Wyrzuty sumienia

Czy to zdrowe? Mam wyrzuty sumienia, że przez ten weekend pojawiła się tutaj tylko jedna, na dodatek gópia notka. Siedzę teraz i myślę co by napisać, żeby można to było wrzucić na bloga. Liczę w myślach godziny i zastanawiam się czy starczy mi czasu, żeby obejrzeć jakiś film i go zrecenzjować. Znaczy czasu to mi starczy, ale czy nie usnę w trakcie oglądania lub czy nie będę zbyt zmęczony, żeby napisać reckę. A jesli nie recka to co? Może jakiś wierszyk? A może odkurzyć jakiś stary tekst, którego nigdy tu nie było… O, wiem, mam pomysł… Tego tu jeszcze chyba nie było, a dodatkowo zapewni mi z pewnością choć jeden komentarz od Robsona hehe.

Wybrał się Robson kiedyś na dicho
Choć się od rana czuł jakoś licho.
Lecz chciał potańczyć – takie miał chęci
Więc go poranny kac nie zniechęcił.
Kaca miał biedak – wczoraj tankował
I go od wczoraj bolała głowa.
„Nic to” pomyślał „Piwo wypiję
To się gdzieś kac ten pewnie ukryje”.
Założył spodnie czarne, skórzane
Dres adidasa no i bandanę.
Łańcuch przez szyję złoty przewiesił
I tak ubrany na dicho spieszył.
Na dyskotece poznał dziewczynę.
Cyc miała wielki. Rob poszedł w ślinę.
Na zmianę tańce i całowanie.
„Chodźmy do kibla, czy jesteś w stanie?”
Spytało dziewcze pana Robsona.
Robson przytaknął waląc kielona.
Prosto do kibla więc się udali
Wziął ją za rękę i wyszli z sali.
Kibel zajęty przez jakąś parkę
Tylko słyszeli: „Pieść moją szparkę!”
Na dworze zimno lecz napalona
Ciągnie dziewczyna swego Robsona.
Na dwór wyleźli, podniosła kieckę,
Zdjęła z Robsona spodnie coolerskie
I zachwycona była rozmiarem –
Miał on w spoczynku dwadzieścia parę.
Lecz kłopot spadł wnet na nich jak zmora,
Bo Rob obudzić nie mógł potwora.
Nie dało rady choć się starali –
Jego obudzić rady nie dali.
Morał więc taki miejcie na względzie:
Gdyś jest pedałem to zawsze będziesz.

Kurde, niepoprawny politycznie to wierszyk… A co tam, i tak każdy wie, że jestem cham. A to może jeszcze dodam dla złagodzenia efektu takie coś, na widok czego autentycznie się zdziwiłem, bo nie pamiętałem, ze coś takiego kiedykolwiek napisałem.

„Piosenka matematyczna”
[Ofkoz na melodię „Modlitwy o złoty deszcz” Bajmu]

Sto liczb
Szukam wciąż rozwiązania
I płonie mój wzrok
I płonie już ciało me
Gdzieś znikł
A szukam przyjaciela
I nie wiem gdzie wsiąkł
I nie wiem już gdzie on jest

Siedzę sama w domu
Czuję w sercu żal

Pomnóż mi
Pomnóż
Niech się wyświetli wynik już
O pomnóż
Kalkulatorze
Gdzieżeś jest

Nie ma
Go tam gdzie być powinien
Przynajmniej tam
Przynajmniej gdzie sięga wzrok
Znów wyniku
Trza szukać na palcach
Bo taki już jest
Bo taki mój durny los

Siedzę sama w domu
Na ulicy tłum

Pomnóż mi
Pomnóż
Niech się wyświetli wynik już
O pomnóż
Kalkulatorze
Gdzieżeś jest

Siedzę sama w domu
Nagle zrywam się
Biegnę na ulicę
Może tam gdzieś jest

Pomnóż mi
Pomnóż
Niech się wyświetli wynik już
O pomnóż
Kalkulatorze
Gdzieżeś jest

Mimo wszystko dalej czuję wyrzuty sumienia, że nie przyłożyłem się dzisiaj do tego, żeby mieć materiał na notkę. Inna sprawa, że miałem szczerą chęć obejrzeć dzisiaj parę filmów, ale plany pokrzyżowały… niespodziewanie hehe… kłopoty z siecią. A już parę dni było dobrze. I w efekcie obejrzałem tylko jeden film, do którego recenzji nie mam teraz siły. Może inną razą zatem.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl