3×20 „The Man Behind the Curtain”

Na początku zaznaczę, odcinek mi się podobał i jeśli niżej napiszę coś, co wygląda się na czepianie celem zdyskredytowania serialu to nim nie będzie. Ot po prostu może się trafić jakieś lekceważace spostrzeżenie (czyt. na pewno się trafi). Moje zdanie o „Lost” jest jednak aktualnie pozytywne i uważam, że po padace z początku sezonu, kilka ostatnich odcinków usatysfakcjonowało mnie i uważam, że to znów jeden z lepszych seriali jakie obecnie można oglądać. No chyba tylko CSI NY mi się przyjemniej ogląda.

A teraz do myślników.

– Kiedy zobaczyłem na początku tę parę w lesie, to pomyślałem sobie, że za chwilę dajmy na to Sawyer krzyknie „Cięcie!” i się okaże, że Lostowicze znaleźli kamerę i postanowili nakręcić film.

– Dwójka, która znalazła rodziców i małego Bena, a potem jak się okazało pracowała na Wyspie. W rolach tych postaci wsytąpili Samantha Mathis i Doug Hutchinson czyli aktorzy znani, dużo bardziej niż prawie ktokolwiek z głównej obsady serialu. I tylko po to, żeby pojawić się przez pięć minut? „Nie wierzę, Danusiu”. Wg mnie związane są z nimi  większe plany. Raczej nie w tej serii, ale w kolejnej coś mi mówi, że pojawią się w paru odcinkach, w których poznamy początki Dharmy.

– Cytat z Bena, który lekko sparafrazowałem i uważam od dzisiaj za motto serialu: „Wiem, że obiecałem powiedzieć ci całą prawdę o Wyspie, ale ci nie powiem”.

– Na chwilę wróciły Liczby. Atak na Dharmę rozpoczął się o 16. vel 4.

– Koniec science-fiction bezsensownych rozważań o płocie. Powiedziano jasno, że chroni przed zwierzakami i że nie zabija, jeśli nie jest ustawiony na pełną moc. Żadnych zmartwychwstań i Bóg wie jakich wniosków odnośnie niego. Jak zwykle w „Lost” najprostsze rozwiązania okazują się trafne, a wymysły fanów można włożyć między bajki. To samo w poprzednim odcinku z Naomi. Wyskoczyła z helikoptera, który się rozbił i przybyła tu z misją ratunkową na zlecenie(?) Penny. Żadne wydumane rozwiązania.

– Okazała się jeszcze jedna rzcz – Kate nie ma planu, Kate jest po prostu zwyczajnie głupia.

– Bardzo ładnie wybrnięty motyw z Rogerem, ojcem Bena. Jakie też niestworzone historie były o jego trupie. A tu proszę bardzo, nie dość, że ojciec Bena to jeszcze jego śmierci nie towarzyszło żadne UFO. Został zabity, bus prawdopoodobnie zepchnięty. Prosto i skutecznie.

– Ben – kolejny z „mieszkańców” Wyspy, który ma fatalnego ojca.

– Jack działa mi na nerwy z tym swoim jednotorowym myśleniem: „Jestem najlepszy i nikogo o nic nie musze pytać”. Na miejscu Sayida skułbym mu w dzisiejszym odcinku mordę.

– Jacoba pomijam. Można to rozwiązać na tyle sposobów, że żadne gdybanie nie ma według mnie większego sensu. Tak samo jak i gapienie się na jego profil.

– Kwestia „Jak to się stało, że Ben został przywódcą agresorów?”. A dlaczego by nie? Co stoi na przeszkodzie? Jak się łatwo domyślić przyłączył się do nich jako mały chłopiec i aż do ataku na Dharmę nie wiadomo, co się z nim działo. W końcu wrócił do Dharmy wcześniej czy później, ale od momentu spotkania Richarda czy jak mu tam na imię (tylko dlaczego on taki młody cały czas? coś mi mówi, że to tak specjalnie, żeby było zylion kolejnych teorii a na koniec okaże się, że ot po prostu, tak się starzeje bez żadnego powodu innego niż dobre geny odziedziczone po rodzicach), można założyć, że zaczął swoję „edukację” wśród grupy „tubylców”. W obozie Dharmy nie rzucał się w oczy, spokojnie sobie jako cieć pracował a wieczorami czy kiedy tam biegał na lekcje do tubylców. Przez te spokojnie ponad dziesięć lat nauczyli go wszystkiego, co mogli i zobaczyli, że ma talenty przywódcze, jest inteligentny, cięty na Dharmę etc. Zabił ojca i wprowadził ich do obozu, to ostatecznie dowiodło jego wartości i wkrótce pewnie zaczął zbierać plony. Można powiedzieć, że go sobie wychowali na lidera.
Sporo nawyków mu zostało. Sam był kretem, więc teraz namiętnie wysyła kolejnych tajnych agentów do Lostowiczów, sam zabił ojca więc od Locke’a wymagał tego samego etc.

– To, że na Wyspie są dwie grupy Innych czy to, że okazało się, że Ben mówił nieprawdę o swoim urodzeniu na Wyspie uważam za oczywiste i niewarte wspomnienia ani traktowania w charakterze niespodzianki.

– Przed obejrzeniem odcinka jak zawsze wszedłem na forum Lost zobaczyć czy odcinek dobry czy nie (przelatuję wzrokiem pierwsze posty). Dzisiaj jednak od razu natknąłem się na „nikt się nie spodziewał, że Locke zginie!”. Myślałem, że to spoiler, ale na koniec okazało się, że nie. Nawet umrzeć nie zdążył. Jestem pewien na 1000%, że Locke przeżyje.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.