Po czym poznać, że jesteś na bollywoodzkiej imprezie

W piątek miałem przyjemność odwiedzić swoich przyjaciół, wielkich fanów hinduskiego kina i w ich (oraz kilku innych fanek Bollywood – tak nieoficjalnie zwykło się nazywać przemysł filmowy w północnych Indiach) towarzystwie zobaczyć na dużym ekranie film „Nigdy nie mów żegnaj” [„Kabhi Alvida Naa Kehna] wyświetlany w ramach Biletu do Bollywood, imprezy promującej w całej Polsce hinduskie kino. Zapraszam do zapoznania się z przewodnikiem po tym jak rozpoznać, że trafiło się na bollywoodzką imprezę.

– Kiedy nieśmiało pytasz czy względnie normalna osoba odnajdzie się pośród fanów indyjskich filmów, w odpowiedzi dowiadujesz się, że to oni są normalni a to z tobą jest coś nie tak.

– Kiedy pytasz jak się ubrać, otrzymujesz odpowiedź, że najlepiej na zielono-biało-pomarańczowo. To kolory hinduskiej flagi.

– Wystarczy jedno słowo podczas jazdy samochodem, aby natychmiast pod ręką znalazła się płyta z bollywoodzką muzyką i żeby z radia popłynęły dźwięki „Kabhi Alvida Naa Kehna”.

– Pierwsze, co zauważasz po wejściu do mieszkania fanów hinduskiego kina, to przyklejony na drzwiach wejściowych plakat „Dona”.

– Drugie, co zauważasz, to stojący na stoliczku ołtarzyk na cześć Shah Rukh Khana (zwanego dalej Szakrukiem) składający się z plakatu reklamowego Pepsi Coli ze zdjęciem Szakruka i girlandy kwiatów.

– Trzecie, co zauważasz, to pokaźny zestaw gwizdków, flecików i kołatek przeznaczonych do hałasowania podczas seansu „Dona”. Kątem oka zauważasz też dziesiątki cieniutkich bransoletek. Założone w ilościach hurtowych na dłonie i na stopy hałasują również.

– Kiedy chcąc ochłonąć zaglądasz do lodówki po coś zimnego do picia i wyciągasz z niej Pepsi, nalewając płyn do kubka z przerażeniem zauważasz, że na plastikowej butelce naklejone są zdjęcia Szakruka. Równocześnie zdajesz sobie sprawę, że kubek, do którego nalewałeś Pepsi również jest z podobizną Szakruka.

– W kinie widzisz wiele dziewczyn i kobiet ubranych w sari, tuniki i zwiewne dupatty. To ostatnie, dzięki nazwie, szczególnie zapada w twoją pamięć.

– W sali kinowej unosi się zapach kadzidła. Nieustannie.

– Kiedy pojawia się na ekranie Abhishek Bachchan nagle na widowni rozlega się dziki pisk.

– To samo, gdy pojawia się Preity Zinta. Co ciekawe w obu przypadkach piszczą dziewczyny. No przynajmniej w przypadku Preity to ciekawe.

– Nic się nie zmienia, gdy na ekranie pokazują się po raz pierwszy Shah Rukh Khan, Amitabh Bachchan, Kajol, Arjun Rampal i John Abraham. Jeden, wielki pisk. Trochę ciszej, ale wciąż głośno, jest na widok Kiron Kher. Sam dość szybko zaczynasz rozpoznawać tych aktorów i te aktorki, bo słyszysz o nich non stop.

– Widownia piszczy również na widok reżysera filmu, Karana Johara. Nie szkodzi, że widać go na drugim planie zaledwie przez dwie sekundy.

– Tymczasem, gdy na ekranie pojawia się Rani Mukherjee widownia reaguje ciszą.

Potem dowiadujesz się, że pokazała się za szybko po Abhisheku i nie zdążył jeszcze ucichnąć pisk po nim właśnie. Rani otrzymuje swoją dawkę pisku, gdy wkracza do pokoju z opaską na oczach i pejczem, ubrana w seksowną bieliznę.

– Prawie nikomu nie przeszkadzają koszmarne, żółte, polskie napisy do filmu, których przez długie momenty nie widać na jasnym tle. I tak większość z obecnych w kinie widziała ten film już po trzy razy.

– W połowie filmu jest przerwa, tzw. „intermission”. Przy czym połowa filmu wypada w momencie, w którym hollywoodzkie filmy się już kończą.

– Kiedy podczas piosenek (w oglądanym filmie jest prawie zawsze dużo piosenek) słyszysz brzęczenie, nie przejmuj się. Nie zapomniałeś wyłączyć komórki. To tylko panie obecne na widowni hałasują bransoletkami.

– Gdy bollywoodzka impreza przenosi się z kina do domu fanów hinduskiego kina, robi się jeszcze bardziej przerażająco.

– Na stole leżą zwyczajne krakersy. Zwyczajne? Na opakowaniu jednego z nich zauważasz uśmiechniętego Szakruka, a drugie przyjechały prosto z Indii.

– Kiedy w celu zobaczenia, która jest godzina podnosisz ze stoliczka położoną tam komórkę, na tapecie widzisz zdjęcie Aishwaryi Rai bądź Hrithika Roshana. W zależności od płci właściciela komórki. [hermetyczny żart] No chyba, że to komórka Karana Johara. [/hermetyczny żart]

– Każdy współtowarzysz bollywoodzkiej imprezy bez najmniejszego problemu obudzony w środku nocy potrafi napisać bezbłędnie imię „Aishwarya” a także zaśpiewać „Chanda Chamke”.

– Zdajesz sobie sprawę, że Bollywood jest wszędzie, gdy dowiadujesz się, że plenery do „Fanaa”, z którego pochodzi „Chanda Chamke”, były kręcone w… Zakopanym.

– Dzwoniące telefony komórkowe to kolejna możliwość do zapoznania się z szerokim spektrum hinduskich piosenek filmowych.

– Jesteś świadkiem płomiennych dyskusji o życiu, moralności, filozofii i o tym jak długie powinien mieć włosy pod pachami Shah Rukh Khan. No dobrze, tylko o włosach pod pachami Szakruka. Przy okazji zmuszony jesteś decydować na podstawie zaprezentowanych zdjęć Szakruka o tym czy Szakruk pielęgnuje włosy pod pachami czy nie oraz o tym czy robi to sam czy może ktoś mu w tym pomaga.

– Niejako przy okazji, dowiadujesz się, że gruba książka z biografią Szakruka i multum jego zdjęć jest, prawdopodobnie, najczęściej skanowaną książką na świecie.

– Kiedy podczas słuchania muzyki do „Czasem słońce czasem deszcz” [„Kabhi Khushi Kabhie Gham”] podśpiewując sobie pod nosem zmienisz fragment tekstu piosenki „Say Shava Shava” („say shava shava maahiya, say…”) na „wszawa żaba macha lassem” nie spodziewaj się pochwał. Spodziewaj się wyrzutów pod swoim adresem, że zepsułeś piosenkę.

– W rozmowach najczęściej przewijają się słowa takie jak: „bollywood”, „tollywood”, „kollywood”, „kino tamilskie”, „telugu”, „diwanna”, „masala” i dziesiątki przeróżnych imion połączonych z ksywkami, np. „Vivek-Grzywek” lub „Priyanka-Drewnianka”.

– „Hardkorowi” fani Bollywood bezbłędnie wiedzą, w którym momencie „skopane” jest polskie tłumaczenie. Niezależnie od tego, w jakim narzeczu rozmawiają bohaterowie oglądanego filmu.

– Zachwyt wśród współtowarzyszy imprezy budzi film o… Stalinie – „Stalin: Man for the Society”.


Stalin2
Uploaded by detnawtsomeht

Stalin tańczy tak:

– Podczas oglądania fragmentów „Stalina” najwięcej pisków budzi pojawiająca się po raz pierwszy na ekranie… maczeta.

– Płyty z bollywoodzkimi teledyskami nie kończą się NIGDY. Masz możliwość obejrzenia przekroju hinduskiej twórczości muzycznej z przynajmniej ostatnich pięćdziesięciu lat.

– Impreza zaczęła się około godziny 16:30. Dokładnie o 13:17 następnego dnia po raz pierwszy słyszysz, że twoi współtowarzysze rozmawiają o czymś innym niż hinduskie kino.

Ogólnie niezła zabawa, polecam.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.