Rozpalone uczucia, odc. 1

No dobra. Odgrażałem się, że skoro scenarzyści strajkują to wizja premiery „Rozpalonych uczuć” u mnie na blogu jest możliwa i teraz przyszedł czas na spełnienie groźby. Co trzeba wiedzieć o „Rozpalonych uczuciach”? Przede wszystkim to, że choć na blogu to premiera (chyba; były pojedyncze odcinki, ale całości chyba nigdy), to serial to dość stary i sporo nawiązań może być nieaktualnych. Oprócz tego… aaa, co się będę wysilał, nie chcecie to nie czytajcie! 😉 Ja sam nawet nie wiem czy to jeszcze śmieszne jest.

Autor: ADDY

Z ROZJAŚNIENIA:

WNĘTRZE. GABINET FERNANDO. DZIEŃ.

Wczesne popołudnie. Gabinet FERNANDO urządzony w stylu kolonialnym. Przez szyby wpadają promienie słońca, przez okno w oddali widać pole, na którym pracują robotnicy. FERNANDO, wychudzony, starszy mężczyzna, siedzi za biurkiem z ponurą miną. Otwierają się drzwi, wbiega radosna, ośmioletnia dziewczynka z pluszowym misiem w ręku. To FRUTELLA.

FRUTELLA
Tato, tato! Pobawisz się ze mną w chowanego?

Wchodzi otyła Murzynka ze ścierką przewieszoną przez ramię – DONATELLA.

DONATELLA
Przepraszam pana, wyrwała mi się, diablica jedna.

FERNANDO macha od niechcenia ręką.

FERNANDO
Nic nie szkodzi, Donatello, niech zostanie. A ty idź już.

DONATELLA wychodzi zamykając za sobą drzwi.

FRUTELLA
Pobawimy się, tatusiu?

FERNANDO
Wiesz, córeczko, że interesy coraz gorzej idą?

FRUTELLA
Zobacz jakiego mam ładnego misia!

FERNANDO
Nikt nie chce kupować buraków. A miał to być taki złoty interes.

FRUTELLA
Nazywa się Dziubdziuś! Prawda Dziubdziuiu?

FERNANDO otwiera szufladę biurka i wyciąga z niej rewolwer.

FERNANDO
Zaciągnąłem tyle pożyczek. Do końca życia nie wygrzebałbym się z długów.

FRUTELLA
Zobacz tatusiu! Dziubdziuś pomachał ci łapką!

FERNANDO
Cokolwiek się stanie, córeczko, pamiętaj, że tatuś zawsze cię kochał.

FRUTELLA siada FERNANDO na kolanach i tuli do siebie misia.

FRUTELLA
Ja też kocham Dziubdziusia.

FERNANDO (wzdycha)
Wykapana matka. Głupia jak but.

FERNANDO przystawia sobie pistolet do głowy.

FERNANDO
Żegnaj, moja malutka Frutello.

FRUTELLA zeskakuje ojcu z kolan i wyciąga w jego kierunku ręce z misiem.

FRUTELLA
Pożegnaj się z tatusiem, Dziubdziusiu.

(muzyka robi: param, param)

FERNANDO znów ciężko wzdycha, po czym strzela. Krew bryzga na wszystkie strony. Frutella patrzy z przerażeniem na swojego zakrwawionego misia.

FRUTELLA (krzyczy)
Aaa!

Do gabinetu wbiega DONATELLA.

DONATELLA (krzyczy)
Aaa!

(Rozlegają się pogodne dźwięki piosenki i wchodzą napisy tytułowe)

WNĘTRZE. TEN SAM GABINET. DZIEŃ.

Popołudnie. Dziesięć lat później. Gabinet urządzony prawie tak samo, jedynie biurko jest inne. Za biurkiem siedzi tłusty, czerwony na twarzy mężczyzna – to BERNARDO. Za oknem widać pole, na którym pracują robotnicy. Słychać stukanie do drzwi.

BERNARDO (krzyczy)
Wlaz!

Wchodzi wymoczkowaty mężczyzna około 30 lat – DILBERTO.

DILBERTO
Już przyjechała, szefie.

BERNARDO odkłada na bok dokumenty.

BERNARDO
Więc wprowadź ją do mnie.

DILBERTO (z podziwem)
Już się robi, szefie. Szef jak coś powie, to zawsze z taka stanowczością…

DILBERTO otwiera drzwi, macha ręką i wchodzi zgrabna, czarnowłosa dziewczyna, około 18 lat, miseczka (na oko) C, ubrana w cienką, letnią sukienkę w kwiaty, jak to w wenezuelskich serialach. To FRUTELLA.

GŁOS Z OFFU (gdzieś tak sprzed monitora)
Arggh, te wenezuelskie dupy!

BERNARDO (ignorując GŁOS Z OFFU)
Więc to ty jesteś Frutella? Pracowałaś już kiedyś jako służąca?

BERNARDO wstaje i obchodzi FRUTELLĘ dookoła, oglądając ją. FRUTELLA wodzi za nim wzrokiem.

FRUTELLA
Nie, proszę pana.

BERNARDO
Nauczysz się, to nie takie trudne.

BERNARDO śmieje się obleśnie i łapie FRUTELLĘ za pośladki. DILBERTO również śmieje się obleśnie. Na wózku inwalidzkim wjeżdża starsza, zasuszona i pomarszczona kobieta – BARBARELLA – i bez słowa bije BERNARDO po głowie parasolką.

BARBARELLA (krzyczy)
Ty świnio! Ty chamie! Spuścić cię tylko na chwilę z oczu, a ty znowu zaczynasz! Ty mnie już chyba nie kochasz! No, powiedz coś! Kochasz mnie, czy nie?

BERNARDO ucieka, DILBERTO patrzy w sufit. BARBARELLA łapie FRUTELLĘ za łokieć i ciągnie na korytarz.

BARBARELLA
Jeśli jeszcze raz zobaczę, jak deprawujesz mi męża, to słowo daję, jaja poobrywam. A teraz chodź, zaprowadzę cię do twojego pokoju.

WNĘTRZE. KUCHNIA. DZIEŃ.

Duża kuchnia, tradycyjny ośrodek życia towarzyskiego w wenezuelskich telenowelach. Wokół solidnego, dębowego stołu siedzą: pulchna Murzynka – kucharka MORTADELLA, staruszek – ogrodnik PEDRO, listonosz ROBERTO i zaprzyjaźniony ksiądz LEONARDO.

MORTADELLA nachyla się nad stołem.

MORTADELLA (szeptem)
Podobno już przyjechała.

PEDRO
Kto? Frutella?

ROBERTO
Tak, widziałem ją, jak szedłem z pocztą. Śliczna dziewuszka, mówię wam.

MORTADELLA
No, to będzie miała skaranie boskie z paniczem Ricardo. Podrywacz z niego, jakich mało.

LEONARDO (z rozmarzeniem)
Ach, Ricardo…

MORTADELLA
Biedna dziewczyna. Mówię wam, doświadczona przez los. Jej ojciec zastrzelił się na jej oczach. Od tamtej pory ma uraz psychiczny i nikomu nie potrafi zaufać. Nawet Ricardo nie ma czego u niej szukać.

LEONARDO (z rozmarzeniem)
Ach, Ricardo…

MORTADELLA wyciąga z kieszeni kości kurczaka i kreśli nimi w powietrzu skomplikowany wzór. Wszyscy patrzą ze zgrozą (tak, Wy też).

(muzyka robi: param, param)

MORTADELLA (przerażającym, głębokim głosem)
Baron Samedi widzi krew! Krew!

(muzyka robi: TADAAAA!)

PLENER. PODWÓRZE PRZED HACJENDĄ. DZIEŃ.

Po podwórzu kręcą się robotnicy. Wśród nich widać FRUTELLĘ. Idzie z koszem bielizny powiesić pranie. Z drugiej strony nadchodzi młody, przystojny mężczyzna z piękną kobietą. To RICARDO i ARABELLA.

RICARDO
Witaj piękna nieznajomo! Czy mogę poznać twe imię?

FRUTELLA rumieni się i spuszcza głowę.

ARABELLA
Chodź kochanie, spóźnimy się!

RICARDO
Czy mam szansę na małe tete-a-tete z twoim udziałem?

FRUTELLA rumieni się jeszcze bardziej.

ARABELLA (ostrym tonem)
Ricardo, twój ojciec nie lubi na ciebie czekać!

RICARDO (błagalnie)
Przynajmniej jeden numerek, o piękna!

FRUTELLA wciąż się rumieni.

ARABELLA (krzycząc)
Idziemy, kurwa, idziemy!

RICARDO i ARABELLA odchodzą w kierunku domu. RICARDO wciąż się ogląda w kierunku FRUTELLI. Do FRUTELLI podchodzi ksiądz LEONARDO.

LEONARDO (z rozmarzeniem)
Ach, Ricardo… Czyż on nie jest cudowny?

FRUTELLA patrzy na niego ze zdziwieniem. Oczy otwierają się jej coraz bardziej.

LEONARDO
Przepraszam, nie przedstawiłem się. Leonardo, jestem księdzem w tutejszej parafii. A ty z pewnością jesteś Frutella?

FRUTELLA (z rozmarzeniem)
Leonardo… Cóż za piękne imię…

(muzyka robi: param, param)

LEONARDO ze zmieszaniem patrzy się pod nogi, drapie po głowie, nerwowo podrygują mu kolana. FRUTELLA stoi wpatrzona w jego oczy.

LEONARDO
Dobra… Kurde… Ja już sobie pójdę, mam pogrzeb za pół godzinki, niezła stypa się zapowiada…

LEONARDO odwraca się i szybko odchodzi. FRUTELLA spogląda za nim, dopóki nie zniknie za rogiem hacjendy.

WNĘTRZE. GABINET BERNARDO. DZIEŃ.

FRUTELLA krząta się po pokoju z miotełką do ścierania kurzy. Układa na kupkę porozrzucane na biurku papiery, podlewa kwiatki. Ogląda fotografie stojące na półkach. Nagle zdziwiona bierze do ręki jedną z nich i przygląda się uważnie.

Zbliżenie na fotografię mały chłopiec ściska w rękach swojego pluszowego misia.

(wchodzi muzyka: param, param)

Zbliżenie na oczy FRUTELLI.

Zbliżenie na misia na zdjęciu.

Przebitka na małą FRUTELLĘ ściskającą w ręku zakrwawionego misia.

(muzyka wciąż: param, param)

Twarz FRUTELLI robi się blada.

Przebitka na zakrwawionego misia.

FRUTELLA mdleje i pada na podłogę.

(Muzyka: TADAA!)

WNĘTRZE. SYPIALNIA BARBARELLI. WIECZÓR.

Wewnątrz znajduje się łoże z baladachimem i toaletka. Przy toaletce siedzi w szlafroku BARBARELLA i czesze włosy. Środkiem sypialni przechadza się nerwowo ARABELLA.

ARABELLA (zdenerwowana)
Tak nie może być. To nie ma prawa się powtórzyć. Jak Ricardo mógł mi to zrobić?

BARBARELLA nadal czesze włosy.

ARABELLA
Ona nie może tu zostać. Musi stąd zniknąć! Natychmiast!

(a muzyka: param, param)

BARBARELLA (nie przerywając czesania i zerkając na ARABELLĘ w lustrze)
Nie martw się o to. Mam już pewien plan.

(muzyka: TADAA!)

WNĘTRZE. POKÓJ FRUTELLI. NOC.

Pokój skrywa się w mroku. Jedyne światło dochodzi z otwartych drzwi łazienki, w której FRUTELLA bierze prysznic.

GŁOS Z OFFU (ewidentnie któryś z czytelników – z podziwem)
Jeeezu, te dupy z seriali!

FRUTELLA rozgląda się trwożliwie po łazience, ale nikogo nie dostrzega. Kończy prysznic i owinięta ręcznikiem wchodzi do pokoju. Pstryka wyłącznikiem światła, ale nic się nie dzieje. Pokój nadal skryty jest w mroku.

GŁOS TAJEMNICZEJ STARUSZKI
Zostaw to, Frutello.

FRUTELLA odskakuje przestraszona pod ścianę. Z ciemnego kąta wychodzi przygarbiona postać i zbliża się do FRUTELLI.

FRUTELLA (przerażona)
Kim… Kim jesteś?

TAJEMNICZA STARUSZKA
Przyjacielem. Nie bój się. Przyszłam tu tylko aby powiedzieć ci, że znam twoją tajemnicę.

(a muzyka znowu swoje: param, param)

FRUTELLA
Jaką tajemnicę?

TAJEMNICZA STARUSZKA
Pamiętasz swojego ojca?

FRUTELLA
Fernando? Oczywiście, że pamiętam.

TAJEMNICZA STARUSZKA zbliża twarz do twarzy FRUTELLI. W świetle padającym z łazienki widać jej niesamowicie pomarszczoną twarz.

TAJEMNICZA STARUSZKA (przerażającym szeptem)
Fernando nie był twoim ojcem!

Zbliżenie na oczy FRUTELLI.

(TADAAA!)

ZACIEMNIENIE

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.