Nienawidzę cenzury

Jeśli jest coś, na myśl o czym trafia mnie szlag, to z pewnością jest to cenzura. Nic mi tak na nerwy nie działa jak pocięty na kawałki film według zaleceń jakiegoś mądrali. Człowiek nigdy nie wie czy ogląda cały film czy jego 3/4. A jak się jeszcze lubi krwawe filmy to już w ogóle żałość – nawet wersje z „uncut” w nazwie są jak najbardziej cut.

Nic tylko się pochlastać kiedy oglądam film, w którym jest tak:

a powinno być tak:

A to i tak nie wiem czy ta druga scena jest taka jak być powinna. Szczególnie, że wersja, z której pochodzi pierwszy fragment jest o 11 minut krótsza niż czas trwania filmu w oryginale. KYPBA! Oglądanie wersji 11 minut krótszej to tak jakbym w ogóle filmu nie widział!

Najczęściej mnie więc krew zalewa, gdy sprawdzam na IMDb „running time”.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.