„Pokerowy blef” [„Lucky You”]

„You want sympathy, you’ll find it between shit and syphilis in the dictionary.”

Huck Cheever (Eric Bana) ma talent do dwóch rzeczy – wygrywania pieniędzy przy jednym stoliku i natychmiastowego ich przegrywania przy stoliku drugim. W wyniku tej działalności ciągle jest bez pieniędzy. Tyle, że w Las Vegas taki styl życia nie jest najgorszym z możliwych scenariuszy, więc Huck jakoś przędzie. Tymczasem zbliżają się kolejne zawody z cyklu World Series of Poker (WSoP; nieoficjalne mistrzostwa świata), w których nasz bohater ma zamiar wystąpić i je wygrać. Tylko najpierw musi uskładać wpisowe 10k$.

Poker, dziwna gra, w której niezależnie od tego ilu graczy rozpoczyna rozgrywkę, na koniec zawsze zostaje dwóch najlepszych, którzy po kilkunastu godzinach grania dziwnym trafem mają tyle samo pieniędzy i zawsze, gdy jeden wejdzie za wszystko, to drugi położy całą swoją kasę sprawdzając jego karty i jeden z nich zgarnia całą pulę i jest koniec (licze na dyskusję, która oświeci mnie w tym względzie, że nie jest to dziwny traf tylko wszystko ma sens). Jak wskazuje polski tytuł filmu właśnie o tej dziwnej grze jest to opowieść, a konkretnie o jej odmianie zwanej Texas Hold’em, której rozgrywka jest głównym wydarzeniem WSoP.

„Lucky You” miał to szczęście, że spodobał mi się od pierwszej sceny i już do końca nie przestał mi się podobać. Nie jestem żadnym fanem pokera ani nic w tym względzie, a reguły Hold’ema znam na poziomie podstawowym i nie od razu układają mi się w głowie kombinacje kart, które są możliwe z tych wyłożonych na stole, co przeszkadza w oglądaniu, ale jakoś dało się sytuację ogarnąć. Ideałem jest oglądanie tego filmu z możliwością zatrzymania obrazu i spokojnego przeanalizowania, co leży na stole, bo bez tego jest raczej kiepsko o ile ma się takie pojęcie o grze jak i ja. Oprócz tego minimalna znajomość reguł jest jak najbardziej wskazana, bo bez nich to już raczej większej frajdy z seansu mieć nie można. Tak więc przed oglądaniem, nie ma wyjścia, trzeba zapoznać się z tym, co w hold’emowej trawie piszczy. Na szczęście z tym nie problem, bo ta odmiana pokera już od dłuższego czasu robi furorę i nawet w ostatnim Bondzie zaserwowano nam przydługą partyjkę. Na szczęście w „Lucky You” partyjki są dużo mniej nudne niż to przewidywalne pół godziny w europejskim kasynie.

Nie jest oczywiście tak, że w filmie nie ma nic więcej niż poker, ale jego duch wisi bez przerwy i nie znika ani na chwilę. A nawet, jeśli znika, to zaraz pojawia się hazard w jakiejś innej postaci tak więc nie da się od niego opędzić. Na pierwszy rzut oka film powinien być ekstremalnie nudny, bo przecież główny bohater w kółko wygrywa i traci pieniądze i w zasadzie nie robi nic więcej, no ale tak nie jest i nawet ta jednostajność nie zanudza na śmierć. Do towarzystwa Ericowi Banie dano Drew Barymoore, którą nie tak dawno wybrano najpiękniejszą kobietą świata (jakieś niewidome było chyba to jury) i która nawet całkiem fajnie tu wygląda, pomijając koszmarne buty. Jest więc w tle mini romansik, który dodaje filmowi uroku. No i jest jeszcze dobry jak zwykle Robert Duvall oraz Robert Downey Jr., który pojawia się, nie wiedzieć dlaczego, na jedną zaledwie scenę. Ogólnie cały film jest sympatyczny i nie wpędza widza w niepotrzebną depresję. To po prostu taki sympatyczny film o pokerze, momentami zabawny, a momentami trochę poważniejszy, ale nie do przesady. Zleciał mi szybciutko i ani się obejrzałem a już się skończył. 5(6)
(538)

Ach, byłbym zapomniał, fajne w „Lucky You” jest też to, że można się z niego dowiedzieć paru zupełnie „niefilmowopokerowych” ciekawostek takich jak na przykład ta, że przez 30 lat rozgrywania WSoP w rozgrywce finałowej poker zdarzył się jedynie raz.

A teraz mały teścik – jeśli kumacie, o co chodzi w poniższych filmikach, to spokojnie możecie się brać za „Lucky You”. Jeśli nie, to najpierw zakumajcie.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.