„Rok 2012” (8)

W poprzednich odcinkach.

Leo Beenhakker czuł się obecnie Polakiem. Chłonął polską kulturę i język przez ostatnie cztery lata, polski profil był mu więc w tej chwili najbliższy. Za miesiąc może przybrać osobowość Maorysa, tego nigdy nie sposób przewidzieć, ale teraz był rodakiem Chopina i kropka. Taktyka „kombinować” była mu zatem szczególnie bliska. A kombinować musiał w najbliższych dniach bardzo.

Mogło się wydawać, że właśnie ogląda telewizję, ale tak naprawdę trener pomarańczowych oglądał telewizję i gorączkowo myślał. „Pieprzona ramówka wakacyjna, te same odcinki „M jak miłość” co podczas eliminacji do Mistrzostw Europy 2008″. Wytrącił się z zadumy i wyjrzał ze swojego pokoju. A właściwie z kanciapy trenerskiej oddzielonej dyktą od reszty baraku, w którym ulokowana była drużyna holenderska. Robole sprowadzeni z Irlandii, taktyka „na odpierdol” ocenił szybko nieruchomość. Górale z Chicago byliby za drodzy – notatki na marginesie pamięci to cecha, która uczyniła go tak cholernie dobrym w swoim fachu.

W większym pomieszczeniu pierwsza drużyna Holandii wykorzystywała swój czas wolny. Miała go sporo, gdyż najnowsze rozkazy trenerskie znosiły wszelkie treningi kondycyjne. Część piłkarzy grała w Playstation. Dwóch czarnych napastników cyklinowało podłogę. Beenhakker wymagał od nich szczególnie dużo i na nich skupił swoją uwagę. „Może po prostu kazać im wyjść na miasto, a polska natura wyeliminuje ich sama?” – Beenhakker nie przestawał myśleć jak wybrnąć ze swoich kłopotów, a to było niezłe
rozwiązanie. „Wystarczy ich puścić Wiejską. Dalej niż do Łazienkowskiej i tak nie dojdą. W najlepszym przypadku wylądują na kilkadziesiąt godzin na policyjnym dołku, co samo w sobie już rozwiązywało problem. Zostaną deportowani bez podania przyczyn”. Analizował wszystkie możliwości, kiedy telewizja poinformowała go o nowych zmiennych.
– Przerywamy program, by podać wiadomość z ostatniej chwili…

***

Marian Marciniak poprawił policyjną czapkę i spojrzał w kierunku telepromptera. Nie rozumiał dlaczego za każdym razem stawiają przed nim to cholerstwo – z dwojga złego wołał się już uczyć tekstów na pamięć. Marciniak na dobrą sprawę był policjantem drogówki, ale ślub z popularną prezenterką sprawił, iż telewizje prosiły go o komentarz w każdej sprawie, od morderstw z Juarez po pieczenie baby świątecznej. Dziś niespodziewanie dostał szansę komentowania wydarzeń na żywo. Nie miał zbyt wiele czasu, żeby się przygotować do nowego zadania, ale sądził, iż zrobił to dobrze.
– Witam Państwa, obawiam się, iż nie mam dobrych wieści. Niecałe pół godziny temu dwóch zamaskowanych osobników weszło do
części mieszkalnej ekipy Izraela. Póki co nie przedstawili żadnych żądań odnośnie zakładników. Boję się, że Steven Spielberg, reżyser żydowskiego pochodzenia, okazał się kilka lat temu czarnym prorokiem, gdyż podobny tragiczny scenariusz uknuł w swoim filmie „Monachium”…

***

– Metveel, Vorwut, idziecie ze mną, reszta niech zamówi sobie pizzę. – Beenhakker spojrzał na piłkarzy właśnie nadających podłodze ostateczny szlif. – I weźcie śpiwory.
Szli w milczeniu przez zarośnięte chwastami boisko, aż doszli do miejsca, w którym słychać było wyraźny gwar.
– Widzicie ten barak? Teraz podejdziemy od frontu, zachowajcie ostrożność – rzucił Leo w kierunku kopaczy.
Przeszli jeszcze kilka metrów i widok ich zmroził; za siatką oddzielająca obiekt mieszkalny Izraela kłębił się tłum dziennikarzy,
policjantów i zwykłych gapiów. Przed siatką dwóch łysych jegomościów chętnie pozowało do zdjęć pokazując bicepsy i najwyraźniej chęć zamówienia paru piw. Kiedy zwrócili uwagę na egzotyczną dwójkę i Beenhakkera wychodzących zza rogu, wystawili pięści.
– Spokojnie, tych dwóch czarnych bohaterów solidaryzuje się z zawodnikami Izraela i dobrowolnie chciałaby do nich dołączyć. Wejdźmy do środka, koniec tego cyrku – zarządził trener.
Łysi posłuchali, cała piątka weszła więc do baraku.
– Beenhakker, no tak, to ty! Sprzedałeś nas, sukinsynu! – Ocknął się jeden z terrorystów zamykając za sobą drzwi. Ruszył w kierunku starszego pana, po czym natychmiast odleciał po ciosie Metveela. Vorwut nie próżnował i wyrzucił jego kolegę przez okno.
– Metveel, Vorwut, czy wy żeście, kurwa, zwariowali? Oni mogą być uzbrojeni! Spieprzać w róg baraku i dołączyć do Żydów! – Wrzeszczał Beenhakker, przepraszając jednocześnie gestem gramolącego się z powrotem przez wybite okno łysola. Drugi z nich powoli dochodził do siebie na podłodze.

***

– …Nazywanie aktu patriotycznego czarnym scenariuszem? Ci chłopcy nie postąpili właściwie, tu się zgodzę, ale oni mają jeszcze czas na naukę. Od tego jest jednak resort Romana Giertycha, a nie telewizja i to w dodatku taka, której nie szanuję. Nie oceniajmy ich pochop… – jeden z agentów ABW przełączył telewizor w tryb stand-by i głos polityka Ligi Polskich Rodzin rozpłynął się po sali przeznaczonej do narad kryzysowych. W praktyce była to kuchnia, ponieważ w IV Rzeczpospolitej kryzysy nie występowały. A była akurat pora obiadowa.
– No dobrze, a o co właściwie chodzi? Ja już mówiłem, dla dobra sprawy jestem gotów rzucić wszystko, mimo, że akurat mam dwa dni urlopu. – Premier zaczął delikatnie kroić swój stek i ospałe spojrzał po zebranych, z których na tym etapie posiedzenia nie kojarzył nikogo.
– Dwóch zamaskowanych osobników wzięło na zakładników ekipę Izraela – powtórzył agent to co przed chwilą usłyszał w TVN24.
– Tylko dwóch? Chcecie im dosłać ludzi? Nie musicie się ze mną konsultować w takich duperelach. I dlaczego w ogóle Izrael gra w
Mistrzostwach Europy? – Stek premiera robił się coraz mniejszy.
– W ich rejonie nikt by z nimi nie chciał grać – jedna z anonimowych twarzy zaspokoiła ciekawość premiera.
– W obecnych czasach powinni mieć na tyle przyzwoitości, żeby zapieprzać w Copa America. Poślijcie tam ludzi, niech się kręcą, obstawią teren, ale bez przesady.
Premier dał do zrozumienia, że obiad dobiegł końca.

***

Łysi stali pod drzwiami wyjściowymi i gorączkowo się naradzali. Ekipa Izraela, dwóch czarnych Holendrów i ich trener siedzieli pod
przeciwległą ścianą. W rogu na wysięgniku pogrywał cicho telewizor.
– Mówiłem wam, zobaczcie „Hostel”, to nie. Nie trzeba było tu przyjeżdżać – zdenerwowany Kirchbaum rugał swoich kolegów dopóki jeden z terrorystów nie zdecydował się powoli wyjść na środek pokoju i niepewnie zakomunikować:
– Serio, Beenhakker, my już musimy iść. Kolacja czeka, wejściówki na mecz musimy jeszcze odebrać…
– Pod naszą ścianę z nimi – Leo syknął po holendersku do swoich podopiecznych. – Zostaniemy tu tak długo, jak się da – Leo syknął po Polsku do swych oprawców i do ekipy Izraela, żonglując językami niczym Brad Pitt partnerkami w swych najlepszych latach, po czym sam stanął przed drzwiami.

***

– …Janinie Ochojskiej i jej trzydziestu współpracownikom udało się zebrać już ponad sto tysięcy złotych na pomoc zawodnikom Izraela. Wspólnie planowali wyjazd do Izraela, żeby lepiej poznać kulturę zawodników i tym samym lepiej im pomóc, ale z powodu ciężkiej sytuacji politycznej w tamtym rejonie wybrali zbliżone klimatycznie Karaiby. Wojciech Pastuszko…………………………………………..Fakty.

***

– Leo, opowiedz jeszcze raz o haszbarach – poprosił Józek.
– O cholera, Krumholtz i ja mamy tego samego wujka! – Zachwycił się Staszek.
Beenhakker wiedział, że nie uda się utrzymać tej sytuacji w nieskończoność. Przebywanie z zawodnikami Izraela mogło zaszkodzić jego przyszłemu kontraktowi. Trenowanie dzieci księcia Arabii Saudyjskiej za dwadzieścia milionów dolarów rocznie to było coś, nad czym warto się zastanowić. W jego myśli ponownie wciął się telewizor.
– Ponieważ w ciągu ostatnich kryzysowych dwóch dni wielokrotnie widziano zawodników Izraela w jednym ze stołecznych supermarketów, gdzie wraz ze swoimi oprawcami ścigali się na wózki sklepowe, UEFA ogłosiła, iż nie pojawienie się na którymś z meczów ekipy Izraela bądź Holandii będzie traktowane jak walkower.
– I cały misterny plan w pizdu – smutno przyznał Beenhakker.
– A teraz zapraszamy na próbę Agnieszki „Frytki” Frykowskiej, która przed meczami polskiej reprezentacji będzie wykonywała hymn – dobiegało z ekranu telewizora. Żółta żarówka zaświeciła nad głową trenera reprezentacji pomarańczowych.
– A pierdolę, niech publikują te taśmy.
Uśmiechnął się od ucha do ucha i wyszedł z baraku.
gambit

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.