„Rok 2012” (15)

Koła samolotu dotknęły lotniska.
„Uff jesteśmy na miejscu, teraz tylko raporcik, wycieczka do kasy po należność za akcję specjalną, a później do domu /he he żeby oni wiedzieli, co trzymam w pokoju za szafą/…”

– Dobra chłopaki pakujemy panów parlamentarzystów do nieoznakowanych busów i gnamy na Rembertów, tymczasem ja i szeregowy Zawadzki pojedziemy zdać raport z naszej wyprawy.
– Taajest panie kapitanie.
– Dobra dobra, sierżancie Szerszeń, wasza głowa w tym, aby wszystko przebiegło bez zbędnych pytań czy problemów.
– Zawadzki do wozu!

Taak oczami wyobraźni widział już jedną gwiazdę i dodatkową belkę. Naczelnik będzie na pewno zadowolony z takiego obrotu sprawy. Gdzieś tam głęboko w podświadomości czaił się niewyraźny głos: „zjebaliśmy odbicie Francuzów”, natychmiast jednak zadusił go w sobie. „Przecież to nie nasza wina, jak zwykle wywiad dał dupy, ale czego się spodziewać po tych amatorach z nowej WSS” /wojskowe służby specjalne, w niektórych gronach nie do końca żartobliwie zwane wodnoludzkimi/

Z rozmyślań wyrwało go groźne warknięcie:
– Identyfikatory poproszę.
– Bez wahania wyciągnął rękę z kartą, z doświadczenia wiedział, że z chłopakami z gwardii lepiej nie dyskutować
– Ok. Teraz proszę włożyć prawą rękę do tego czytnika.
– Dobra możecie jechać.

„Wymyślają coraz nowsze sposoby identyfikacji, jak tak dalej pójdzie to przed wizytą u naczelnika będziemy musieli oddać mocz.”

*

Potężne chłopisko zaostrzonym paznokciem (szeroki palec uniemożliwiał mu korzystanie z dobrodziejstw techniki) wcisnął ukryty guzik interkomu.
– Tu Emanuel z głównego wejścia. W Waszym kierunku zmierza Kapitan grupy specjalnej Qpa41, wraz z szeregowym Zawadzkim.
– Ok. Zrozumiałem bez odbioru – głos po drugiej stronie jak zwykle był cichy i złowrogi.

*

Drzwi otworzyły się przed nimi tak niespodziewanie, że drobinę zostali wystraszeni, starali się jednak nic po sobie nie poznać. Mały człowieczek powiedział:
– Witam, Panowie, naczelnik już na was czeka. Mam nadzieję, że przynosicie mu dobre wieści, ostatnio bowiem cierpi na ich niedosyt.
– O tak – odezwał się kapitan. – Mam wrażenie, że będą jedne z najlepszych.
Erazm uśmiechnął się pod nosem czym zaskoczył ich ponownie, bowiem od czasu jak został wice, częściej na jego twarzy gościł grymas niezadowolenia.
– Wspaniale, Panowie, wspaniale. Zapraszam – powiedział wyciągając z rękawa długą szpilkę którą otworzył niewidzialne jak dotąd drzwi. Ich oczom ukazała się dość spora sala urządzona w stylu szwedzkich lat 60. „Czyli ta plotka okazała się prawdą”  – pomyślał Zawadzki na wspomnienie niedawnych opowieści o Naczelniku wspominającym z nostalgią dawne lata.
W tej samej chwili obrotowy fotel zaczął się okręcać i ich oczom ukazał się Naczelnik w pełnej krasie.

– Czołem, Panowie. Mam nadzieję, że przynosicie mi dobre wieści.
– Najlepsze, Panie Naczelniku – odezwał się kapitan.
– Słucham.
Kapitan zaczął referować przebieg zdarzenia, starając się odrobinę podkolorować, całą akcję, aby przysporzyć sobie większe zasługi (kto wie może przeskoczy od razu o dwa stopnie). Kiedy doszedł do chwili uwalniania więźniów, zauważył dziwny grymas na 
uśmiechniętej twarzy Naczelnika. Natychmiast podjął decyzję.
– Pozwoli pan, panie Naczelniku, że dalszą część operacji zreferuje obecny tu starszy szeregowy Zawadzki, który przyczynił się w znacznej mierze do naszego sukcesu. Tu popchnął Zawadzkiego lekko do przodu.
Zaczerwieniony Zawadzki (jeszcze nigdy nie widział Naczelnika na żywo, co dopiero przebywać razem z nim w jego prywatnym apartamencie) zaczął opowiadać o uwolnieniu działaczy platformy.
– Dość przerwało mu zduszone warknięcie Naczelnika.
– Co z Francuzami?
– Yyy nooo – Zawadzki wyraźnie stracił zdolność wypowiedzi.
– Panie Naczelniku, po odbiciu parlamentarzystów, mogliśmy pozwolić sobie jedynie na dokładne przeszukanie budynku.
Zniecierpliwiony Naczelnik przerwał mu podniesieniem ręki.
– Erazmie, odprowadź proszę pana Zawadzkiego – rzekł do swojego pierwszego wice.
– Dziękuję panu za pańskie poświęcenie szeregowy Zawadzki – powiedział jednocześnie ściskając rękę żołnierza.
Ciche stuknięcie zasygnalizowało zamknięcie drzwi. W tej samej chwili Naczelnik zmienił się nie do poznania.
– Do jasnej cholery, co wyście najlepszego narobili!! Gdzie Francuzi?? – Na cholerę nam znowu Tusk potrzebny?
– Ale panie Naczelniku… – próbował bronić się kapitan.
– Milczeć! – Przerwał mu Naczelnik
– Waszym zadaniem było uwolnić reprezentację Francji, wasze pełnomocnictwa były tak duże że mogliście wysadzić w powietrze całe to pieprzone miasto, a wy nie dość, że postawiliście nas w złym świetle to jeszcze ściągnęliście nam tę zarazę na głowę. – Trzeba było ich wystrzelać jak kaczki…
Przerwał i zaczerwienił się jeszcze bardziej.
– I wykonać zadanie! – Dodał.
– Ale ja myślałem… – nieśmiało wtrącił kapitan.
– Milczeć! Wróci pan teraz do bazy postawi pan chłopców w gotowości i przewiezie więźniów do Antoninowa. Tylko proszę poruszać się drogami wewnętrznymi i wjechać tam od strony poligonu, nikt poza wami nie ma prawa widzieć Tuska i jego brygady.
– Tak jest, panie Naczelniku – powiedział kapitan i stuknąwszy obcasami.
Wyszedł

Naczelnik zaczął drobnym kroczkiem krążyć po pokoju.
Trzeba znowu rozwiązać kolejny problem.
Usiadł do maszyny szyfrującej i wstukał swój 17-cyfrowy kod dostępu.
– Wtam, panie Naczelniku, proszę wpisać swoje dyspozycje.
Zastanowił się jeszcze przez chwilę po czym zaczął pisać na klawiaturze, która wysunęła się z blatu biurka.
„Rozkaz specjalny do wiadomości dowódcy oddziału AlfaQpa. Zlikwidować oddział  Qpa41, wypadek na poligonie, nikt nie przeżył. N.”
Nacisnął enter, tak problem zaczyna się rozwiązywać. Maszyna szyfrująca została tak skonstruowana, że po przesłaniu i odczytaniu wiadomości nie można było jej odtworzyć, zatem nie zostawał po nich żaden ślad.
Teraz czekało go trudniejsze zadanie wyeliminować eliminatorów , ale chyba miał odpowiedniego człowieka.
Nacisnął interkom.
– Erazmie proszę sprowadź do mnie Ezechiela.
– Tak jest, panie Naczelniku powiedział Erazm, czując zimny dreszcz  przechodzący przez plecy. „Po co mu znowu potrzebny ten morderca?”

***

Tymczasem w UK Grzyboski siedział i rozważał sposób w jaki może nadszarpnąć reputacją Dominika Czartoryskiego.
Prowokacja z Rooneyem  przebiegła tak gładko, że aż przerażająco. Wiedział jednak, że Dominik to gracz pierwszej klasy i zdjęciowe manipulacje nie mają tu racji bytu. Poza tym trzeba to zrobić tak, aby w miarę możliwości odzyskać możliwie 
największą część dóbr rodowych zagarniętych przez purpurowego księcia.
Rozważania przerwał mu dźwięk telefonu.
– Słucham.
– Cześć, John. Tutaj Pam z operacyjnego. Spakuj torbę na wyjazd i zgłoś się do nas po paszport. Główny zdecydował, że jedziesz z reprezentacją do Polski. Odprawa za trzy godziny, śpiesz się, cześć.
Pi pip pi pi…
Oniemiały odłożył słuchawkę, więc jednak jadę…
Stan

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.