„Rok 2012” (5)

W poprzednich odcinkach.

odc. 5 – Ayumi

Dopadli go na rogu Alej i Nowego Świata. Wpadł prosto na nich na skrzyżowaniu, gdy szedł w kierunku zaparkowanego nieopodal samochodu. Opuścił głowę i skręcił szybko, żeby ich wyminąć, gdy poczuł pierwszy cios. Lekko oszołomiony rzucił się do ucieczki, lecz najwyraźniej przewidzieli to – kolejna grupka wyrostków w czerwonych koszulkach z białym krzyżem na piersi nadciągała z lewej. Przeżuł pod nosem przekleństwo i szybkim rzutem oka ocenił sytuację. Nie była wesoła, ale w końcu nie należał do
ułomków, a codzienne treningi sprawiły, że miał mięśnie jak stal, a szybkości i zwinności niejeden z tych chłystków mógł mu pozazdrościć. Otoczyli go. Miał szansę, jeśli tylko udałoby mu się ich zaskoczyć. Zamarkował cios prawą ręką i uskoczył w bok, gdzie stało tylko dwóch wyrostków. Wyminął jednego, a drugiemu przyłożył prosto w splot słoneczny. Tamten jęknął, zatoczył się lekko oszołomiony i upadł do tyłu. To mogła być okazja, na którą czekał. Uchylił się przed nadlatującym z prawej kijem bejsbolowym i przeskoczył nad leżącym ciałem. Jednak gdy poczuł dłoń zaciskającą się na jego kostce wiedział już, że popełnił błąd, być może największy w życiu.
Upadł na brudny chodnik i w tej samej chwili poderwał się do dalszego biegu, ale silny cios w plecy pozbawił go oddechu i przycisnął z powrotem do ziemi. Skulił się, czując grad uderzeń spadających na jego ciało. Zawył, gdy któreś z żeber pękło, wbijając mu ostrą drzazgę w ciało. Jego jęki rozsierdziły tylko oprawców.
– Stul mordę, skurwysynie! Zdechniesz za zdradę polskiej rasy! Twoją pogańską dziwkę też zajebiemy! – krzyczeli nakręceni widokiem tarzającej się we krwi ofiary. Pomiędzy nogami napastników widział rozpierzchających się na boki przechodniów, odwracających głowy, zawracających z wybranej drogi. Ktoś wezwał patrol Policji, lecz gdy tylko zobaczyli co się święci, zawrócili
i zniknęli za rogiem. Znikąd pomocy.
Kopniak w brzuch.
Pomyślał o Ayumi, swojej słodkiej Ayumi.
Złamana kość.
„Boże, jak ja cię kocham…”
Krew zalewająca oczy.
Nagle wszystko ustało. Napastnicy odsunęli się nieco. Wiedziony instynktem oparł się na prawej ręce i spróbował podnieść się na kolana. Smarkacze ze Zjednoczonej Młodzieży Polskiej rozstąpili się i ujrzał czarną limuzynę zatrzymującą się przy krawężniku. Szyba opuściła się bezszelestnie. Spróbował skupić wzrok na pociągłej twarzy ministra otoczonej przyprószonymi już siwizną włosami.
– Mam nadzieję, że wie pan, za co spotyka pana taka pokuta, panie Jankowiak. Nie życzymy tu sobie odmieńców pana rodzaju. Bóg jest miłosierny, wybaczy panu, i niech to będzie pańską ostatnią pociechą. Kończcie, tylko szybko! – rzucił minister zanim szyba na powrót się zasunęła.
– Nie… – próbował wykrzyczeć, lecz z gardła wydobył mu się tylko dziwny charkot. Nogi w podkutych butach znów otoczyły go szczelnie. Tym razem już się nie patyczkowali. Wytrenowani w Specjalnych Ośrodkach Wychowawczych byli jak sfora wściekłych psów. Zabójcza, gdy tylko poczuje krew, lecz wciąż ślepo wierna swojemu panu.
Kijem w twarz.
Uśmiechnął się, gdy zobaczył w myślach twarz żony…
Skok na plecy.
„Kochanie, przyniosłeś mi kremówki?” – Zapytała Ayumi.
– Giń, zdrajco!
Jego twarz w kałuży ciepłej krwi rozlanej na bruku.
But zmierzający w kierunku głowy.
I ciemność.

***

– …brutalna napaść na Bartosza Jankowiaka, napastnika polskiej reprezentacji. Trener i koledzy Bartosza z drużyny są wstrząśnięci tą bezsensowną śmiercią. Policja odmawia mediom jakichkolwiek informacji, czekamy na specjalną konferencję Naczelnika, która ma rozpocząć się za dwadzieścia minut, a którą będziemy…
– Wyłącz to! – warknął do kierowcy. – Wiesz, że nie znoszę tych załganych dziennikarzy. Po co to puszczasz?
– Przepraszam szefie… – radio umilkło. – Chciałem tylko wiedzieć, co będzie z naszą drużyną…
– A co ma być? Dobrze będzie! Już my o to zadbamy! – odparł, po czym sapnął gniewnie i zasunął ciemną szybę odgradzającą go od kierowcy. Do czego to doszło, żeby byle służba kwestionowała jego wolę…
Sprzeciwiała się jej. Poniżała go! Podjął decyzję, kierowcę trzeba będzie zwolnić. Dyscyplinarnie, bez odprawy.
Uspokojony nieco tą myślą wyjrzał przez okno. Warszawa odsłaniała przed nim swoje nowe oblicze, przygotowane specjalnie na Mistrzostwa. No i dla niego.
Wiedział, że Policja i Straż Miejska usuwają z ulic, którymi jeździ, wszystkich żebraków, ale nie przeszkadzało mu to. W IV RP, która była coraz bliżej, nie było dla nich miejsca. Nowy Polak musi być pełen patriotyzmu, przepełniony dumą i nie powinien prosić turystów o parę euro na jedzenie.
– Jesteśmy, szefie! – kierowca wyskoczył z samochodu i usłużnie otworzył mu drzwi. – Coś jeszcze?
– Nie, to wszystko. Oddaj kluczyki mojemu sekretarzowi i możesz iść do domu, zwalniam cię – uśmiechnął się złośliwie.
– Ale… Panie Naczelniku…
– Zwalniam cię! – powtórzył dobitniej delektując się zaskoczeniem malującym się na twarzy kierowcy. – Jak wygląda sytuacja? – zwrócił się do rzecznika, który wyszedł mu na spotkanie.

***

– Proszę wstać, Naczelnik idzie!
Wszyscy dziennikarze stłoczeni w centrum konferencyjnym zerwali się jak jeden mąż, Monika wstała razem z nimi. Naczelnik wszedł do pomieszczenia, zajął miejsce za stołem, opadł na krzesło i odsapnął lekko z wysiłku. Reszta sali również zajęła swoje miejsca.
– Proszę, mogą państwo zadawać pytania – skinął uprzejmie głową rzecznik prasowy głowy państwa. – Może pan, słuchamy.
– Daniel Nawrocki, „Czwarta Rzeczpospolita”. Czy wiadomo już kim byli napastnicy? Czy policja zna motywy napadu?
– Proszę państwa – Naczelnik pochylił się lekko w kierunku mikrofonu. – Proszę państwa, ten chuligański wybryk, będący przykładem bezsensownej agresji, jest incydentem, który zasmucił nas wszystkich. Proszę jednak nie doszukiwać się w tym zdarzeniu czegoś, czego tam nie ma, chuligańska bijatyka pozostanie tylko chuligańską bijatyką, niezależnie od tego, ile atramentu państwo na ten temat wyleją.
– Ale co ze sprawcami? – Nawrocki nie dawał za wygraną. – Czy Policja ma…
– Prowadzimy czynności zmierzające do ich wykrycia – rzecznik wyłączył mu mikrofon. – Słucham, teraz pani.
– Monika Jabłczyńska, „Głos Polski” – Monika z ulgą opuściła wyciągniętą wysoko rękę i zerknęła szybko do swoich notatek. – Jak wiemy, całe centrum miasta jest monitorowane przez Policję. Czy prowadzący śledztwo przejrzeli już taśmy z nagrań w celu zidentyfikowania zabójców?
– Proszę pani… Panią… Pani – Naczelnik odchrząknął lekko. – Ma pani rację, zrobiliśmy wiele w celu poprawy bezpieczeństwa naszych obywateli. Dzięki naszym działaniom mogą się teraz czuć bezpiecznie. Poczucie bezpieczeństwa wśród społeczeństwa rośnie, do czego niewątpliwie, skromnie mówiąc, przyczynił się głównie obecny rząd.
– Ale co z taśmami!? – powtórzyła Monika.
– Sprzęt niestety zawiódł – uśmiechnął się rzecznik. – Okazało się, że z godziny 14-tej, kiedy to miało miejsce zdarzenie, mamy jedynie 10 sekund nagrania. Proszę, teraz może pan…
– To już ósmy taki wypadek w tym roku! – krzyknęła na całą salę pomimo wyłączonego mikrofonu.
Naczelnik podniósł się z krzesła:
– Proszę panią o spokój…
– I za każdym razem zawodzą kamery! Jak to możliwe!? – nie dawała za wygraną.
– Proszę wyprowadzić tę panią w czerwonym…
– Jak pan to wyjaśni, panie Naczelniku!? – krzyczała, gdy funkcjonariusze BORu ciągnęli ją w kierunku wyjścia.
– Tak, słuchamy pana… – rzecznik kontynuował konferencję.
– Robert Żołna, „Nasza Gazeta”. Jak wszyscy doskonale wiemy, rząd odniósł wiele sukcesów w walce z przestępczością… – usłyszała jeszcze zanim ciężkie drzwi zatrzasnęły się za nią. Odetchnęła głęboko i starła pot z czoła. Zapowiadało się gorące lato.
addy

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.