amatorki twardych jajek (hihi; a nie powiem, do której kategorii ja należę ;P) zobaczyły jak wygladają jajka na miękko od razu orzekły, ze spokojnie te ich można już wyjąć z wody. I tak zleciało śniadanie. A potem ktoś nierozważny zobaczył, że na Polsacie będzie „Bluffmaster” i że koniecznie trzeba go obejrzeć. Jakiś taki głupi byłem, gdy przyznałem się, że jeszcze „Bluffmastera” nie widziałem. „Jak to nie? No, Kochanie, to koniecznie musisz zobaczyć”! i nie było wyjścia, trza się było wgramolić na łózko z Pepsi i ciastkami (żeńskie takie i takie kruche w czekoladzie też 😉 ). Na szczęście film zły nie był, choć rozgryzłem intrygę dość szybko (nie licząc początku, którego nie zrozumiałem; i choć Asiek mówi, że jest zrozumiały i że nie kuma dlaczego ja nie kumam, to myślę, że muszę go zobaczyć jeszcze raz, bo coś z nim jest nie tak) a dodatkowo z podziwem mogłem słuchac dziewczyn (głównie Karo), którym coś się nie podobało w tłumaczeniu. Z hindi! 😉

I tylko jedna, jedyna osoba w całym domu nie była zainteresowana „Bluffmasterem”. Osobą tą była Shanti, której albo nie było w pokoju, albo ostentacyjnie patrzyła się w drugą stronę ignorując Apsika:

Nic w tym jednak dziwnego. W końcu krążą słuchy, że ostatni film, w którym nie grał Szaruk, Shanti widziała w 1998 roku…

A potem trzeba się było żegnać i tak to wariactwo dobiegło końca. Przeżyłem, byłem dzielny. Można mnie dotknąć!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.